RSS
 

Archiwum kategorii ‘OGÓLNA’

OGRÓD BOTANICZNY – SIERPNIOWA ŁAWECZKA LITERACKA

17 Sie

     Kazimiera Iłłakowiczówna – jutro, w niedzielne popołudnie, dokładnie o godzinie 16 – tej, powita poetów, miłośników poezji w pięknej sali botanicznego pawilonu. Powita swoimi pięknymi wierszami, które zgodnie z projektem Marii Magdaleny Pocgaj -/prowadzącej spotkanie/- wygłoszą poeci oraz „amatorzy” –  uczestnicy spotkania, którzy tomiki naszej wspaniałej poetki, przechowują w swoich zbiorach. Mojej skromnej osobie powierzono recytację wierszy Kazimiery Iłłakowiczówny, które swym ekspresyjnym wydźwiękiem, pozwalają recytującemu wykazać kunszt, godny dziełom, które zwalają z nóg, siłą słowa zapadają w pamięć. Żywię głęboką nadzieja, iż nasza wspaniała poetka, tam w zaświatach przeżyje fantastyczną przygodę powrotu z odległej niebiańskości na ziemię wypełnioną wielbicielami Jej talentu, podziwiających piękno słowa i mądrość jaką słowa te niosą, do dziś nie tracąc na wartości.

Kto żyw – niechaj podąża!

 

 
 

POZNAŃSKIE KONSULTACJE LITERACKIE

13 Sie

Kolejne spotkanie w ramach Poznańskich Konsultacji Literackich, odbyło się 13 sierpnia br.- tj. w dniu dzisiejszym, w sali Biblioteki Uniwersyteckiej w Poznaniu,  przy ulicy Ratajczaka.  Tematem wiodącym spotkania, było: ” Szatkowski i Wyrwa-Krzyżański – razem czy osobno?”.  Piszę na gorąco, późnym wieczorem, bezpośrednio po powrocie z tej imprezy do mego domu zatopionego o tej porze w cieple letniej nocy, spokojnej i nieco sennej o tej porze – siekierkowskiej wsi. Żywię nadzieję, iż zakończenie relacji z tego interesującego spotkania, uda mi się zrealizować jeszcze przed upływem tej doby.

Spotkanie, tradycyjnie otworzył Jerzy Beniamin Zimny, zastępca prezesa ZLP Oddział Poznań, inicjator tego  przedsięwzięcia. Prezes ZLP. O.P. – Zbigniew Gordziej, spotkanie /jak zawsze/ – zaszczycił swoją obecnością. Wśród licznie zgromadzonych osób, rozegrał się spektakl niosący przywołanie poetów, którzy odchodząc z tego świata, pozostawili po sobie ślad, który nigdy nie zostanie zatarty, słowo poezją niesione, które o każdej porze dnia słońca promieniem przywoływać będzie to,  co w szarzyźnie ludzkiej doli i niedoli  napełni wiarą w nieskończoność piękna. Jerzy Beniamin Zimny, udostępnił zebranym film ze spotkania z Tadeuszem Wyrwą -Krzyżańskim, zrealizowany krótko przed śmiercią poety, eseisty, malarza. Tadeusz – rażony chorobą, był przykuty do łóżka. Wszelkie próby ratowania Jego zdrowia spełzły na niczym. Odszedł w zaświaty, zostawiając nam olbrzymi dorobek:  23 wydane tomy wierszy, 3 książki prozatorskie, 9 dla dzieci, wiele  obrazów, które z uwagi na ich oryginalność, głęboko przemyślaną i realizowaną artystyczną wizję, pozostaną  w naszej pamięci. Podobnie sprawa wygląda z Jerzym Szatkowskim. Poetą, grafikiem, człowiekiem czynu, który do ostatnich dni swego życia tworzył, by  pozostawić bogaty dorobek, który siłą swej poetyckiej zaciętości, mocą umiłowania drugiego człowieka zasłużyć na dozgonną pamięć, przetrwać swym dziełem w następne pokolenia. Dwaj poeci, artyści malarze. Dwie osobowości talentem skażone na miarę pamięci XXI wieku. Pozostały obrazy, grafiki i przede wszystkim wiersze często swą literacką konstrukcją sięgające apogeum Słowa, które oryginalnością języka, język ten ewidentnie wzbogacają, prowokując do jego umiłowania.

