RSS
 

Archiwum kategorii ‘OGÓLNA’

ELŻBIETA GAŁĘZEWSKA-KRASIŃSKA OBOK OLGI TOKARCZUK

12 Gru

W ubiegły wtorek – 10.12.2019 roku, Biblioteka Uniwersytecka UAM w Poznaniu gościła -/można w tej chwili zaryzykować określenie – tradycyjnie/- KONSTELACJE. Jest to fantastyczne  spotkanie pisarzy zrzeszonych w ZLP ODDZIAŁ POZNAŃ /i nie tylko/ – z miłośnikami poezji, prozy, ludźmi dostrzegającymi w literaturze nie tylko zapis Słowa, lecz również potrzebę bezpośredniego kontaktu z literatami. Inicjatywę organizowania spotkań należy przypisać wiceprezesowi ZLP O.P. – Jerzemu Beniaminowi Zimnemu. Wtorkowy wieczór w Konstelacjach przyniósł szeroką dyskusję na temat wyróżnienia Olgi Tokarczuk nagrodą Nobla. Był czas aby przystanąć nad Jej dotychczasową twórczością, wymienić poglądy na temat zagadnień jakie autorka przedstawia w swych książkach, języka jakiego używa zapisując swoją literacką podróż. Zadumanie nad prozą Noblistki, za sprawą przyjętego programu Konstelacji, przeszło do tzw. „wywołania do tablicy” poznańskiej poetki -/aktualnie mieszkającej w Mosinie/ – Elżbiety Gałęzewskiej-Krasińskiej. Na kanwie wydanej przez Wydawnictwo Miejskie Posnania książki poetyckiej autorki pt.„Jak ognia unikam wody na młyn”, dyskutowano o znaczących wartościach literackich jakie autorka wnosi do spichlerza poetyki. Elżbieta i nie tylko Ona, czytała wiersze dające asumpt do szczegółowych rozważań na temat inspiracji, stosunku do ludzi, przyrody… Omówienie wydanego w roku bieżącym dzieła, przypadło prezesowi ZLP O.P. – Zbigniewowi Gordziejowi i Jego zastępcy – Jerzemu Beniaminowi Zimnemu. Mówcy bardzo wysoko ocenili wiersze zawarte w książce, zwracając uwagę na oryginalność Słowa poetki, która swój literacki przekaz śle w sposób komunikatywny, dający czytelnikowi szansę do własnej interpretacji utworu. Wysoką ocenę recenzentów, podzielili uczestnicy spotkania i zamiast Nobla nagrodzili Elżbietę Gałęzewską-Krasińską – gromkimi brawami.

Po spotkaniu, zaproponowałem prezesom, aby informacje o Konstelacjach oraz innych cennych inicjatywach ZLP O.P. – docierały do szerszego grona zainteresowanych za pośrednictwem radia, prasy, telewizji.  Poczekamy, zobaczymy…

Cóż. Pora na wiersz, który wyjmuję z książki Poetki Elżbiety. Będzie to utwór jednoznacznie przystający do tytułu dzieła:

 *     *     *

jak ognia unikam wody

na młyn

co wypłukuje aurę kamieni

 

nikt tak nie zagłusza

ciszy

jak ja sama otwierając

śluzy turkoczącym myślom 

 

Interpretację wiersza pozostawiam czytelnikowi, natomiast poetce życzę kolejnej, pięknej książki poetyckiej.

 

 
 

KONKURSY POETYCKIE: JEDNEGO WIERSZA – TAK MAŁO, TAK MAŁO!

30 Lis

Jako laureat wielu konkursów poetyckich,  kieruję swój wzrok nie tylko na sens  organizowania tego rodzaju turniejów, lecz również na ich przebieg, a co za tym idzie serwowanie werdyktów przez doborowe grono  jurorów. Znając zagadnienie z osobistych doświadczeń-/sam wielokrotnie zasiadałem w komisjach konkursowych/ sądzę, iż moje spostrzeżenia będą obiektywne i być może wpłyną na zmianę zachowań osób organizujących i oceniających tego typu projekty.

Rozwijając pierwszy aspekt zagadnienia, sprawa wybrzmiewa jednoznacznie.

Tak!  Konkursy są bardzo potrzebne! W ewidentny sposób przyczyniają się do przybliżania, propagowania mowy wiązanej, stymulowania życia kulturalnego, wypełniania pustki między bieganiną paluszków po klawiaturze komputera a żywym słowem, które gdzieś tam na dużym i małym ekranie zostaje zagubione.  To słowo powinno wybrzmieć z całą, żywą mocą. Poezja to piękno – to akt oczyszczenia. Poezja – to pojednanie ducha z materią. Z ekranu, ekraniku – możemy podziwiać fotki w przepięknych kolorach. Obrazy często „podrasowane” dzięki możliwościom którymi obdarza nas dzisiejsza technologia cyfrowa. Jednak mimo swej doskonałości nie potrafią  zastąpić autentycznego przeżywania zdarzeń, które swym wymownym, naturalnym pięknem czekają na życiodajny impuls odkrywania piękna jawiącego się w zupełnie innym, realnym wymiarze postrzegania świata, świata który pulsuje żywą materią, dotykiem, brzmieniem głosu niosącego radość, czasami prośbę o podanie ręki.

