RSS
 

Archiwum kategorii ‘OGÓLNA’

STANISŁAW BARAŃCZAK – POETA – NIE TYLKO

05 Lis

JEDYNE OKREŚLENIE

– GENIALNE !

Mam w ręku opasły tom pt. „444 WIERSZE  – POETÓW JĘZYKA ANGIELSKIEGO XX WIEKU”.

Autor –  Stanisław Barańczak.

To wspaniałe dzieło. Dzięki doskonałemu przekładowi poety, /pozostającemu  w naszej dozgonnej pamięci przede wszystkim jako niedościgniony autor pięknych wierszy/, Stanisław Barańczak zaskakuje czytelnika precyzją  przekładu wierszy angielskich poetów XX wieku. Wiersze w Jego przekładzie, jawią się kunsztem rezonansu poeta – czytelnik; pozostają trwałym zapisem na kartach księgi wrażliwością poety-tłumacza odnalezioną w magnetycznym polu doznań angielskich twórców. Czytelnicy wierszy zawartych w książce, pozostaną sam na sam z niepewnością prania rozwieszonego na sznurze. Czy deszcz słońca nie przegoni?

Zaskakuje wierność przekazu. Przywołanie obrazu nie tylko wybiórczo, lecz uniwersalnie dla każdego odbiorcy; każdego kto w sposób często wyrafinowany, prowokowany bliskością poetyckiej aury, doceni to, co dokonało się dziełem poety – tłumacza. To  wiwisekcja języka angielskich poetów XX wieku. Polski poeta – tłumacz dostrzegł tę możliwość i  „wyłowił”  w sposób nieprawdopodobnie subtelny, wiarygodny; przybliżył i skierował literackie dokonania poetów  angielskich XX wieku,  prosto w ramiona polskich odbiorców poezji po to, by mogli błądzić po ścieżkach znaczonych muzą Erato, pośród czasów przebogatych tajemnicą wzlotów i upadków,pod chmurą  smutku i słońcem radości.  Tak kiedyś bywało i tak bywa dzisiaj. Tym – co stanowi swego rodzaju bufor, zaporę bezpieczeństwa przed złem wszelakiej  maści, była i jest POEZJA!  Tak dzieje się na całym świecie. Stanisław Barańczak, dostrzegł zjawisko podążania świata w stronę zagłady. Umiłował poetykę – nie tylko swoją, również  twórczość tych, którzy modlitwą przetrwania zapisali się prostym – pełnej wiary w słowo przetrwaniem ,  psalmem zrozumiałej poezji, doceniającej puls  przetrwania świata, krajobrazem  miłosnych uniesień, wizją ludzi kochających życie, miłujących tu i teraz tym co najpiękniejsze, zatraconych w wirze przemijania, próbą ocalenia Słowa przed niebytem.  Właśnie Słowo” – które było na początku i pozostanie do końca naszych dni, przez mgłę postrzegania świata, tłumacz – Stanisław Barańczak wydobywa z utworów angielskich poetów XX wieku, wyczulony na puls wierszy przeżywających początek i schyłek kończącego się czasu.   Nie zamierzam być przewrotnym literatem, pisarzem  głoszącym dziewiczość słowa, które zaistniało poetyckim echem odbite od skały doznań  i trwającym siłą swego jestestwa w czas znaczony wysiłkami przetrwania. Zadaję tylko jedno pytanie: Czy w lustrze XX wieku angielskich twórców,  których wiersze pozostaną  w nas dzięki doskonałym przekładom dokonanym przez Stanisława Barańczaka,  dostrzeżemy  klimat angielskiej mgły, kroplę deszczu spadającą z parasola rozpiętego nad Słowem ?  Angielscy poeci XX wieku, swoimi utworami promują piękno słowa, ożywienie pulsu wrażliwości, który uniesie  CZŁOWIEKA  ponad boleść czarnych, skłębionych chmur, w przejrzystość uśmiechu białego obłoku, który mgiełką nadziei  przesłania nieśmiałość zapisu marzenia.  Dla podkreślenia mego subiektywnego bądź co bądź wywodu – przywołuję wiersz Thomasa Hardy, pt. „W CZAS MIAŻDŻENIA NARODÓW” :

I

Tylko ten człowiek bronujący grudy,

Człapiący bruzdą samotnie

Przy szkapie, która łbem sennym i chudym,

Kiwa ilekroć się potknie.

II

Tylko te sterty perzu, z których dymy

Smużą się ponad równiną;

To – będzie trwało przez lata i zimy,

Choć Dynastie przeminą.

III

Dziewczyna, chłopak – gdy idą we dwoje,

Cali w uścisku dłoni, szeptach:

Pochłonie chmurna noc annały wojen-

Historia tych dwojga przetrwa.

 

W dzisiejszych czasach, temat jakże aktualny. XXI wiek – i nic się nie zmieniło. Świat nadal pogrążony w chaosie wojen w których giną kobiety, dzieci. Bomby w perzynę roznoszą  ich domy, unicestwiają jedyne, enigmatyczne w świetle wybuchów i płomieni schronie przed gwałtem, ostatnią nadzieję przetrwania.  Potem – już tylko trwoga, znaczona niepewnością przeżycia następnego dnia.