Dialog w kwestii konfrontacji poetów prowadzili: Jerzy Beniamin Zimny i Jerzy Grupiński. Tak się złożyło, iż zostałem poproszony do czytania – recytacji wierszy Tadeusza Wyrwy-Krzyżańskiego z ostatniego tomiku, rysującego w sposób absolutnie przejrzysty sprawę rozstania się z życiem, ziemską egzystencją; twórcy świadomego do końca dramatu  chwili, tej ostatniej, pustką nasyconej. Wiersze przepojone zimną świadomością rozstania z tym co doczesne i powitania nowego świata doznań, widzianego w perspektywie nawrócenia – /” czterdzieści lat nie byłem u spowiedzi„/ – to tak na wszelki wypadek głosi otwarcie poeta – gdybyś Ty Panie faktycznie istniał. Słowa poety, które nie do końca w całej rozciągłości  rzetelnie cytuję, wybijają li tylko ich jednoznaczny sens.  Tadeusz Wyrwa-Krzyżański do końca szczery w swej poezji,  zaangażowany w sprawy pojmowania świata, jego afirmacji, ujmowania ziemskich zdarzeń w sidła piękna nie tylko słowem wielbiącym namiętność, kobiet umiłowaniem, lecz także obrazem niewinności –/kwiaty/ – pędzlem artysty do wiecznego życia przywołanych,  dziełem zastygłym Jego niespokojną, twórczą wrażliwością. Dzisiaj nieśmiało oceniamy osobowości poetów których pożegnaliśmy. Jak wśród artystów bywa, rzeczą najważniejszą jest dorobek, to czym artysta zdołał zaskoczyć odbiorcę, tajemnicza magia Słowa. Dzięki tej magii, dzisiaj wspominani poeci pozostaną w nas pięknem dzieła, wartością niezbywalną, którą  w każdej chwili przywołasz wspomnieniem.

Druga część spotkania, zgodnie z formułą Poznańskich Konsultacji Literackich, zaowocowała „wywołaniem do tablicy” poetki, malarki, autorki wielu wspaniałych fotografii – Marii Magdaleny Pocgaj. Moderacja – Anna Andrych. Swoboda i profesjonalizm prowadzonej konwersacji, pozwoliły poznać wszelkie – za i przeciw – w artystycznym życiu bohaterki spotkania. Od wielu lat – członek  ZLP O.P.  Bogaty dorobek literacki, wystawy fotografii, bogata twórczość malarska, szczególnie gloryfikująca tematykę marynistyczną. Ostatnie zainteresowania – to odkrywanie tajemnic Świata Północy przemierzanego przez stada reniferów. Refleksjami na temat  swych „mroźnych” podróży autorka wielu książek poetyckich, wzięty krytyk literacki, podzieliła się z uczestnikami spotkania zupełnie ciepło, tym samym zyskując ich sympatyczną akceptację, o podziwie nie wspomnę.

Perełką spotkania, według mojej oceny był wiersz Jerzego Grupińskiego, napisany wspomnieniem o wielu wspaniałych poetach, którzy zaistnieli w poznańskim kręgu poezji, -/Klub Literacki C.K. Zamek/ – odeszli w zaświaty, pozostawiając po sobie to co nazywamy klejnotem słowa.

O tym w następnej relacji bo północ tuż, tuż.

 

Może

jasny gwint – północ przed chwilą minęła/?/.

Dobranoc.

Dobranoc po nowy wiersz.

Reszta milczeniem…

Zasnęła.

 

 
 

ZDERZENIE Z PUBLIKACJAMI LITERACKIMI

06 Sie

Tak się składa, że jestem stałym czytelnikiem periodyków literackich, konkretnie miesięczników: AKANT  i  GAZETA KULTURALNA. Na początek – podziw i uznanie dla osób wydających te czasopisma, potrafiących uparcie nieść oświaty kaganek, nie zważając na przeszkody, zawirowania, które w odniesieniu do sytuacji na rynku wydawniczym są powszechnie znane. Nie odkrywam Ameryki, że właśnie słowo, mowa polska,  często zaklęta w strofach poezji, przyczyniła się do odrodzenia naszego państwa, zmartwychwstania polskości. Redaktor naczelny GAZETY KULTURALNEJAndrzej Dębkowski, w lipcowym wydaniu gazety, przywołuje do życia  – Władysława Hasiora. Artysta wspaniały, w czasach realizacji swych twórczych pasji różnie oceniany – na pewno nie świadomy do końca swego  geniuszu. Kto pamięta, że mija dwadzieścia lat od Jego śmierci?   Andrzej Dębkowski w sposób niezwykle skrupulatny opisuje  zdarzenia z życia WŁADYSŁAWA HASIORA. Podane fakty płynące często z bezpośredniej znajomości autora artykułu z Mistrzem – wybitnym twórcą, przybliżają w sposób naturalny zdarzenia jakże istotne dla potomnych, pozwalają kultywować pamięć o wybitnym  artyście, który siłą swej  awangardowej sztuki, pozostanie w pamięci ludzi wybiegających myśleniem poza nawias rzeczywistości mierzonej centymetrem. Jak podkreśla autor artykułu, artysta – Władysław Hasior proponuje nam przetrwanie wrażliwością, miłością do zdarzeń, które nie zawsze w sposób oczywisty, namacalny znajdują adres do naszej skostniałej duszy. Duszę należy podlewać wodą życia i czekać aż kwiatem wybuchnie. Dziękuję Andrzejowi Dębkowskiemu za wspomnienie o tym wspaniałym artyście, który siłą swego dzieła zajmuje poczesne miejsce w sztuce współczesnej, bez którego sztuka ta – byłaby szarą, błądzącą we mgle gloryfikacją dnia, który wstaje mgłą i mgłą zachodzi.

Czytając miesięcznik – AKANT – /numer z lipca br./ – natrafiłem na wiele ciekawych artykułów.  Znalazłem wiele wierszy zasługujących na uznanie. …  O tym – w następnej zakładce –  OGÓLNA.