Aspekt drugi: Serwowanie werdyktów. Za sprawą organizatorów, regulamin konkursu trafia do szerokiego grona odbiorców. Na udział w konkursie wyrażają swoim formalnym zgłoszeniem: dzieci – /tu opiekunowie/, młodzież, dorośli twórcy – / zrzeszeni i „amatorzy”/ – co stanowi o rozległej płaszczyźnie  poetyckich działań,  szerokiego spektrum postrzegania słowa i możliwość „załapania się ” na jedną z nagród przewidzianych w danej kategorii. Zasady konkursów JEDNEGO WIERSZA -/ głównie sprawa rozbija się o tego rodzaju konkursy/ – są ogłaszane w mediach. Na pierwszym miejscu wymienić należy internet. Tego typu konkursy organizowane  są najczęściej przez biblioteki miast powiatowych. Nagrody to: parę „stówek”, dyplom, książka, ewentualnie statuetka. Koszty dojazdu, powrotu i pobytu  -/obowiązuje czytanie wiersza przez autora/ -nie mają najczęściej finansowego wsparcia organizatorów.  Wszystko na własny rachunek osoby, która zdecydowała się na wygłoszenie w konkursie swego wiersza. W początkowym etapie swej pracy twórczej, godziłem się w całej rozciągłości z tego typu „reżimem”. Tolerowałem wszelkie uciążliwości prowokowane zapisem regulaminu innych poważnych konkursów:  Np. – Nagrodę należy odebrać OSOBIŚCIE! itp.  Czy sukces odniesiony w konkursie JEDNEGO WIERSZA daje poecie satysfakcję, czy rozgoryczenie? Pytanie to -/jako człowiek daleki od polowania na kasę/ – pozostawiam bez odpowiedzi. Z całym poczuciem odpowiedzialności za słowo dotykam kolejnej kwestii, mianowicie oceny konkursowych  wierszy przez często przypadkowe jury. Zdecydowanie potępiam prezentowanie fałszywego oblicza wyników poetyckich zmagań w aspekcie pseudo-obiektywnej oceny  słowa wynikającej z kolesiostwa, zapatrzenia w totalną narrację -/opowiadania zamiast wiersza/ – idąc dalej tym śladem – narracyjnej relacji, często opacznie pojmowanego regionalizmu, słowotoku zatracającego poetycki klimat, który zamiast wnoszenia w serca nuty poetyckiej zadumy, refleksji, wnosi zniechęcenie powodowane totalnym odejściem od tego – co nazywamy POEZJĄ. Werdykty ostatnio rozstrzygniętych konkursów – o których mi wiadomo, to wyróżnienia kierowane w stronę kuriozalnego apogeum narracji oraz chęć przypodobania się organizatorom i sponsorom konkursu. Wysokie oceny jury „wierszy” pozbawionych  tego co w poezji świętością, odartych  z metafory, z tego co filozoficznym przekazem, puenty pieczętującej tematykę wiersza zmuszającej do totalnej refleksji –  wołają o pomstę do nieba. Gdzie tu poezja? Gdzie minimum profesjonalizmu? Znawstwo przedmiotu? Gdzie przede wszystkim OBIEKTYWIZM?

Tu – moje poetyckie wtrącenie, niosące przeżywanie piękna słowa:

Tak miłe jest oczekiwanie – Tobą. Czekanie na  najpiękniejszy wiersz, który rodzi się dojrzałą miłością i pozostanie w nas ptakiem zimującym w gnieździe zwiastowania kolejnej wiosny.

I tutaj, właśnie w tej chwili przywołuję słowa nieżyjącego poety, mego serdecznego, nieodżałowanego poety – Tadeusza Stirmera:„Poezja, nawet ta liryczna głoszona Tobą Zygmuncie – /jesteś chyba ostatnim lirnikiem/ –  musi być jak uderzenie siekierą w łeb. Tylko wtedy ma szansę zaistnieć – prawdą słowa”. Staram się spełniać oczekiwania Tadeusza. Wielka szkoda, że dziś nie dane nam konsultować swoich wierszy.

A konkursy?

Niegramotni jurorzy, którzy w dwadzieścia minut potrafią ocenić ponad 30 wierszy, w tym kilka wymagających skupienia, mądrości, poetyckiej zadumy błądzącej krętymi drogami pojmowania świata. Sprawa staje się mimo wszystko  jasna, ponieważ dotyczy wyłącznie obdarowywania... Osobiście – przyrównuję tego rodzaju zachowania do rozdawania grzecznym dzieciom świątecznych prezentów. Dzieci jak to dzieci. Wszystkie są grzeczne; chyba, że jedno z nich naraziło się bezpośrednio gwiazdorowi. Gwiazdor – pamiętliwy.  Wtedy figa z prezentu. Grzeczne dzieci, docenione przez „komisję konkursową” Biblioteki Publicznej – powiatowego miasta, dziękują za prezenty. Jeszcze pożegnalna fotka i jeżeli dopiszą sponsorzy – do następnego przywołania „poezji”.