Czy w ogniu wystrzałów, pośród gruzowisk, spalonych domów , pośród śmierci czyhającej za każdym zaułkiem – przetrwa miłość?  Tylko wiersz dotykający postrzegania świata przez pryzmat nadziei, może pozostać odpowiedzią na to pytanie. Reszta pozostaje rozpamiętywaniem tekstów poetów angielskich XX wieku w przekładzie poety – tłumacza, Stanisława Barańczaka.

 

Stanisław Barańczak – „444 wiersze poetów angielskich XX wieku”.

Wydawnictwo ZNAK – Kraków 2017 : stron – 715.

P.S.

Dziękuję synowi – Arturowi za książkę,  której wiersze stanowią płaszczyznę odniesienia do przeżyć czysto osobistych, własnym wierszem zapisanych.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 
 

42 MIĘDZYNARODOWY LISTOPAD POETYCKI

02 Lis

Jak ten czas ucieka…

Niedawno przeżywaliśmy w Poznaniu atrakcje 41 – go Międzynarodowego Listopada Poetyckiego, a tu nagle pojawia się następny POETYCKI LISTOPAD. Kolejne święto poezji organizowane przez Związek Literatów Polskich Oddział Poznań, to wspaniała tradycja gloryfikująca kontakt z wierszem, możliwość bezpośredniego spotkania z poetą, przeżycie fantastycznej przygody w ramach imprez towarzyszących. Podczas tegorocznego Festiwalu można podziwiać wspaniałe fotografie i teksty poetki – fotografika Marii Magdaleny Pocgaj. Tytuł wystawy:  „MÓJ LAPOŃSKI SEN”. Fotografie będą prezentowane dnia 6 bm. w Bibliotece Uniwersyteckiej UAM, Poznań ul. Ratajczaka 38/40. Wstęp wolny.

W dniu 7 listopada o godzinie 14.30 w Ogólnokształcącej Szkole Baletowej /Poznań – ul. Gołębia 8/, odbędzie się spektakl POETYCKO – BALETOWY, „PUENTY I METAFORY”. Wiersze w taniec będą wplatać: Agata Widzowska i Zygmunt Dekiert. Wstęp wolny.

Uroczysta inauguracja 42 MLP – 2019, odbędzie się w tym samym dniu w Pałacu Działyńskich, Sala Czerwona. Początek o godz. 16 – tej.  Oprócz prezentacji wierszy poetów – uczestników Festiwalu, przewidziano wiele atrakcji: występ CHÓRU DI NUOVO, pod batutą Doroty Wojnowskiej. Podczas inauguracji wręczona zostanie Nagroda Literacka 42 MLP. Dorobek literacki środowiska poznańskiego omówią: Karol Maliszewski, Rafał Różewicz, Zbigniew Gordziej i Jerzy Beniamin Zimny. Odbędzie się również kiermasz książek poetyckich i czasopisma – „Krajobrazy Kultury”, kwartalnika wydawanego przez ZLP O. Poznań. Wstęp wolny.

Kolejny dzień – 8 listopada, to wyjazdy poetów do wielkopolskich: szkół, bibliotek, Domów Kultury, w ramach tzw. Lekcji Poezji.

Na zakończenie 42 MLP 2019 w dniu 9 listopada, poeci – uczestnicy Festiwalu zwiedzą wystawy w Muzeum Narodowym.

Ważną imprezą w ramach tegorocznego Festiwalu, będą spotkania z seniorami, którym poznańscy poeci przedstawią wiersze z antologii wydanej  z okazji poznańskiego święta poezji 2019, pt. „WIERSZE Z LISTOPADA”.

Poetów niezrzeszonych, również tych piszących „do szuflady”,  wszystkich sympatyków poezji, serdecznie zapraszam do wzięcia udziału w proponowanych imprezach, ku chwale Władysława Reymonta, pierwszego prezesa Związku Literatów Polskich Oddział Poznań, który teraz zza światów darzy nas przyjaznym uśmiechem i z uznaniem spogląda na tych wszystkich, którzy Słowo umiłowali.

 
 

SALON W PŁOŃCZAKÓWCE

07 Paź

SPOTKANIE Z KSIĄŻKĄ POETYCKĄ

PT. „TAK DALEKO ZA KRÓTKO” – I NIE TYLKO.

 

Wielka to dla mnie satysfakcja, że w dniu 11 października br. o godz. 15 – tej, będę miał okazję podzielić się swoim wierszem z poetami, miłośnikami mowy wiązanej, którzy w tym dniu w to miejsce i o tej godzinie przybędą do Salonu w Płończakówce – Pobiedziska, ul. Fabryczna 2A – /POLMARK/.  W programie prezentacja utworów wybranych z mojej ostatnio wydanej książki, krótkie nawiązanie do poezji „jesiennej” oraz tej – smutkiem pisanej w kontekście zbliżających się dni pamięci o Tych, którzy pożegnali ziemski padół na zawsze.