 
 

CHWILE WZRUSZENIEM I RADOŚCIĄ PODNIOSŁE

16 Lip

MOJA CÓRKA

NA ŚLUBNYM KOBIERCU

W miarę upływu lat, do lamusa odchodzą uroczystości weselne. Bywa, że od czasu do czasu pojawiają się chrzciny. W moim wieku, na pierwszy plan wysuwają się jednak jubileusze i zdarzenia smutkiem przelane, których miejscem akcji pozostaje monumentalna cisza cmentarza. Dlatego dzisiaj, zadowolony i szczęśliwy z sytuacji posiadania jedynej córki, którą w dość późnym wieku przywołałem na ten świat -/choroba serca mojej żony Anny, po urodzeniu syna Artura, wykluczyła możliwość posiadania drużyny piłkarskiej której osobiście pragnąłem/ –  zamążpójście Dobrochny -/sobota 13 – go lipca,/ otworzyło przede mną drzwi do niespotykanej radości, zadowolenia odnotowanego w innym wymiarze emocjonalnym i sprowokowało możliwość zapisania tych przeżyć w pamięci – na zawsze.  Młodzi – byli ze sobą przez pięć lat. Doczekali  się rozkosznej córeczki – Kornelii. W miesiącu wrześniu tego roku, moja wnuczka będzie obchodzić drugie urodziny. Jest śliczna, grzeczna, kochana nie tylko przez rodziców. Kochają ją wszyscy, którzy chociaż przez chwilę stanęli z Kornelią oko w oko. Na uroczystości zaślubin swych rodziców, Kornelia zjawiła się w pięknej koronkowej sukience, której biel zdecydowanie konkurowała z bielą sukni mamy zmierzającej przy moim boku do ołtarza. Na kanwie tego jakże doniosłego dla mnie wydarzenia, snuję wątek ciut filozoficzny, prowokowany pytaniem, czy teraźniejsza formuła zawierania małżeństw po kilku latach wspólnie przeżytych  jest stosowna, uzasadniona, doczekała się społecznej akceptacji? Czy taki „staż przedmałżeński” jest wskazany? Czy w dzisiejszym zabieganym świecie, właśnie ten rozpędzony, często brutalny świat modyfikowany zatraceniem wielu pięknych, tradycyjnych wartości nie wymusza takiego a nie innego postępowania, w dużej mierze wyrachowanego, rzutującego generalnie na istotną sferę życie młodych, odbiegającą mimo wszystko od sztampowych – /jak podejrzewam dzisiaj w aureoli „retro”/ – zachowań? Temat – RZEKA – który można interpretować na różne sposoby i każdy z dyskutantów może nieść swoje racje, do których ma pełne prawo. W przypadku córki, wszystko znalazło się na właściwej drodze i z tego właśnie źródła doznań płynie osobista /na pewno subiektywna/- refleksja ojca Panny Młodej.

Minione pięć lat, to kierowanie mojej uwagi na nieformalny związek dwojga ludzi, który owocował -/ku chwale Dobrochny i Roberta/ –  zadowoleniem i przede wszystkim samouspokojeniem. Przyjście na świat Ich córeczki, a mojej wnuczki Kornelii -/ która po ojcu, ad hoc  otrzymała nazwisko/, zaistniało dla mnie wielkim uznaniem i odpowiedzialnością młodego człowieka – dzisiaj mojego zięcia, drugiego syna, którego szanuję i doceniam za życiową dojrzałość, miłość do mojej córki i narodzonej latorośli, którą nazywam – Kruszynką.

Podjętą przez młodych – „WIELKĄ PRÓBĘ wspólnej drogi „,  z perspektywy upływu pięciu lat Ich znajomości, na podstawie  wspólnych przeżyć, ustawicznych kontaktów, osobistych obserwacji, wg aktualnego szkolnego taryfikatora, oceniam na szóstkę –  /kiedyś wystarczyła piątka, ale to moje szkolne, jakże odległe czasy/.  Nie ważna pozostaje klasyfikacja cyfrą zniewolona, lecz sedno istoty doznań, docenianie tego, co niesie z sobą glorię przeżywania. Taką glorią otoczony, prowadziłem swoją córkę do ołtarza. Dostojnie kroczyliśmy tym, co przez te lata mogliśmy dać sobie najpiękniejszego, czym córka mnie, a ja córkę mogłem obdarować. Muzyka kwartetu smyczkowego Poznańskiej Filharmonii powalała na kolana, Alleluja w wykonaniu diwy Opery Poznańskiej wbijało zadrę rozpamiętywania w doczesność często nijaką, zwykłą, zagubioną w gąszczu prozaicznej egzystencji , jednocześnie tak bliską przeżywaniem uniesień, piękna, które w tym momencie stało się  bliskie na wyciągnięcie ręki. . Jestem głęboko przekonany, iż ceremonia ślubna przeżywana  tą wyjątkową chwilą przez bardzo liczne grono świadków tego wydarzenia, wywrze znaczący wpływ na postrzeganie przez Nich radości jutrzejszego dnia, pozwoli rzucić nowe światło na miłość, wierność, zaufanie. Przepiękna msza, którą proboszcz wiódł przez pola misterium wiary i znaczenia sakramentu małżeństwa oraz wartości RODZINY  – prozą życia podszytej w obecnych trudnych czasach, to niewątpliwie walory oddania, mądrości i realnego – chrześcijańskiego spojrzenia kapłana, który swą mądrością i skromnością ujął wszystkich zgromadzonych na uroczystości ślubu mojej córki Dobrochny z Robertem. Jak wspomniałem – przepiękna, pełna wzniosłej mądrości msza. Również przepięknie przebiegało weselne przyjęcie w lokalu na poznańskim Sołaczu. Wspaniała muzyka, konkursy, o jedzeniu i trunkach nie wspomnę. Wszyscy bawili się wspaniale do białego rana. Aby opisać przeżycia związane z całokształtem tego wyjątkowego wydarzenia, musiałbym zarezerwować miejsce na sążniste opowiadanie, być może – powieść. Wrócę tylko do momentu, gdy przed weselnikami wygłosiłem swój wiersz – dedykację umieszczoną w laurce dla MŁODYCH od rodziców: Anny i Zygmunta. Utwór ochrzciłem  tytułem:  „ZAŚLUBINY”…