Zapis na marginesie: Małomiasteczkowe konkursy „Jednego Wiersza” – w świetle przedstawionych argumentów, moim skromnym zdaniem nie mają sensu, gdyż zamiast nagradzania słów przepojonych poezją, niosą prozę kolesiostwa, kumoterstwa i ocenami pseudo-jurorów toną w oceanie poetyckiej ignorancji.

P.S.

Moja żona – Anna i ja Zygmunt, dziękujemy – /zupełnie przy okazji/, za medale „50-lecia Pożycia Małżeńskiego, jakie z rąk Prezydenta Miasta Poznania  otrzymaliśmy podczas wspaniałej uroczystości w Sali Białej – Urzędu Miasta Poznania. O dziwo! Moja wnuczka Kornelia bez żadnych oporów pozowała do fotografii w ramionach włodarza miasta. Kto wie – może ten fakt wróży Jej polityczną karierę. Jedno jest pewne! Na durne, ckliwe wiersze o motylach i stóp całowaniu – na pewno nie pozwolę.

 
 

TAK SOBIE DUMAM O WSPÓŁCZESNEJ PIOSENCE

20 Lis

MODLITWA O PIEŚŃ.

Abstrahując od wiersza, od poezji najwyższych lotów, podążam  śladami tekstów piosenek, którymi karmią nas różni właściciele stacji radiowych. Zaprawdę – nie wiem co decyduje o doborze repertuaru. Discopolo – tak często brylujące nawet na antenie telewizji publicznej! Oprócz szarpidrutów, niosących tekstem i muzyką totalny banał, pojawiają się od czasu do czasu –  dinozaury, często jednak nie te, które słusznie zasłużyły sobie na stałe miejsce w pamięci słuchaczy, którym słoń nie nadepnął na ucho. W muzycznych audycjach radiowych, dzisiaj nie gości Rynkowski /Jego kłopoty osobiste, ni jak się mają do siły Jego literacko-muzycznego przekazu/, Anna German, Irena Santor, Urszula Sipińska, Seweryn Krajewski, Czesław Niemen – Wydrzycki, o Buranie, Mecu, Połomskim, Szczepaniku – nie wspomnę. W swych rozważaniach pomijam jubileusze, benefisy, bo nie o to w mych wynurzeniach chodzi. Dobrze, że od czasu do czasu / prawdopodobnie za sprawą „układów” Pana Korcza/ – wraca się do pięknych, przepojonych liryką piosenek Alicji Majewskiej. O dziwo – z anteny zniknęła Maryla Rodowicz, której tak źle się powodziło w czasach komuny. że musiała zrobić karierę. Zapomniano również o św.p. – Wiolecie, która bądź co bądź, rozsławiała ojczyznę wśród rodaków na ziemi „obiecanej”. Mimo całego zamieszania wokół Jej osoby – Jej talent, możliwości wokalne nie podlegają żadnej dyskusji. Dzisiaj – stwierdzam to z nieukrywanym żalem, nikt nie sięga do pieśni wspaniałych bardów niedalekiej przeszłości takich jak: Wysocki, Okudżawa. To Oni siłą swej pieśni, tworzyli zalążki wolności, ucieczki spod czerwonego sztandaru, zdobionego sierpem i młotem. Dzisiaj – nie ma szacunku dla tych artystów. Sądzę, iż dla współczesnych bardów, ten szacunek jawi się podobnym mirażem. W końcu – nie ma ich tak wielu. Dość wymienić: czeski pieśniarz – Jaromir Nohavica – na antenie pojawił się zupełnie okazjonalnie, podobnie jak Piotr Bukartyk – nasz rodak, bart, który celnością swych poetyckich tekstów, fantastyczną, pełną drapieżności muzyką daje do myślenia niejednemu socjologowi, o psychologach – nie wspomnę. Właśnie u tych artystów dostrzegam magię współczesnej pieśni, jej wysublimowaną wartość niesioną dojrzałym słowem, zapisaną nutą daleką od fałszywego brzmienia. Tak jak wśród literatów, boje o „sławę” pozostają totalnym rozdźwiękiem zjadającym środowisko, tak wśród „radiowców” toczą się pojedynki, o których nie śniło się zwykłym zjadaczom chleba. Doskonale jednak rozumiem, iż pośród właścicieli stacji radiowych nuty zapisu melodii, nie zawsze rezonują z drganiami na monitorze finansów. Cóż. Pozostaje nadzieja na zaistnienie impulsu, który w czasach gdy tak sympatycznie głosimy – PATRIOTYZM – pojawi się jutrzenkia zwiastująca powrót do piękna, które jak sądzę – nigdy nie przeminie. Słowa Czesława Niemena – Wydrzyckiego: DZIWNY JEST TEN ŚWIAT, w odniesieniu do piosenek lansowanych w radio, niechaj stracą swe znaczenie!    Amen.

 
 

JUBILEUSZ – 50 ODSŁON „ŁAWECZKI LITERACKIEJ”

19 Lis

To było piękne!