Spotkanie poprowadzi Pani Daromiła Wąsowska-Tomawska – Prezes Salonu im. Jackowskich.

Wstęp wolny.

ZAPRASZAM.

 
 

MIROSŁAWA PONCYLIUSZ W POEMACAFE

23 Wrz

Miniony czwartek w POEMACAFE, zapisał się przeżywaniem wierszy MIROSŁAWY PONCYLIUSZ. 

Moim skromnym zdaniem – Mirosława to poetka czasu, autorka utworów, które rzetelnie przystają do rzeczywistości, jednocześnie potrafią wybiegać na spotkanie tego, co dzień jutrzejszy nam przyniesie. Tak więc – dotykamy poezji DZIŚ i JUTRO. Autorka tomiku wierszy pt. „ZDARZYŁO SIĘ” – uzmysławia nam nicość naszej egzystencji; swym wierszem kieruje czytelnika w stronę trwałego zapisu tego, co w naszej pamięci powinno pozostać na zawsze, mimo natłoku zdarzeń, które nas zniewalają. Tomik wydany w języku polskim i niemieckim, niesie swą aurę w świat przeżywania piękna, nie naruszając szarej harmonii doznań. Autorka w sposób niezwykle subtelny przybliża nam to co oczywiste, jednocześnie odległe, dziejące się poza naszą świadomością, porywa nas w świat zdarzeń, które nie zawsze możemy  kontrolować, które pozostają w mocy ślepego losu. Nie ma w tej poezji moralizatorstwa. Wiersz istnieje , trwa, pulsuje rytmem serca zapisanym na EKG – enigmatycznym wykresem na bladym papierze. Czy potrafimy go przetworzyć w TRWAŁE PIĘKNO NASZEJ ZAFAJDANEJ  EGZYSTENCJI?  Tutaj przywołam wiersz Mirosławy pt. „OBCY”:

  OBCY

Wrośnięci w swoje miejsce

stoimy na progu uśmiechu

 

wyrywamy dni

by poczuć zapach

dotknąć

zatrzymać je na chwilę

 

Nie będzie z tego kwiatów

ani dzwonów

choć przypadkowo spotkani

pytają – Skąd w oczach tyle błękitu

 

a nam brakuje słów

 

Błękit, niebieskość – kojarzymy z tęsknotą.I wszystko jasne. Do tęsknoty tak blisko i tak daleko ! Tylko wyrafinowany odbiorca wiersza, z łatwością przełoży strofy w realistyczne ramy codziennego dnia.

Nie brakowało słów po przedstawieniu recenzji Jerzego Beniamina Zimnego, który nie do końca pochlebnie wyrażał się o wierszach zawartych w tomiku – ZDARZYŁO SIĘ. Krytyk zarzucił poetce swego rodzaju naśladownictwo, powielanie tego, co dawno temu, znakomici poeci zdążyli  już napisać, ubrać w ramy wiersza. Opinia ta znalazła się w głębokiej sprzeczności z oceną wierszy Mirosławy Poncyliusz, wygłoszonej przez Pawła Kuszczyńskiego i Jerzego Grupińskiego, którzy w ramach dyskusji prezentowali zupełnie odmienne zdanie. Jerzy Grupiński, stwierdził, iż poezja Mirosławy Poncyliusz jest: świadoma, ekspresyjna i samodzielna. Nic dodać – nic ująć. Czytam wiersze z tomiku „Zdarzyło się”. Dochodzę do wniosku, że również mnie – zdarzyło się uciekać przed niewiadomą tego świata, świata nieobliczalnego w swych ponadludzkich, niezrozumiałych -/pierwszym objawem/ –  dokonaniach. Każda z tych sytuacji, powoduje lęk, bojaźń, itd… – Piszę to – będący poza sferą synonimów.

ZA RĘKĘ MNIE TRZYMAJ

 

chodźmy razem

karuzelą ulic

wśród fantomów

w wirujące noce

lepkie dni

 

mocno trzymaj mnie

– chcę uciec

 

W różnych sytuacjach życiowych, możemy myśleć o ucieczce. Przed pięknym wierszem – poeta i jego czytelnik na pewno nie ucieknie. Dowodem tego rozważania, pozostaje autorka -” Zdarzyło się” – Mirosława Poncyliusz.

Mirosławie gratuluję wspaniałego spotkania w PoemaCafe, uświęconego recytacją wierszy z książki poetyckiej.

Tak na marginesie, zupełnie prywatnie: – Następnym razem, recytacje swoich  wierszy, powierzaj Zygmuntowi. Zrobię to dla Ciebie zupełnie bezinteresownie i tak jak internauci GODSKITCHEN z kraju i świata, tysiące uczestników tej imprezy organizowanej w Polsce w Hali Stulecia Wrocław – 2 razy, w Arenie Poznań – 2 razy,  stwierdzisz: Jeżeli Pan Zygmunt zaistnieje swym głosem –  to musi być super, mega super. Twoja poezja Mirko moja droga , zasługuje na to aby ją pięknie wyśpiewać.  Może wtedy każde ucho odbiorcy, głosem  Twego wiersza, moim głosem zniewolone, czujące tym sam rytm doskonałości – powali  słuchacza na kolana. Wtedy żaden krytyk, żaden recenzent, nie będzie miał nic do powiedzenia. Pozostanie Twój wiersz. Ty wierszem swoim święta i ja Twoim wierszem – Zygmunt – sympatycznie święty./ o ile takowy istnieje/.  Jakoś cicho nad tym grobem. Odbiorcy  utworów, porażeni ich interpretacją, – powędrują do nieba nie bacząc na rozgrzeszenie.