ZAŚLUBINY

Dobrochno – Robercie, bądźcie silni miłością!

Nieście ją w szczęście wspólnych nocy i dni!

Tak niewiele potrzeba, gdy serce o sercu śni,

gdy każda chwila jest wspólną radością.

 

Sakramentalne – TAK – to drogi początek.

Niechaj ta droga będzie Wam łaskawa,

los sprzyjał, gości zabawa i to co najpiękniejsze,

sercu drogie – wokół Was gromadka dzieciątek!

 

 

 

 

 

 
komentarzy 7

Kategoria: OGÓLNA

 

NIESPOKOJNY SEN NASZYCH WIESZCZÓW

29 Cze

Tak się składa, że każdy autor wierszy, które doczekały się publikacji na łamach prasy literackiej, /szczególnie tej o zasięgu ogólnokrajowym/-  odczuwa /bez fałszywej skromności/ – satysfakcję. Fakt ten, stanowi bowiem o docieraniu jego utworu do szerokiego grona odbiorców, dając Im możliwość prowadzenia osobistej selekcji utrzymanej w tonacji: „TO JEST TO”,  lub ” TO DO MNIE NIE PRZEMAWIA”. Należy podkreślić z całą mocą, iż redaktorzy periodyków literackich, wykazują wielką wrażliwość i znawstwo oparte na profesjonalnym  „wyczuciu” aktualnych trendów buzujących w tyglu poezji, jak również dostrzeganiu tych twórców, którzy żeglując swym wierszem, twardo trzymają kurs na port klasycznej liryki wspomaganej westchnieniem: Asnyka, Leśmiana, Jastruna, Grochowiaka, Gałczyńskiego, itd. Z uwagi na ojczyźniano – słowiańskie narodowe tradycje –  zawsze coś nam w duszy gra... ta muzyka przenikająca inspiracją wypływającą ku piszącemu, stanowi o esencji Jego twórczych zmagań. Za pośrednictwem narodzonego wiersza dociera do czytelnika, który czytane utwory z łatwością -/nie zawsze tak być musi/ – wyśpiewa kiedyś własną wrażliwością. I tak, koło zamyka się klamrą słowiańskiej wrażliwości, postrzeganiem piękna tam, gdzie ukryte za parawanem radości, bądź smutku, czeka na tego, który za pośrednictwem słowa drukowanego wyzwoli je, wydobędzie na światło dzienne, obudzi akordami melodyjnych wersów wiersza, stając się tym samym orędownikiem, współautorem boskiej gloryfikacji SŁOWA. Poezja  tym samym staje się boskością. Zawsze tak było – począwszy od KLEMENSA JANICKIEGO, namaszczonego w średniowieczu  laurem papieskim, który do dziś w pojęciach krytyków literackich świata uważany jest za pierwszy „NOBEL W DZIEDZINIE LITERATURY”.

/Pomnik Klemensa Janickiego –  przed Starym Rynkiem w Poznaniu/.

Teraz bez patosu, ku chwale ojczyźnianej jedności, która poezją zrodzona trwać winna mądrością naszych wieszczy, którzy dzisiaj w grobach często nie zaznają spokoju. Ich serca ciągle żywe, pulsują nadzieją odrodzenia romantycznego spojrzenia na świat, odrzucenia wszelakich przywar zdeterminowanych: prywatą, chciwością, zawiścią.

I tu – chwała redaktorom prasy literackiej za to, że mimo kłopotów finansowych, potrafią wytrwale nieść „kaganek oświaty” i z wielką desperacją -/nie bójmy się tego określenia/ – podążają do przystani KULTURA, bez której istnienie, rozwój intelektualny, pielęgnowanie tradycji itp. – /tak głośno teraz o miłości do ojczyzny/ – byłyby pustymi sloganami rzuconymi na wiatr, zapisanymi wielkimi  literami ojczyzny zatraceniem.