Uroczyste, pełne poetyckiej refleksji, jubileuszowe spotkanie miało miejsce w niedzielę, 17 – go listopada, jak zwykle /po raz pięćdziesiąty/ – o godzinie 16 – tej.  Sala wykładowa im. Zygmunta Czubińskiego w Pawilonie Ekspozycyjno – Dydaktycznym Ogrodu Botanicznego UAM wypełniła się: poetami, słuchaczami – miłośnikami mowy wiązanej.  „Ławeczkowe” spotkanie – po raz pięćdziesiąty, prowadziła Maria Magdalena Pocgaj. Dramaturgia spotkania, oscylowała wokół tematu : „Czasu nie zatrzymasz. Ale piękne chwile utrwalisz w sercu na długo”. Popłynęły wiersze: Różewicza, Leśmiana, Herberta, Rilke, Barańczaka, Grochowiaka… w wykonaniu Mari Magdaleny Pocgaj i Zygmunta Dekierta. Słowa poezji zostały wplecione we wspaniałą muzykę – /skrzypce, klawisze, gitara, trąbki/ – dzięki nauczycielom i młodym artystom z Zespołu Szkół  Muzycznych w Poznaniu, ul. Głogowska 90. Jak zdążyłem zauważyć, słuchacze opuszczali Salę w nastroju poetyckiego podekscytowania, dla odprężenia częstowani śliwkami w czekoladzie. Tak więc spełniło się!    „COŚ DLA DUCHA – COŚ DLA CIAŁA”

Następna ŁAWECZKA LITERACKA, otwierająca drugie półwiecze, wpisuje się kalendarzowo na niedzielę 15 – go grudnia br. Miejsce i czas rozpoczęcia – bez zmian. Spotkanie to zapowiada się nadzwyczaj ciekawie, bowiem dokonany zostanie przegląd dotychczasowych „Ławeczek” z uwzględnieniem wszelakich form artystycznych jakie do tej pory na niej zasiadały.

Będzie pięknie!

 
 

STANISŁAW BARAŃCZAK – POETA – NIE TYLKO

05 Lis

JEDYNE OKREŚLENIE

– GENIALNE !

Mam w ręku opasły tom pt. „444 WIERSZE  – POETÓW JĘZYKA ANGIELSKIEGO XX WIEKU”.

Autor –  Stanisław Barańczak.

To wspaniałe dzieło. Dzięki doskonałemu przekładowi poety, /pozostającemu  w naszej dozgonnej pamięci przede wszystkim jako niedościgniony autor pięknych wierszy/, Stanisław Barańczak zaskakuje czytelnika precyzją  przekładu wierszy angielskich poetów XX wieku. Wiersze w Jego przekładzie, jawią się kunsztem rezonansu poeta – czytelnik; pozostają trwałym zapisem na kartach księgi wrażliwością poety-tłumacza odnalezioną w magnetycznym polu doznań angielskich twórców. Czytelnicy wierszy zawartych w książce, pozostaną sam na sam z niepewnością prania rozwieszonego na sznurze. Czy deszcz słońca nie przegoni?

Zaskakuje wierność przekazu. Przywołanie obrazu nie tylko wybiórczo, lecz uniwersalnie dla każdego odbiorcy; każdego kto w sposób często wyrafinowany, prowokowany bliskością poetyckiej aury, doceni to, co dokonało się dziełem poety – tłumacza. To  wiwisekcja języka angielskich poetów XX wieku. Polski poeta – tłumacz dostrzegł tę możliwość i  „wyłowił”  w sposób nieprawdopodobnie subtelny, wiarygodny; przybliżył i skierował literackie dokonania poetów  angielskich XX wieku,  prosto w ramiona polskich odbiorców poezji po to, by mogli błądzić po ścieżkach znaczonych muzą Erato, pośród czasów przebogatych tajemnicą wzlotów i upadków,pod chmurą  smutku i słońcem radości.  Tak kiedyś bywało i tak bywa dzisiaj. Tym – co stanowi swego rodzaju bufor, zaporę bezpieczeństwa przed złem wszelakiej  maści, była i jest POEZJA!  Tak dzieje się na całym świecie. Stanisław Barańczak, dostrzegł zjawisko podążania świata w stronę zagłady. Umiłował poetykę – nie tylko swoją, również  twórczość tych, którzy modlitwą przetrwania zapisali się prostym – pełnej wiary w słowo przetrwaniem ,  psalmem zrozumiałej poezji, doceniającej puls  przetrwania świata, krajobrazem  miłosnych uniesień, wizją ludzi kochających życie, miłujących tu i teraz tym co najpiękniejsze, zatraconych w wirze przemijania, próbą ocalenia Słowa przed niebytem.  Właśnie Słowo” – które było na początku i pozostanie do końca naszych dni, przez mgłę postrzegania świata, tłumacz – Stanisław Barańczak wydobywa z utworów angielskich poetów XX wieku, wyczulony na puls wierszy przeżywających początek i schyłek kończącego się czasu.   Nie zamierzam być przewrotnym literatem, pisarzem  głoszącym dziewiczość słowa, które zaistniało poetyckim echem odbite od skały doznań  i trwającym siłą swego jestestwa w czas znaczony wysiłkami przetrwania. Zadaję tylko jedno pytanie: Czy w lustrze XX wieku angielskich twórców,  których wiersze pozostaną  w nas dzięki doskonałym przekładom dokonanym przez Stanisława Barańczaka,  dostrzeżemy  klimat angielskiej mgły, kroplę deszczu spadającą z parasola rozpiętego nad Słowem ?  Angielscy poeci XX wieku, swoimi utworami promują piękno słowa, ożywienie pulsu wrażliwości, który uniesie  CZŁOWIEKA  ponad boleść czarnych, skłębionych chmur, w przejrzystość uśmiechu białego obłoku, który mgiełką nadziei  przesłania nieśmiałość zapisu marzenia.  Dla podkreślenia mego subiektywnego bądź co bądź wywodu – przywołuję wiersz Thomasa Hardy, pt. „W CZAS MIAŻDŻENIA NARODÓW” :