P.S.

Przy najbliższym spotkaniu, poproszę o wpis – dedykację w omawianej książce, którą nabyłem, przeczytałem i tym sposobem ośmieliłem się o wierszach pisać, polemizować z „mądrymi tego poetyckiego świata”.

A poezja – to i tak wyłącznie nasza sprawa.

 

 
komentarze 3

Kategoria: OGÓLNA

 

OGRÓD BOTANICZNY – SIERPNIOWA ŁAWECZKA LITERACKA

17 Sie

     Kazimiera Iłłakowiczówna – jutro, w niedzielne popołudnie, dokładnie o godzinie 16 – tej, powita poetów, miłośników poezji w pięknej sali botanicznego pawilonu. Powita swoimi pięknymi wierszami, które zgodnie z projektem Marii Magdaleny Pocgaj -/prowadzącej spotkanie/- wygłoszą poeci oraz „amatorzy” –  uczestnicy spotkania, którzy tomiki naszej wspaniałej poetki, przechowują w swoich zbiorach. Mojej skromnej osobie powierzono recytację wierszy Kazimiery Iłłakowiczówny, które swym ekspresyjnym wydźwiękiem, pozwalają recytującemu wykazać kunszt, godny dziełom, które zwalają z nóg, siłą słowa zapadają w pamięć. Żywię głęboką nadzieja, iż nasza wspaniała poetka, tam w zaświatach przeżyje fantastyczną przygodę powrotu z odległej niebiańskości na ziemię wypełnioną wielbicielami Jej talentu, podziwiających piękno słowa i mądrość jaką słowa te niosą, do dziś nie tracąc na wartości.

Kto żyw – niechaj podąża!

 

 
 

POZNAŃSKIE KONSULTACJE LITERACKIE

13 Sie

Kolejne spotkanie w ramach Poznańskich Konsultacji Literackich, odbyło się 13 sierpnia br.- tj. w dniu dzisiejszym, w sali Biblioteki Uniwersyteckiej w Poznaniu,  przy ulicy Ratajczaka.  Tematem wiodącym spotkania, było: ” Szatkowski i Wyrwa-Krzyżański – razem czy osobno?”.  Piszę na gorąco, późnym wieczorem, bezpośrednio po powrocie z tej imprezy do mego domu zatopionego o tej porze w cieple letniej nocy, spokojnej i nieco sennej o tej porze – siekierkowskiej wsi. Żywię nadzieję, iż zakończenie relacji z tego interesującego spotkania, uda mi się zrealizować jeszcze przed upływem tej doby.

Spotkanie, tradycyjnie otworzył Jerzy Beniamin Zimny, zastępca prezesa ZLP Oddział Poznań, inicjator tego  przedsięwzięcia. Prezes ZLP. O.P. – Zbigniew Gordziej, spotkanie /jak zawsze/ – zaszczycił swoją obecnością. Wśród licznie zgromadzonych osób, rozegrał się spektakl niosący przywołanie poetów, którzy odchodząc z tego świata, pozostawili po sobie ślad, który nigdy nie zostanie zatarty, słowo poezją niesione, które o każdej porze dnia słońca promieniem przywoływać będzie to,  co w szarzyźnie ludzkiej doli i niedoli  napełni wiarą w nieskończoność piękna. Jerzy Beniamin Zimny, udostępnił zebranym film ze spotkania z Tadeuszem Wyrwą -Krzyżańskim, zrealizowany krótko przed śmiercią poety, eseisty, malarza. Tadeusz – rażony chorobą, był przykuty do łóżka. Wszelkie próby ratowania Jego zdrowia spełzły na niczym. Odszedł w zaświaty, zostawiając nam olbrzymi dorobek:  23 wydane tomy wierszy, 3 książki prozatorskie, 9 dla dzieci, wiele  obrazów, które z uwagi na ich oryginalność, głęboko przemyślaną i realizowaną artystyczną wizję, pozostaną  w naszej pamięci. Podobnie sprawa wygląda z Jerzym Szatkowskim. Poetą, grafikiem, człowiekiem czynu, który do ostatnich dni swego życia tworzył, by  pozostawić bogaty dorobek, który siłą swej poetyckiej zaciętości, mocą umiłowania drugiego człowieka zasłużyć na dozgonną pamięć, przetrwać swym dziełem w następne pokolenia. Dwaj poeci, artyści malarze. Dwie osobowości talentem skażone na miarę pamięci XXI wieku. Pozostały obrazy, grafiki i przede wszystkim wiersze często swą literacką konstrukcją sięgające apogeum Słowa, które oryginalnością języka, język ten ewidentnie wzbogacają, prowokując do jego umiłowania.