Moje – ciut eseistyczne wywody mogą wielu wprawić w zakłopotanie. Począwszy od Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego -/ w tym miejscu wypada mi podziękować MINISTERSTWU za przyznaną mojej skromnej osobie głoszącej swój wiersz na terenie kraju,  odznakę „ZASŁUŻONY DLA KULTURY POLSKIEJ”/, ministerstwu,  które bardzo oszczędnie traktuje nakłady na kulturę, / w tym przypadku – nie mam osobistych pretensji do ministerstwa, nawet w świetle pytania mojej żony o kopertę przy okazji tak wspaniałego wyróżnienia. Idąc dalej , bez osobistych zniechęceń,  można twierdzić, iż skromne dotacje na kulturalną działalność związaną z „regionalną duszą towarzystwa” – kręgami samorządowymi – są żebracze. Jeżeli można znaleźć wysokie dotacje na Koła Gospodyń Wiejskich, dlaczego Kultura Słowa musi żebrać o grosze ? Czy tak w dzisiejszej dobie, czasie wydawania olbrzymich pieniędzy na zbrojenia, socjal -/nie do końca uzasadniony/ – można zapominać o KULTURZE?  Sami sobie kopiemy grób, grób zatracenia jedności narodowej, grób rozdarcia, grób klęski następnych pokoleń.

Rozbiory, to bolesne wspomnienia literami historii zapisane; to mimo wszystko jedność  narodowa, która KULTURĄ SŁOWA,  jego gloryfikacją pozwoliła odrodzić się naszej ojczyźnie po stu latach niebytu na mapach świata.

Wracając do wydawców, którzy moją poezję dostrzegają;  ku Ich i mojej chwale zamieszczam publikowane utwory, które wyszły  spod mojego pióra. Wystarczy wejść w zakładkę, klikając  – „Wiersze, fraszki, aforyzmy”.

Jak zawsze – czekam na opinię czytelników.

 
 

SALON SWOBODNEJ MYŚLI

23 Maj

Wczorajsze spotkanie w Salonie Swobodnej Myśli prowadzonym przez inicjatora tej cyklicznej imprezy – Krzysztofa Galasa, miało charakter wyjątkowy.

Bohaterem spotkania był poeta, krytyk literacki, animator kultury – JERZY GRUPIŃSKI . Opady deszczu nie stanęły na przeszkodzie wielu sympatykom twórczości Jerzego, którzy dość licznie zasiedli w wygodnych fotelach Salonu. Z wielkim zainteresowaniem wysłuchaliśmy wspomnień poety dotykających Jego dzieciństwa, edukacji, kontaktów z wieloma osobami, które na zawsze zapisały się w biografii  bohatera spotkania. Uczestnicy wczorajszego Salonu recytowali wiersze poety, wybrane według uznania z bogatego zbioru wydanych przez Jerzego książek poetyckich.  Kilka swoich wierszy przedstawił sam autor. Padały pytania, dyskutowano o źródłach  inspiracji artysty, itd. Punktem kulminacyjnym było wręczenie Statuetki Władysława, przyznawanej wyjątkowym twórcom przez Kapitułę. Należy podkreślić, iż wyróżnienie to – zaistniało z inicjatywy Krzysztofa Galasa i zaakceptowane przez władze ZLP Oddział Poznań, stanowi zdecydowany akcent przywołujący pamięć o WŁADYSŁAWIE REYMONCIE – pierwszym Prezesie poznańskiego oddziału Związku Literatów Polskich. Nie można pominąć faktu, iż całość imprezy uświetnił występ barda – poety Krzysztofa Galasa, który w duecie z małżonką wyśpiewali utwory poety. Czy jest coś piękniejszego od poezji płynącej na strunach gitary? Czy jest coś piękniejszego od szczerej sympatii i uznania?

Czekamy na czerwcowy Salon Swobodnej Myśli.

 
 

KLUB LITERACKI „DĄBRÓWKA” – WTOREK, 07.05. BR.

08 Maj

Późną, wieczorową porą wróciłem na moje siekierkowskie włości z klubowego spotkania w D.K.”Dąbrówka”. Po spożyciu spóźnionej kolacji, ad hoc zabrałem się do opisania refleksji płynących z tego wydarzenia, pragnąc się nimi podzielić z tymi, którzy na moją stronę mają czas i ochotę zaglądać. Tak więc o godzinie 18 – tej sala lokalu „Cezar” – zapełniona była ludźmi pióra,  sympatykami poezji, prozy, fotografii artystycznej, malarstwa, ogólnie rzecz ujmując – miłośnikami sztuki, której puls jest przez Nich kontrolowany i cieszących się z arytmii serc twórców, którzy potrafią zaskoczyć swą oryginalnością, nie bacząc na zapis EKG. Wtorkowe spotkanie – jak zawsze prowadził Jerzy Grupiński – szef Klubu Literackiego „Dąbrówka” – przy współpracy -/tym razem/ – Sebastiana Walczaka, który osobiście wyłowił rekina talentu i promował ten okaz jako bohatera klubowego  spotkania.Tak więc gościem spotkania został –  Ryszard Mejza – młody poeta, fotograf, związany z galerią Jerzego Piotrowicza „Pod Koroną”, członek Towarzystwa im. Jerzego Piotrowicza.