I

Tylko ten człowiek bronujący grudy,

Człapiący bruzdą samotnie

Przy szkapie, która łbem sennym i chudym,

Kiwa ilekroć się potknie.

II

Tylko te sterty perzu, z których dymy

Smużą się ponad równiną;

To – będzie trwało przez lata i zimy,

Choć Dynastie przeminą.

III

Dziewczyna, chłopak – gdy idą we dwoje,

Cali w uścisku dłoni, szeptach:

Pochłonie chmurna noc annały wojen-

Historia tych dwojga przetrwa.

 

W dzisiejszych czasach, temat jakże aktualny. XXI wiek – i nic się nie zmieniło. Świat nadal pogrążony w chaosie wojen w których giną kobiety, dzieci. Bomby w perzynę roznoszą  ich domy, unicestwiają jedyne, enigmatyczne w świetle wybuchów i płomieni schronie przed gwałtem, ostatnią nadzieję przetrwania.  Potem – już tylko trwoga, znaczona niepewnością przeżycia następnego dnia.

Czy w ogniu wystrzałów, pośród gruzowisk, spalonych domów , pośród śmierci czyhającej za każdym zaułkiem – przetrwa miłość?  Tylko wiersz dotykający postrzegania świata przez pryzmat nadziei, może pozostać odpowiedzią na to pytanie. Reszta pozostaje rozpamiętywaniem tekstów poetów angielskich XX wieku w przekładzie poety – tłumacza, Stanisława Barańczaka.

 

Stanisław Barańczak – „444 wiersze poetów angielskich XX wieku”.

Wydawnictwo ZNAK – Kraków 2017 : stron – 715.

P.S.

Dziękuję synowi – Arturowi za książkę,  której wiersze stanowią płaszczyznę odniesienia do przeżyć czysto osobistych, własnym wierszem zapisanych.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 
 

42 MIĘDZYNARODOWY LISTOPAD POETYCKI

02 Lis

Jak ten czas ucieka…

Niedawno przeżywaliśmy w Poznaniu atrakcje 41 – go Międzynarodowego Listopada Poetyckiego, a tu nagle pojawia się następny POETYCKI LISTOPAD. Kolejne święto poezji organizowane przez Związek Literatów Polskich Oddział Poznań, to wspaniała tradycja gloryfikująca kontakt z wierszem, możliwość bezpośredniego spotkania z poetą, przeżycie fantastycznej przygody w ramach imprez towarzyszących. Podczas tegorocznego Festiwalu można podziwiać wspaniałe fotografie i teksty poetki – fotografika Marii Magdaleny Pocgaj. Tytuł wystawy:  „MÓJ LAPOŃSKI SEN”. Fotografie będą prezentowane dnia 6 bm. w Bibliotece Uniwersyteckiej UAM, Poznań ul. Ratajczaka 38/40. Wstęp wolny.

W dniu 7 listopada o godzinie 14.30 w Ogólnokształcącej Szkole Baletowej /Poznań – ul. Gołębia 8/, odbędzie się spektakl POETYCKO – BALETOWY, „PUENTY I METAFORY”. Wiersze w taniec będą wplatać: Agata Widzowska i Zygmunt Dekiert. Wstęp wolny.

Uroczysta inauguracja 42 MLP – 2019, odbędzie się w tym samym dniu w Pałacu Działyńskich, Sala Czerwona. Początek o godz. 16 – tej.  Oprócz prezentacji wierszy poetów – uczestników Festiwalu, przewidziano wiele atrakcji: występ CHÓRU DI NUOVO, pod batutą Doroty Wojnowskiej. Podczas inauguracji wręczona zostanie Nagroda Literacka 42 MLP. Dorobek literacki środowiska poznańskiego omówią: Karol Maliszewski, Rafał Różewicz, Zbigniew Gordziej i Jerzy Beniamin Zimny. Odbędzie się również kiermasz książek poetyckich i czasopisma – „Krajobrazy Kultury”, kwartalnika wydawanego przez ZLP O. Poznań. Wstęp wolny.

Kolejny dzień – 8 listopada, to wyjazdy poetów do wielkopolskich: szkół, bibliotek, Domów Kultury, w ramach tzw. Lekcji Poezji.

Na zakończenie 42 MLP 2019 w dniu 9 listopada, poeci – uczestnicy Festiwalu zwiedzą wystawy w Muzeum Narodowym.