Dialog w kwestii konfrontacji poetów prowadzili: Jerzy Beniamin Zimny i Jerzy Grupiński. Tak się złożyło, iż zostałem poproszony do czytania – recytacji wierszy Tadeusza Wyrwy-Krzyżańskiego z ostatniego tomiku, rysującego w sposób absolutnie przejrzysty sprawę rozstania się z życiem, ziemską egzystencją; twórcy świadomego do końca dramatu  chwili, tej ostatniej, pustką nasyconej. Wiersze przepojone zimną świadomością rozstania z tym co doczesne i powitania nowego świata doznań, widzianego w perspektywie nawrócenia – /” czterdzieści lat nie byłem u spowiedzi„/ – to tak na wszelki wypadek głosi otwarcie poeta – gdybyś Ty Panie faktycznie istniał. Słowa poety, które nie do końca w całej rozciągłości  rzetelnie cytuję, wybijają li tylko ich jednoznaczny sens.  Tadeusz Wyrwa-Krzyżański do końca szczery w swej poezji,  zaangażowany w sprawy pojmowania świata, jego afirmacji, ujmowania ziemskich zdarzeń w sidła piękna nie tylko słowem wielbiącym namiętność, kobiet umiłowaniem, lecz także obrazem niewinności –/kwiaty/ – pędzlem artysty do wiecznego życia przywołanych,  dziełem zastygłym Jego niespokojną, twórczą wrażliwością. Dzisiaj nieśmiało oceniamy osobowości poetów których pożegnaliśmy. Jak wśród artystów bywa, rzeczą najważniejszą jest dorobek, to czym artysta zdołał zaskoczyć odbiorcę, tajemnicza magia Słowa. Dzięki tej magii, dzisiaj wspominani poeci pozostaną w nas pięknem dzieła, wartością niezbywalną, którą  w każdej chwili przywołasz wspomnieniem.

Druga część spotkania, zgodnie z formułą Poznańskich Konsultacji Literackich, zaowocowała „wywołaniem do tablicy” poetki, malarki, autorki wielu wspaniałych fotografii – Marii Magdaleny Pocgaj. Moderacja – Anna Andrych. Swoboda i profesjonalizm prowadzonej konwersacji, pozwoliły poznać wszelkie – za i przeciw – w artystycznym życiu bohaterki spotkania. Od wielu lat – członek  ZLP O.P.  Bogaty dorobek literacki, wystawy fotografii, bogata twórczość malarska, szczególnie gloryfikująca tematykę marynistyczną. Ostatnie zainteresowania – to odkrywanie tajemnic Świata Północy przemierzanego przez stada reniferów. Refleksjami na temat  swych „mroźnych” podróży autorka wielu książek poetyckich, wzięty krytyk literacki, podzieliła się z uczestnikami spotkania zupełnie ciepło, tym samym zyskując ich sympatyczną akceptację, o podziwie nie wspomnę.

Perełką spotkania, według mojej oceny był wiersz Jerzego Grupińskiego, napisany wspomnieniem o wielu wspaniałych poetach, którzy zaistnieli w poznańskim kręgu poezji, -/Klub Literacki C.K. Zamek/ – odeszli w zaświaty, pozostawiając po sobie to co nazywamy klejnotem słowa.

O tym w następnej relacji bo północ tuż, tuż.

 

Może

jasny gwint – północ przed chwilą minęła/?/.

Dobranoc.

Dobranoc po nowy wiersz.

Reszta milczeniem…

Zasnęła.

 

 
 

ZDERZENIE Z PUBLIKACJAMI LITERACKIMI

06 Sie

Tak się składa, że jestem stałym czytelnikiem periodyków literackich, konkretnie miesięczników: AKANT  i  GAZETA KULTURALNA. Na początek – podziw i uznanie dla osób wydających te czasopisma, potrafiących uparcie nieść oświaty kaganek, nie zważając na przeszkody, zawirowania, które w odniesieniu do sytuacji na rynku wydawniczym są powszechnie znane. Nie odkrywam Ameryki, że właśnie słowo, mowa polska,  często zaklęta w strofach poezji, przyczyniła się do odrodzenia naszego państwa, zmartwychwstania polskości. Redaktor naczelny GAZETY KULTURALNEJAndrzej Dębkowski, w lipcowym wydaniu gazety, przywołuje do życia  – Władysława Hasiora. Artysta wspaniały, w czasach realizacji swych twórczych pasji różnie oceniany – na pewno nie świadomy do końca swego  geniuszu. Kto pamięta, że mija dwadzieścia lat od Jego śmierci?   Andrzej Dębkowski w sposób niezwykle skrupulatny opisuje  zdarzenia z życia WŁADYSŁAWA HASIORA. Podane fakty płynące często z bezpośredniej znajomości autora artykułu z Mistrzem – wybitnym twórcą, przybliżają w sposób naturalny zdarzenia jakże istotne dla potomnych, pozwalają kultywować pamięć o wybitnym  artyście, który siłą swej  awangardowej sztuki, pozostanie w pamięci ludzi wybiegających myśleniem poza nawias rzeczywistości mierzonej centymetrem. Jak podkreśla autor artykułu, artysta – Władysław Hasior proponuje nam przetrwanie wrażliwością, miłością do zdarzeń, które nie zawsze w sposób oczywisty, namacalny znajdują adres do naszej skostniałej duszy. Duszę należy podlewać wodą życia i czekać aż kwiatem wybuchnie. Dziękuję Andrzejowi Dębkowskiemu za wspomnienie o tym wspaniałym artyście, który siłą swego dzieła zajmuje poczesne miejsce w sztuce współczesnej, bez którego sztuka ta – byłaby szarą, błądzącą we mgle gloryfikacją dnia, który wstaje mgłą i mgłą zachodzi.