Ryszard, zaprezentował swoje wiersze, fotografie, które zostały przyjęte przez zgromadzonych w Klubie z wielkim zainteresowaniem. Prowokowały obecnych  do merytorycznych dyskusji. dzielenia się wrażeniami, które często wybiegały poza ramy wiersza  i prezentowanych fotografii.

Twórczość literacka i artystyczne dokonania w dziedzinie fotografii bohatera spotkania, emanują pragnieniem przeniesienia osobistych refleksji na strofy wiersza, natomiast obraz obiektywem aparatu zatrzymany, zostaje unicestwiony dla jego odrodzenia po zgłębieniu istoty przeżywania świata przez tych, którzy tego, tu i teraz – nie dostrzegają. Tak  sprecyzowana wykładnia świadczy o głębokiej duchowości Ryszarda, który postrzega i potrafi zapisać to wierszem, zatrzymać fotografią po to, by odbiorca mógł kontemplować słowo i obraz utrwalony właśnie dla niego, mądrość, która tylko na pozór wydaje się enigmatyczna, tym samym obca, daleka, nieosiągalna. Ryszard Mejza, doskonale wyczuwa niuanse gry światła i cienia. Osobista wrażliwość pozwala autorowi fotografii i wierszy dostrzegać to, co często dla przeciętnego śmiertelnika pozostaje niezauważalne, tym samym – obojętne. Przedstawione na spotkaniu fotografie wykonane w dużym formacie, prowokowały do rozwiązywania pozornie łatwej zagadki, równolegle wymuszały doszukiwanie się prawd ukrytych za woalem swego rodzaju mistycyzmu, który delikatnie odsłaniał szerokie horyzonty interpretacyjne prezentowanych dzieł. Tajemnica drzew spowitych mrokiem, niebo zgadywane różowością, blask słońca dyskretnie zaprzedany nadchodzącej nocy, stare latarnie, których piękno nie może pozostać zapomniane. To wszystko zaistniało dziełem Ryszarda. Uwiecznione obrazem, wierszem zapisane. Skoro wiersz – kolejna refleksja. Utwory Ryszarda – są inne. Pozostają wyzute z metafory, uciekają przed symbolizmem niosącym patos, unikają węzła gordyjskiego, który dla  samego  autora wiersza /nie wnikając w percepcję odbiorcy / – są  nie do rozplątania. Absolwent  UAM w Poznaniu, politolog, informatyk, realnie patrzący na życie, w tej właśnie chwili, objawia się jako człowiek, którego sposób na egzystencję, to wyłącznie przeżywanie piękna świata, nieodłącznej składowej naszego ziemskiego bytu, wbrew wszelkim przeciwnościom losu. Poezja Ryszarda, / wywodzę to na podstawie wysłuchanych wierszy głoszonych przez autora/, wiersze noszące tytuły : „Przeszłość”, „Nieskończona przestrzeń”, „To nie jest dziś”/, zaistniała w klubowej sali  oryginalnym sposobem „konstruowania” wiersza. Mój osobisty stosunek do prezentowanej poezji przez zaproszonego do klubu gościa, podzielił Jerzy Grupiński. Stwierdziłem, że poezja młodego artysty, jest nad wyraz konkretna, zwarta, jednoznaczna, odniesiona do własnego osądu, który wypływa z doznań zawieszonych w przestrzeni przemijania i poszukiwania prawd w tym przemijaniu zatraconych. Autor wierszy, abstrahuje od metafory, symbolizmu, generalnie pozostaje skupiony wyłącznie na treści, traktuje przesłanie wiersza jak matkę wszystkich matek. Ucieczka przed symbolizmem, pomijane metafory, to swoisty wyrzut, skierowany ku ludziom, którzy po świecie błądzą ogołoceni z wiary, wyobcowani z  miłości, nie znających tym samym celu swej wędrówki. Generalnie – „przygoda” z Ryszardem, to przywrócenie nadziei na powrót do świata oglądanego przez pryzmat oczywistych, realnych dokonań, świata szeroko otwartego, oczekującego oddechu człowieka, który potrafi się w nim znaleźć, dostrzec jego smutki i radości.  To takie proste i tak skomplikowane.

Część druga spotkania – poświęcona czytaniu nowych wierszy członków klubu. Wiersze czytali: Danuta Dachtera, Barbara Tylman, Paweł Kuszczyński,  Marek Słomiak i inni.  Jako uczestnik spotkania, przeczytałem trzy swoje wiersze, cztery aforyzmy, jedną fraszkę. Czy mogę spać spokojnie /?/ Oto jest pytanie.

Ryszardowi – niechaj przez obiektyw aparatu wpadają słowa, obrazem malowane!!