Ważną imprezą w ramach tegorocznego Festiwalu, będą spotkania z seniorami, którym poznańscy poeci przedstawią wiersze z antologii wydanej  z okazji poznańskiego święta poezji 2019, pt. „WIERSZE Z LISTOPADA”.

Poetów niezrzeszonych, również tych piszących „do szuflady”,  wszystkich sympatyków poezji, serdecznie zapraszam do wzięcia udziału w proponowanych imprezach, ku chwale Władysława Reymonta, pierwszego prezesa Związku Literatów Polskich Oddział Poznań, który teraz zza światów darzy nas przyjaznym uśmiechem i z uznaniem spogląda na tych wszystkich, którzy Słowo umiłowali.

 
 

SALON W PŁOŃCZAKÓWCE

07 Paź

SPOTKANIE Z KSIĄŻKĄ POETYCKĄ

PT. „TAK DALEKO ZA KRÓTKO” – I NIE TYLKO.

 

Wielka to dla mnie satysfakcja, że w dniu 11 października br. o godz. 15 – tej, będę miał okazję podzielić się swoim wierszem z poetami, miłośnikami mowy wiązanej, którzy w tym dniu w to miejsce i o tej godzinie przybędą do Salonu w Płończakówce – Pobiedziska, ul. Fabryczna 2A – /POLMARK/.  W programie prezentacja utworów wybranych z mojej ostatnio wydanej książki, krótkie nawiązanie do poezji „jesiennej” oraz tej – smutkiem pisanej w kontekście zbliżających się dni pamięci o Tych, którzy pożegnali ziemski padół na zawsze.

Spotkanie poprowadzi Pani Daromiła Wąsowska-Tomawska – Prezes Salonu im. Jackowskich.

Wstęp wolny.

ZAPRASZAM.

 
 

MIROSŁAWA PONCYLIUSZ W POEMACAFE

23 Wrz

Miniony czwartek w POEMACAFE, zapisał się przeżywaniem wierszy MIROSŁAWY PONCYLIUSZ. 

Moim skromnym zdaniem – Mirosława to poetka czasu, autorka utworów, które rzetelnie przystają do rzeczywistości, jednocześnie potrafią wybiegać na spotkanie tego, co dzień jutrzejszy nam przyniesie. Tak więc – dotykamy poezji DZIŚ i JUTRO. Autorka tomiku wierszy pt. „ZDARZYŁO SIĘ” – uzmysławia nam nicość naszej egzystencji; swym wierszem kieruje czytelnika w stronę trwałego zapisu tego, co w naszej pamięci powinno pozostać na zawsze, mimo natłoku zdarzeń, które nas zniewalają. Tomik wydany w języku polskim i niemieckim, niesie swą aurę w świat przeżywania piękna, nie naruszając szarej harmonii doznań. Autorka w sposób niezwykle subtelny przybliża nam to co oczywiste, jednocześnie odległe, dziejące się poza naszą świadomością, porywa nas w świat zdarzeń, które nie zawsze możemy  kontrolować, które pozostają w mocy ślepego losu. Nie ma w tej poezji moralizatorstwa. Wiersz istnieje , trwa, pulsuje rytmem serca zapisanym na EKG – enigmatycznym wykresem na bladym papierze. Czy potrafimy go przetworzyć w TRWAŁE PIĘKNO NASZEJ ZAFAJDANEJ  EGZYSTENCJI?  Tutaj przywołam wiersz Mirosławy pt. „OBCY”:

  OBCY

Wrośnięci w swoje miejsce

stoimy na progu uśmiechu

 

wyrywamy dni

by poczuć zapach

dotknąć

zatrzymać je na chwilę

 

Nie będzie z tego kwiatów

ani dzwonów

choć przypadkowo spotkani

pytają – Skąd w oczach tyle błękitu

 

a nam brakuje słów

 

Błękit, niebieskość – kojarzymy z tęsknotą.I wszystko jasne. Do tęsknoty tak blisko i tak daleko ! Tylko wyrafinowany odbiorca wiersza, z łatwością przełoży strofy w realistyczne ramy codziennego dnia.

Nie brakowało słów po przedstawieniu recenzji Jerzego Beniamina Zimnego, który nie do końca pochlebnie wyrażał się o wierszach zawartych w tomiku – ZDARZYŁO SIĘ. Krytyk zarzucił poetce swego rodzaju naśladownictwo, powielanie tego, co dawno temu, znakomici poeci zdążyli  już napisać, ubrać w ramy wiersza. Opinia ta znalazła się w głębokiej sprzeczności z oceną wierszy Mirosławy Poncyliusz, wygłoszonej przez Pawła Kuszczyńskiego i Jerzego Grupińskiego, którzy w ramach dyskusji prezentowali zupełnie odmienne zdanie. Jerzy Grupiński, stwierdził, iż poezja Mirosławy Poncyliusz jest: świadoma, ekspresyjna i samodzielna. Nic dodać – nic ująć. Czytam wiersze z tomiku „Zdarzyło się”. Dochodzę do wniosku, że również mnie – zdarzyło się uciekać przed niewiadomą tego świata, świata nieobliczalnego w swych ponadludzkich, niezrozumiałych -/pierwszym objawem/ –  dokonaniach. Każda z tych sytuacji, powoduje lęk, bojaźń, itd… – Piszę to – będący poza sferą synonimów.