Czytając miesięcznik – AKANT – /numer z lipca br./ – natrafiłem na wiele ciekawych artykułów.  Znalazłem wiele wierszy zasługujących na uznanie. …  O tym – w następnej zakładce –  OGÓLNA.

 
 

CHWILE WZRUSZENIEM I RADOŚCIĄ PODNIOSŁE

16 Lip

MOJA CÓRKA

NA ŚLUBNYM KOBIERCU

W miarę upływu lat, do lamusa odchodzą uroczystości weselne. Bywa, że od czasu do czasu pojawiają się chrzciny. W moim wieku, na pierwszy plan wysuwają się jednak jubileusze i zdarzenia smutkiem przelane, których miejscem akcji pozostaje monumentalna cisza cmentarza. Dlatego dzisiaj, zadowolony i szczęśliwy z sytuacji posiadania jedynej córki, którą w dość późnym wieku przywołałem na ten świat -/choroba serca mojej żony Anny, po urodzeniu syna Artura, wykluczyła możliwość posiadania drużyny piłkarskiej której osobiście pragnąłem/ –  zamążpójście Dobrochny -/sobota 13 – go lipca,/ otworzyło przede mną drzwi do niespotykanej radości, zadowolenia odnotowanego w innym wymiarze emocjonalnym i sprowokowało możliwość zapisania tych przeżyć w pamięci – na zawsze.  Młodzi – byli ze sobą przez pięć lat. Doczekali  się rozkosznej córeczki – Kornelii. W miesiącu wrześniu tego roku, moja wnuczka będzie obchodzić drugie urodziny. Jest śliczna, grzeczna, kochana nie tylko przez rodziców. Kochają ją wszyscy, którzy chociaż przez chwilę stanęli z Kornelią oko w oko. Na uroczystości zaślubin swych rodziców, Kornelia zjawiła się w pięknej koronkowej sukience, której biel zdecydowanie konkurowała z bielą sukni mamy zmierzającej przy moim boku do ołtarza. Na kanwie tego jakże doniosłego dla mnie wydarzenia, snuję wątek ciut filozoficzny, prowokowany pytaniem, czy teraźniejsza formuła zawierania małżeństw po kilku latach wspólnie przeżytych  jest stosowna, uzasadniona, doczekała się społecznej akceptacji? Czy taki „staż przedmałżeński” jest wskazany? Czy w dzisiejszym zabieganym świecie, właśnie ten rozpędzony, często brutalny świat modyfikowany zatraceniem wielu pięknych, tradycyjnych wartości nie wymusza takiego a nie innego postępowania, w dużej mierze wyrachowanego, rzutującego generalnie na istotną sferę życie młodych, odbiegającą mimo wszystko od sztampowych – /jak podejrzewam dzisiaj w aureoli „retro”/ – zachowań? Temat – RZEKA – który można interpretować na różne sposoby i każdy z dyskutantów może nieść swoje racje, do których ma pełne prawo. W przypadku córki, wszystko znalazło się na właściwej drodze i z tego właśnie źródła doznań płynie osobista /na pewno subiektywna/- refleksja ojca Panny Młodej.

Minione pięć lat, to kierowanie mojej uwagi na nieformalny związek dwojga ludzi, który owocował -/ku chwale Dobrochny i Roberta/ –  zadowoleniem i przede wszystkim samouspokojeniem. Przyjście na świat Ich córeczki, a mojej wnuczki Kornelii -/ która po ojcu, ad hoc  otrzymała nazwisko/, zaistniało dla mnie wielkim uznaniem i odpowiedzialnością młodego człowieka – dzisiaj mojego zięcia, drugiego syna, którego szanuję i doceniam za życiową dojrzałość, miłość do mojej córki i narodzonej latorośli, którą nazywam – Kruszynką.