 

 

 

 

 
komentarze 2

Kategoria: OGÓLNA

 

KATARZYNA MROZIK-STEFAŃSKA – „OTWIERANIE ZAMYKANIE”

13 Kwi

KATARZYNA MROZIK-STEFAŃSKA, poetka – pedagog, która po latach spędzonych w „betonowym świecie”, wróciła do korzeni i zamieszkała na wsi pod Nowym Tomyślem. Właśnie tu –  w tej urokliwej scenerii, moment dotykania piękna przyrody od chwili przebudzenia dnia do momentu słońca zachodu,  pozwala autorce zgłębiać  tajniki natury, przeżywać poetyckie uniesienia i zapisać je w swoim wierszu z nadzieją, że utwór pobudzi wyobraźnię czytelnika i  zmusi do przeżywania piękna, które odnajdzie  tuż obok siebie , nawet wtedy – gdy nie zachodzi konieczność opuszczenia wielkiego miasta.

                          Z Katarzyną Mrozik – Stefańską łączy mnie ten sam sposób podejścia do zagadnień egzystencjalnych.  Ja- również przed sześciu laty „uciekłem” z betonu i asfaltu Poznania do wiejskiej posiadłości autora ramotek – Augusta Wilkońskego  – /spoczywa na cmentarzu w „mojej wsi” -/do pełnej spokoju i bezbrzeżnej ciszy, enklawy wypełnionej li tylko śpiewem ptaków, których poranny głos kładzie się nut zapisem na  palecie barw kwiatów kwitnących w ogrodzie. Dopiero tutaj, podobnie jak autorka wierszy zrozumiałem, co znaczy wydźwięk sztampowego określenia -” łono przyrody”, – zamiennie  ” łono natury”.    Wieś!   Właśnie tu – łono przyrody -/zamiennie  mniej poetycko –  natury/, jest na wyciągnięcie ręki, pozwala oddychać i trwać kolorami kwiatów zachwytem, uniesieniem. To własnie z tego zawołania płynie głębokie zrozumienie treści wierszy Autorki, pomieszczonych w pięknie wydanej przez Wydawnictwo – MIEJSKA I POWIATOWA BIBLIOTEKA W NOWYM TOMYŚLU – książce pt. ” OTWIERANIE ZAMYKANIE”. To druga książka poetycka autorki w której  dostrzegam wielki talent literacki objawiony umiejętnością przeżywania świata, sposobem dzielenia się jego pięknem z drugim człowiekiem.

  W dniu 10 kwietnia br. w Sali Towarzystwa Muzycznego im. Henryka Wieniawskiego w Poznaniu przy ul. Świętosławskiej 7, miała miejsce promocja ostatnio wydanej książki poetyckiej Katarzyny Mrozik-Stefańskiej. To już druga -/jak wspomniałem/ -pozycja książkowa tej autorki. Spotkanie prowadziła poetka, wzięty krytyk literacki – Pani Jolanta Szwarc. Przerwy między prezentacją wierszy, wypełnione zostały urokliwą i przejmującą muzyką fletu, nawiązującą do  śpiewu ptaków goszczących w ogrodzie, czekających z utęsknieniem na kolejnego wiersza wyśpiewanie. Zrozumiałe, iż poetyka Autorki jest bez miar erupcją gorącej magmy przeżywania piękna przyrody,  unicestwieniem piękna słowa , które lawą pamięci zastyga, zaskakującym chłodem skamieliny, na której za chwilę wyrosną kwiaty. Wiersze Katarzyny – to niepowtarzalne  źródło odrodzenia, młodości,  która wartkim rzeki nurtem obmywa nas ciepłem, zniewala pięknem, którego  przeciętny śmiertelnik zabiegany pośród własnych, „najważniejszych spraw” – może w chwili uspokojenia, znaleźć oddech na przeżywanie uniesień tak bardzo jego zdaniem dotąd wyimaginowanych, za sprawą wierszy Katarzyny Mrozik – Stefańskiej, przywołanych refleksją, zadumą, miłością dotąd skrzętnie przed sobą skrywaną.

Oto przykład tej dojrzałej, pełnej zachwytu nad zjawiskami , które zawołaniem : człowiek – natura, potrafią zniewolić po kres piękna pamiętania – nadziei, która przetrwa przetrwanie:

    ŻYCIE

nie jesteś łagodną przystanią

raczej sztormem na oceanie

/a przecież po burzy

znajduję na plaży bursztyny/

 

biała kartka jak latarnia

w ciemności prowadzi do portu

a tam cisza

fale łagodnie muskają

utrudzone słowa

 

Nieustający pęd ku odkrywaniu życia nagości, wstydliwie ukrywany pod  flanelową piżamą wyobraźni. Nie chodzi o dni razem przeżyte. Nie chodzi o sytuacje podążania  za  odkrywaną wciąż na nowo tęsknotą miłości wszechwładną, uparcie  zatraconą poszukiwaniem  liścia figowego.

Wiersze Katarzyny Mrozik-Stefańskiej, to credo poetki, która manifestacją słowa, pragnie zbliżyć nas  do pokonania widnokręgu piękna, niwelacji czerni, szarości – wręcz do unicestwienia tego co brzmi nutą fałszu, obojętności , pogardy. Pozostaje wyłącznie dziewiczość natury zdominowana miłością, wiarą w nieodwracalne i niewzruszone piękno przyrody, ku chwale jej dominacji – glorii przetrwania wartości niezbywalnych. Utrudzone słowa – to tylko chwila do nadejścia następnej fali niosącej spokój, zadumę, zachwyt pięknem tego świata, dzisiaj i zawsze tak bliskiego miłości oczekiwaniem.