ZA RĘKĘ MNIE TRZYMAJ

 

chodźmy razem

karuzelą ulic

wśród fantomów

w wirujące noce

lepkie dni

 

mocno trzymaj mnie

– chcę uciec

 

W różnych sytuacjach życiowych, możemy myśleć o ucieczce. Przed pięknym wierszem – poeta i jego czytelnik na pewno nie ucieknie. Dowodem tego rozważania, pozostaje autorka -” Zdarzyło się” – Mirosława Poncyliusz.

Mirosławie gratuluję wspaniałego spotkania w PoemaCafe, uświęconego recytacją wierszy z książki poetyckiej.

Tak na marginesie, zupełnie prywatnie: – Następnym razem, recytacje swoich  wierszy, powierzaj Zygmuntowi. Zrobię to dla Ciebie zupełnie bezinteresownie i tak jak internauci GODSKITCHEN z kraju i świata, tysiące uczestników tej imprezy organizowanej w Polsce w Hali Stulecia Wrocław – 2 razy, w Arenie Poznań – 2 razy,  stwierdzisz: Jeżeli Pan Zygmunt zaistnieje swym głosem –  to musi być super, mega super. Twoja poezja Mirko moja droga , zasługuje na to aby ją pięknie wyśpiewać.  Może wtedy każde ucho odbiorcy, głosem  Twego wiersza, moim głosem zniewolone, czujące tym sam rytm doskonałości – powali  słuchacza na kolana. Wtedy żaden krytyk, żaden recenzent, nie będzie miał nic do powiedzenia. Pozostanie Twój wiersz. Ty wierszem swoim święta i ja Twoim wierszem – Zygmunt – sympatycznie święty./ o ile takowy istnieje/.  Jakoś cicho nad tym grobem. Odbiorcy  utworów, porażeni ich interpretacją, – powędrują do nieba nie bacząc na rozgrzeszenie.

P.S.

Przy najbliższym spotkaniu, poproszę o wpis – dedykację w omawianej książce, którą nabyłem, przeczytałem i tym sposobem ośmieliłem się o wierszach pisać, polemizować z „mądrymi tego poetyckiego świata”.

A poezja – to i tak wyłącznie nasza sprawa.

 

 
komentarze 3

Kategoria: OGÓLNA

 

OGRÓD BOTANICZNY – SIERPNIOWA ŁAWECZKA LITERACKA

17 Sie

     Kazimiera Iłłakowiczówna – jutro, w niedzielne popołudnie, dokładnie o godzinie 16 – tej, powita poetów, miłośników poezji w pięknej sali botanicznego pawilonu. Powita swoimi pięknymi wierszami, które zgodnie z projektem Marii Magdaleny Pocgaj -/prowadzącej spotkanie/- wygłoszą poeci oraz „amatorzy” –  uczestnicy spotkania, którzy tomiki naszej wspaniałej poetki, przechowują w swoich zbiorach. Mojej skromnej osobie powierzono recytację wierszy Kazimiery Iłłakowiczówny, które swym ekspresyjnym wydźwiękiem, pozwalają recytującemu wykazać kunszt, godny dziełom, które zwalają z nóg, siłą słowa zapadają w pamięć. Żywię głęboką nadzieja, iż nasza wspaniała poetka, tam w zaświatach przeżyje fantastyczną przygodę powrotu z odległej niebiańskości na ziemię wypełnioną wielbicielami Jej talentu, podziwiających piękno słowa i mądrość jaką słowa te niosą, do dziś nie tracąc na wartości.

Kto żyw – niechaj podąża!

 

 
 

POZNAŃSKIE KONSULTACJE LITERACKIE

13 Sie

Kolejne spotkanie w ramach Poznańskich Konsultacji Literackich, odbyło się 13 sierpnia br.- tj. w dniu dzisiejszym, w sali Biblioteki Uniwersyteckiej w Poznaniu,  przy ulicy Ratajczaka.  Tematem wiodącym spotkania, było: ” Szatkowski i Wyrwa-Krzyżański – razem czy osobno?”.  Piszę na gorąco, późnym wieczorem, bezpośrednio po powrocie z tej imprezy do mego domu zatopionego o tej porze w cieple letniej nocy, spokojnej i nieco sennej o tej porze – siekierkowskiej wsi. Żywię nadzieję, iż zakończenie relacji z tego interesującego spotkania, uda mi się zrealizować jeszcze przed upływem tej doby.