Podjętą przez młodych – „WIELKĄ PRÓBĘ wspólnej drogi „,  z perspektywy upływu pięciu lat Ich znajomości, na podstawie  wspólnych przeżyć, ustawicznych kontaktów, osobistych obserwacji, wg aktualnego szkolnego taryfikatora, oceniam na szóstkę –  /kiedyś wystarczyła piątka, ale to moje szkolne, jakże odległe czasy/.  Nie ważna pozostaje klasyfikacja cyfrą zniewolona, lecz sedno istoty doznań, docenianie tego, co niesie z sobą glorię przeżywania. Taką glorią otoczony, prowadziłem swoją córkę do ołtarza. Dostojnie kroczyliśmy tym, co przez te lata mogliśmy dać sobie najpiękniejszego, czym córka mnie, a ja córkę mogłem obdarować. Muzyka kwartetu smyczkowego Poznańskiej Filharmonii powalała na kolana, Alleluja w wykonaniu diwy Opery Poznańskiej wbijało zadrę rozpamiętywania w doczesność często nijaką, zwykłą, zagubioną w gąszczu prozaicznej egzystencji , jednocześnie tak bliską przeżywaniem uniesień, piękna, które w tym momencie stało się  bliskie na wyciągnięcie ręki. . Jestem głęboko przekonany, iż ceremonia ślubna przeżywana  tą wyjątkową chwilą przez bardzo liczne grono świadków tego wydarzenia, wywrze znaczący wpływ na postrzeganie przez Nich radości jutrzejszego dnia, pozwoli rzucić nowe światło na miłość, wierność, zaufanie. Przepiękna msza, którą proboszcz wiódł przez pola misterium wiary i znaczenia sakramentu małżeństwa oraz wartości RODZINY  – prozą życia podszytej w obecnych trudnych czasach, to niewątpliwie walory oddania, mądrości i realnego – chrześcijańskiego spojrzenia kapłana, który swą mądrością i skromnością ujął wszystkich zgromadzonych na uroczystości ślubu mojej córki Dobrochny z Robertem. Jak wspomniałem – przepiękna, pełna wzniosłej mądrości msza. Również przepięknie przebiegało weselne przyjęcie w lokalu na poznańskim Sołaczu. Wspaniała muzyka, konkursy, o jedzeniu i trunkach nie wspomnę. Wszyscy bawili się wspaniale do białego rana. Aby opisać przeżycia związane z całokształtem tego wyjątkowego wydarzenia, musiałbym zarezerwować miejsce na sążniste opowiadanie, być może – powieść. Wrócę tylko do momentu, gdy przed weselnikami wygłosiłem swój wiersz – dedykację umieszczoną w laurce dla MŁODYCH od rodziców: Anny i Zygmunta. Utwór ochrzciłem  tytułem:  „ZAŚLUBINY”…

ZAŚLUBINY

Dobrochno – Robercie, bądźcie silni miłością!

Nieście ją w szczęście wspólnych nocy i dni!

Tak niewiele potrzeba, gdy serce o sercu śni,

gdy każda chwila jest wspólną radością.

 

Sakramentalne – TAK – to drogi początek.

Niechaj ta droga będzie Wam łaskawa,

los sprzyjał, gości zabawa i to co najpiękniejsze,

sercu drogie – wokół Was gromadka dzieciątek!

 

 

 

 

 

 
komentarzy 7

Kategoria: OGÓLNA

 

NIESPOKOJNY SEN NASZYCH WIESZCZÓW

29 Cze

Tak się składa, że każdy autor wierszy, które doczekały się publikacji na łamach prasy literackiej, /szczególnie tej o zasięgu ogólnokrajowym/-  odczuwa /bez fałszywej skromności/ – satysfakcję. Fakt ten, stanowi bowiem o docieraniu jego utworu do szerokiego grona odbiorców, dając Im możliwość prowadzenia osobistej selekcji utrzymanej w tonacji: „TO JEST TO”,  lub ” TO DO MNIE NIE PRZEMAWIA”. Należy podkreślić z całą mocą, iż redaktorzy periodyków literackich, wykazują wielką wrażliwość i znawstwo oparte na profesjonalnym  „wyczuciu” aktualnych trendów buzujących w tyglu poezji, jak również dostrzeganiu tych twórców, którzy żeglując swym wierszem, twardo trzymają kurs na port klasycznej liryki wspomaganej westchnieniem: Asnyka, Leśmiana, Jastruna, Grochowiaka, Gałczyńskiego, itd. Z uwagi na ojczyźniano – słowiańskie narodowe tradycje –  zawsze coś nam w duszy gra... ta muzyka przenikająca inspiracją wypływającą ku piszącemu, stanowi o esencji Jego twórczych zmagań. Za pośrednictwem narodzonego wiersza dociera do czytelnika, który czytane utwory z łatwością -/nie zawsze tak być musi/ – wyśpiewa kiedyś własną wrażliwością. I tak, koło zamyka się klamrą słowiańskiej wrażliwości, postrzeganiem piękna tam, gdzie ukryte za parawanem radości, bądź smutku, czeka na tego, który za pośrednictwem słowa drukowanego wyzwoli je, wydobędzie na światło dzienne, obudzi akordami melodyjnych wersów wiersza, stając się tym samym orędownikiem, współautorem boskiej gloryfikacji SŁOWA. Poezja  tym samym staje się boskością. Zawsze tak było – począwszy od KLEMENSA JANICKIEGO, namaszczonego w średniowieczu  laurem papieskim, który do dziś w pojęciach krytyków literackich świata uważany jest za pierwszy „NOBEL W DZIEDZINIE LITERATURY”.