Droga Pani Katarzyno.

Czekam na kolejne wiersze, wspaniałe fotografie oraz na kolejne zderzenie ze światem przyrody, warunkującym  piękna przeżywanie – Zygmunt.

 

 

 

 

 

 
 

POŻEGNANIE JERZEGO SZATKOWSKIEGO

09 Kwi

Data 8 kwietnia 2019 roku, na długo pozostanie w pamięci ludzi, którzy z literaturą chodzą pod rękę. Ten dzień przepojony był smutkiem. Nieodżałowany poeta, wydawca, wielki przyjaciel ludzi pióra – JERZY SZATKOWSKI, odszedł na zawsze z ziemskiego padołu. Został pochowany na Cmentarzu -Miłostowo w Poznaniu. W  ostatniej drodze towarzyszyli zmarłemu: członkowie rodziny, pisarze, znajomi. Kroczyliśmy w milczeniu i zadumie. Tylko wiosenne słońce roztapiało żal i rozświetlało drogę pamięci. Nad mogiłą śp. Jerzego przemawiali niosąc wspomnienie i ostatnie pożegnanie: Jerzy Grupiński, następnie brat zmarłego oraz żona prezesa ZLP Oddział Bydgoszcz-Toruń – którego zmarły był członkiem.  Mogiła tonęła w kwiatach. Po oficjalnej ceremonii, uczestnicy tego smutnego wydarzenia jeszcze długo wspominali zmarłego przywołując zdarzenia, które trwale zapisały się w ich pamięci, wspominali z wielkim szacunkiem twórcę, który dołączył  do grona swych wybitnych przyjaciół: Stachury, Barańczaka, Różańskiego. Śp. Jerzy Szatkowski pozostanie w naszej pamięci swym dziełem literackim, dokonaniami edytorskimi i nadzieją, że kwartalnik „Okolica Poetów” wydawany własnym sumptem ze skromnej emerytury przez śp. Jerzego, doczeka się kontynuacji i stanowić będzie pomnik ku czci tego wielkiego człowieka: pedagoga, literata, animatora kultury, wielkiego przyjaciela poetów.

Jerzy!

Będziemy wracać do Ciebie Twoim dziełem.

 
 

III TURNIEJ POETYCKI – O PIERŚCIEŃ HALSZKI

30 Mar

            PIERŚCIEŃ HALSZK I RZEŹBA BASZTY HALSZKI,  TE WEZWANIA MAJĄ SWÓJ SZCZEGÓLNY WYDŹWIĘK DLA KOGOŚ , KTO JAK JA URODZIŁ SIĘ W SZAMOTUŁACH, GRODZIE OJCA POLIFONII –  WACŁAWA Z SZAMOTUŁ, KOGOŚ KTO DOCENIA GENIUSZ TWÓRCY OKRESU ŚREDNIOWIECZA I POTRAFI UWIECZNIĆ PODZIW DLA POTOMNYCH WE WŁASNYM WIERSZU.

GRAJĄC NA GITARZE, CZĘSTO PRZYWOŁUJĘ BAŁWOCHWALCZO /?/ TAMTE HISTORYCZNE DZIEJE I PEŁEN  PODZIWU DLA GENIUSZU MISTRZA OKRESU ŚREDNIOWIECZA, POPADAM W OTCHŁAŃ ZADUMY I ROZPAMIĘTYWANIA. WŁAŚNIE TEN FAKT REZONUJĄCY WSPOMNIENIEM MOJEGO DZIECIŃSTWA SPĘDZONEGO NA SZAMOTULSKIEJ ZIEMI DECYDUJE O WYSTĄPIENIU W KONKURSIE, ZAISTNIENIU W NIM SWOIM WIERSZEM, BĘDĄCYM HOŁDEM ZŁOŻONYM DAWNYM I OBECNYM MIESZKAŃCOM CIĄGLE MOJEGO MIASTA.

Turniej poetyckich zmagań odbędzie się w dniu trzeciego kwietnia, o godzinie 18 – tej, w Bibliotece Publicznej, przy Rynku w Szamotułach.

Warunkiem konkursu jest osobiste wygłoszenie swego wiersza, który nigdy nie zaistniał w żadnych publikacjach. Organizator przewiduje  nagrodę specjalną – /może po nią sięgnę ?/-  za utwór związany tematycznie z regionem. Główną nagrodą jest pierścień Halszki i statuetka Baszty Halszki, rzeźby autorstwa sławnej poznańskiej rzeźbiarki – Marioli Kalickiej. Mój wiersz jaki zawiozę do miasta moich narodzin, nosi tytuł –„SZAMOTUŁY, MIASTO MOJEGO DZIECIŃSTWA”

Wstęp na imprezę  – wolny.

Konkurs odbywa się pod kuratelą JERZEGO GRUPIŃSKIEGO, członka Stowarzyszenia Pisarzy Polskich.