Spotkanie, tradycyjnie otworzył Jerzy Beniamin Zimny, zastępca prezesa ZLP Oddział Poznań, inicjator tego  przedsięwzięcia. Prezes ZLP. O.P. – Zbigniew Gordziej, spotkanie /jak zawsze/ – zaszczycił swoją obecnością. Wśród licznie zgromadzonych osób, rozegrał się spektakl niosący przywołanie poetów, którzy odchodząc z tego świata, pozostawili po sobie ślad, który nigdy nie zostanie zatarty, słowo poezją niesione, które o każdej porze dnia słońca promieniem przywoływać będzie to,  co w szarzyźnie ludzkiej doli i niedoli  napełni wiarą w nieskończoność piękna. Jerzy Beniamin Zimny, udostępnił zebranym film ze spotkania z Tadeuszem Wyrwą -Krzyżańskim, zrealizowany krótko przed śmiercią poety, eseisty, malarza. Tadeusz – rażony chorobą, był przykuty do łóżka. Wszelkie próby ratowania Jego zdrowia spełzły na niczym. Odszedł w zaświaty, zostawiając nam olbrzymi dorobek:  23 wydane tomy wierszy, 3 książki prozatorskie, 9 dla dzieci, wiele  obrazów, które z uwagi na ich oryginalność, głęboko przemyślaną i realizowaną artystyczną wizję, pozostaną  w naszej pamięci. Podobnie sprawa wygląda z Jerzym Szatkowskim. Poetą, grafikiem, człowiekiem czynu, który do ostatnich dni swego życia tworzył, by  pozostawić bogaty dorobek, który siłą swej poetyckiej zaciętości, mocą umiłowania drugiego człowieka zasłużyć na dozgonną pamięć, przetrwać swym dziełem w następne pokolenia. Dwaj poeci, artyści malarze. Dwie osobowości talentem skażone na miarę pamięci XXI wieku. Pozostały obrazy, grafiki i przede wszystkim wiersze często swą literacką konstrukcją sięgające apogeum Słowa, które oryginalnością języka, język ten ewidentnie wzbogacają, prowokując do jego umiłowania.

Dialog w kwestii konfrontacji poetów prowadzili: Jerzy Beniamin Zimny i Jerzy Grupiński. Tak się złożyło, iż zostałem poproszony do czytania – recytacji wierszy Tadeusza Wyrwy-Krzyżańskiego z ostatniego tomiku, rysującego w sposób absolutnie przejrzysty sprawę rozstania się z życiem, ziemską egzystencją; twórcy świadomego do końca dramatu  chwili, tej ostatniej, pustką nasyconej. Wiersze przepojone zimną świadomością rozstania z tym co doczesne i powitania nowego świata doznań, widzianego w perspektywie nawrócenia – /” czterdzieści lat nie byłem u spowiedzi„/ – to tak na wszelki wypadek głosi otwarcie poeta – gdybyś Ty Panie faktycznie istniał. Słowa poety, które nie do końca w całej rozciągłości  rzetelnie cytuję, wybijają li tylko ich jednoznaczny sens.  Tadeusz Wyrwa-Krzyżański do końca szczery w swej poezji,  zaangażowany w sprawy pojmowania świata, jego afirmacji, ujmowania ziemskich zdarzeń w sidła piękna nie tylko słowem wielbiącym namiętność, kobiet umiłowaniem, lecz także obrazem niewinności –/kwiaty/ – pędzlem artysty do wiecznego życia przywołanych,  dziełem zastygłym Jego niespokojną, twórczą wrażliwością. Dzisiaj nieśmiało oceniamy osobowości poetów których pożegnaliśmy. Jak wśród artystów bywa, rzeczą najważniejszą jest dorobek, to czym artysta zdołał zaskoczyć odbiorcę, tajemnicza magia Słowa. Dzięki tej magii, dzisiaj wspominani poeci pozostaną w nas pięknem dzieła, wartością niezbywalną, którą  w każdej chwili przywołasz wspomnieniem.

Druga część spotkania, zgodnie z formułą Poznańskich Konsultacji Literackich, zaowocowała „wywołaniem do tablicy” poetki, malarki, autorki wielu wspaniałych fotografii – Marii Magdaleny Pocgaj. Moderacja – Anna Andrych. Swoboda i profesjonalizm prowadzonej konwersacji, pozwoliły poznać wszelkie – za i przeciw – w artystycznym życiu bohaterki spotkania. Od wielu lat – członek  ZLP O.P.  Bogaty dorobek literacki, wystawy fotografii, bogata twórczość malarska, szczególnie gloryfikująca tematykę marynistyczną. Ostatnie zainteresowania – to odkrywanie tajemnic Świata Północy przemierzanego przez stada reniferów. Refleksjami na temat  swych „mroźnych” podróży autorka wielu książek poetyckich, wzięty krytyk literacki, podzieliła się z uczestnikami spotkania zupełnie ciepło, tym samym zyskując ich sympatyczną akceptację, o podziwie nie wspomnę.

Perełką spotkania, według mojej oceny był wiersz Jerzego Grupińskiego, napisany wspomnieniem o wielu wspaniałych poetach, którzy zaistnieli w poznańskim kręgu poezji, -/Klub Literacki C.K. Zamek/ – odeszli w zaświaty, pozostawiając po sobie to co nazywamy klejnotem słowa.

O tym w następnej relacji bo północ tuż, tuż.

 

Może

jasny gwint – północ przed chwilą minęła/?/.

Dobranoc.

Dobranoc po nowy wiersz.

Reszta milczeniem…

Zasnęła.