/Pomnik Klemensa Janickiego –  przed Starym Rynkiem w Poznaniu/.

Teraz bez patosu, ku chwale ojczyźnianej jedności, która poezją zrodzona trwać winna mądrością naszych wieszczy, którzy dzisiaj w grobach często nie zaznają spokoju. Ich serca ciągle żywe, pulsują nadzieją odrodzenia romantycznego spojrzenia na świat, odrzucenia wszelakich przywar zdeterminowanych: prywatą, chciwością, zawiścią.

I tu – chwała redaktorom prasy literackiej za to, że mimo kłopotów finansowych, potrafią wytrwale nieść „kaganek oświaty” i z wielką desperacją -/nie bójmy się tego określenia/ – podążają do przystani KULTURA, bez której istnienie, rozwój intelektualny, pielęgnowanie tradycji itp. – /tak głośno teraz o miłości do ojczyzny/ – byłyby pustymi sloganami rzuconymi na wiatr, zapisanymi wielkimi  literami ojczyzny zatraceniem.

Moje – ciut eseistyczne wywody mogą wielu wprawić w zakłopotanie. Począwszy od Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego -/ w tym miejscu wypada mi podziękować MINISTERSTWU za przyznaną mojej skromnej osobie głoszącej swój wiersz na terenie kraju,  odznakę „ZASŁUŻONY DLA KULTURY POLSKIEJ”/, ministerstwu,  które bardzo oszczędnie traktuje nakłady na kulturę, / w tym przypadku – nie mam osobistych pretensji do ministerstwa, nawet w świetle pytania mojej żony o kopertę przy okazji tak wspaniałego wyróżnienia. Idąc dalej , bez osobistych zniechęceń,  można twierdzić, iż skromne dotacje na kulturalną działalność związaną z „regionalną duszą towarzystwa” – kręgami samorządowymi – są żebracze. Jeżeli można znaleźć wysokie dotacje na Koła Gospodyń Wiejskich, dlaczego Kultura Słowa musi żebrać o grosze ? Czy tak w dzisiejszej dobie, czasie wydawania olbrzymich pieniędzy na zbrojenia, socjal -/nie do końca uzasadniony/ – można zapominać o KULTURZE?  Sami sobie kopiemy grób, grób zatracenia jedności narodowej, grób rozdarcia, grób klęski następnych pokoleń.

Rozbiory, to bolesne wspomnienia literami historii zapisane; to mimo wszystko jedność  narodowa, która KULTURĄ SŁOWA,  jego gloryfikacją pozwoliła odrodzić się naszej ojczyźnie po stu latach niebytu na mapach świata.

Wracając do wydawców, którzy moją poezję dostrzegają;  ku Ich i mojej chwale zamieszczam publikowane utwory, które wyszły  spod mojego pióra. Wystarczy wejść w zakładkę, klikając  – „Wiersze, fraszki, aforyzmy”.

Jak zawsze – czekam na opinię czytelników.

 
 

SALON SWOBODNEJ MYŚLI

23 Maj

Wczorajsze spotkanie w Salonie Swobodnej Myśli prowadzonym przez inicjatora tej cyklicznej imprezy – Krzysztofa Galasa, miało charakter wyjątkowy.

Bohaterem spotkania był poeta, krytyk literacki, animator kultury – JERZY GRUPIŃSKI . Opady deszczu nie stanęły na przeszkodzie wielu sympatykom twórczości Jerzego, którzy dość licznie zasiedli w wygodnych fotelach Salonu. Z wielkim zainteresowaniem wysłuchaliśmy wspomnień poety dotykających Jego dzieciństwa, edukacji, kontaktów z wieloma osobami, które na zawsze zapisały się w biografii  bohatera spotkania. Uczestnicy wczorajszego Salonu recytowali wiersze poety, wybrane według uznania z bogatego zbioru wydanych przez Jerzego książek poetyckich.  Kilka swoich wierszy przedstawił sam autor. Padały pytania, dyskutowano o źródłach  inspiracji artysty, itd. Punktem kulminacyjnym było wręczenie Statuetki Władysława, przyznawanej wyjątkowym twórcom przez Kapitułę. Należy podkreślić, iż wyróżnienie to – zaistniało z inicjatywy Krzysztofa Galasa i zaakceptowane przez władze ZLP Oddział Poznań, stanowi zdecydowany akcent przywołujący pamięć o WŁADYSŁAWIE REYMONCIE – pierwszym Prezesie poznańskiego oddziału Związku Literatów Polskich. Nie można pominąć faktu, iż całość imprezy uświetnił występ barda – poety Krzysztofa Galasa, który w duecie z małżonką wyśpiewali utwory poety. Czy jest coś piękniejszego od poezji płynącej na strunach gitary? Czy jest coś piękniejszego od szczerej sympatii i uznania?

Czekamy na czerwcowy Salon Swobodnej Myśli.