RSS
 

Archiwum z miesiaca Maj, 2012

28 Maj

 

Prawdopodobnie działania wokół przygotowywanej do wydania książki powodują, iż w bieżącej twórczości, trudno mi uciec przed klimatami przesiąkniętymi naprawianiem świata w skali mikro – Człowieka i w skali makro – Kosmosu. Wczoraj – późnym wieczorem pojawił się wiersz, który zatytułowałem  – „Podróż z biletem nadziei”. Podobnie jak w wierszu  – „Pełnia…” , przesłaniem tego wiersza jest optymizm, jednak w zupełnie innej odsłonie.

Oto ten utwór:

PODRÓŻ Z BILETEM NADZIEI

 

Życie nasze – pogmatwane

Tak bliscy i tak bardzo od siebie oddaleni

Echo po zachwycie doznań

W zasuszonym bukiecie szelest uniesień

Zakurzony

Marzenia rozmyte  jesienną szarugą

Zaplątany w pajęczynie wspomnień Czas

      To cud

     Ciągle stąpamy po zielonych łąkach

 

 

– Zygmunt –

 

 

 

 
 

ROZWAŻANIA NAD NOWĄ KSIĄŻKĄ POETYCKĄ, „UWIERZ POECIE”

27 Maj

 

Dwa wiersze, które udostępniłem wczoraj: „Pełnia nie dokończona” oraz  „Inny wymiar„, to efekt moich ostatnich twórczych zmagań.

Nie jestem pewien, czy zostaną zamieszczone w mojej kolejnej książce poetyckiej, której teksty /ok. 80 utworów /- zostały napisane na przestrzeni dwóch ostatnich lat i są praktycznie  – /po stosownej segregacji, czynnościach redakcyjnych/, gotowe do opublikowania.

Zdaję sobie sprawę, że wiersz pt. „Inny wymiar„, doskonale wpisuje się w klimat przygotowywanej do wydania książki pt. „UWIERZ POECIE”. Stąd wahanie. Podejrzewam, iż wynik tych rozważań, będzie pozytywny dla tego utworu  i zagości on na kartach książki z tego względu, iż dokonywanie wyborów – to esencja naszej egzystencji, tylko nam przypisana. Książka – będzie bowiem zbiorem wierszy mówiących o permanentnej ambiwalencji uczuć, huśtawce doznań w postrzeganiu drugiego człowieka, przeżywaniu dzisiejszego świata, miażdżącego nas swoją różnorodnością. Zbiór utworów o filozoficznym zabarwieniu, ma przybliżyć czytelnika do odkrycia dawno temu odkrytej prawdy, że to ON – swoją wrażliwością, ciepłem przeżywania tego co piękne, odrzucaniem zjawisk emitujących chłód uczuć, decyduje o sobie, a tym samym o losach innych ludzi. Pozostaje nadzieja, iż przesłanie tych wierszy zostanie odkryte i w sercach zapisane.

Po raz pierwszy, tytuł wiersza przeniosłem na tytuł książki. Stanowi on bowiem swoiste credo człowieka, który tak jak w przysiędze Hipokratesa winien pomagać, a nie szkodzić. Przyjęcie i uwewnętrznienie pozytywnych wartości utworu poetyckiego, to najlepsze antidotum na zgniliznę tego świata.

Oto wiersz tytułowy:

 

UWIERZ POECIE

 

Jeżeli przetrwasz dotyk lęku

rozrzutnego nie oszczędzaniem

oszczędnego rozrzutnością

w ciepłym uśmiechu rymu

w chłodzie bieli wiersza

pozostaniesz Słowa 

nie – ulęknieniem 

Tak więc – nie odkryję Ameryki jeśli stwierdzę, iż najważniejszą rzeczą jest to, co dobrego pozostawimy po sobie. Wszelkie nasze ułomności w zderzeniu z naszymi osiągnięciami, będą nam wtedy na pewno wybaczone. Ba!  Pójdą w niepamięć.

Teraz – jeszcze kilka wierszy z przygotowywanej do wydania książki : UWIERZ POECIE.

 

TO TYLKO

               ZAMIANA

Pozostanie przy mnie

twój pierwszy gest

Gest niedzielnego pozdrowienia

Wszystkie święta Świata

zamienię na powszedniość

odbicia twej twarzy w lustrze

Znajdę dla niej wolne miejsce

w starym srebrze ramki

na fotografie

  – Ciebie mamo

  kochać nie przestanę

 

KIEDYŚ SZYBOWAŁEM

/ZNAM SIĘ NA TYM TROCHĘ/

 

Lot

Lot bez końca

do gniazda uwitego

przekleństwem powrotów

Czas rozpamiętywania łez poza  zasięgiem skrzydeł

Ich łopot pożera smugę poranka jasności

Przetrącone świstem bólu powietrza

trzaskiem łamanych konarów

zapisem czarnych skrzyń

dosięgają wieczności

– To nie ja brzozy

posadziłem

We mgle

We mgle

 

TO NIE TEN MOTYL

 

Ćma

Zwabiona światłem świecy

stuka w szybę rodzącego się wiersza

Północ

Pół pocałunku

Połowa pieszczoty

Wiersza pół

– Na co mi twój Cały dramat

mgnienia różu świtu…

Ja

dotykam złota gwiazd

tylko na chwilę

dniem uśpionych

 

 

Z serdecznym pozdrowieniem – Zygmunt Dekiert

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

26 Maj

INNY WYMIAR PRZEBACZENIA

 

Pogoń za smużką dymu z papierosa

Grymas na twarzy po pierwszym kieliszku

To prawda

To ja

Samobójca powolny

Moje płuca wypełnione śpiewem ptaków

Żołądek burczy wiatru melodią

spadającą z wierzchołków cmentarnych brzóz

w nieosiągalną abstynencję bohaterów

nałogami zbawionych

 

 

 

 

26 Maj

PEŁNIA NIE DO KOŃCA

 

Twoja radość

W dłonie złowiłaś Księżyc

Nie byle jaki

Pełny

Twoje oczy pełne blasku

Dłonie pieszczot

Pocałunki przelane srebrnym kruszcem

Zniewolony na progu zachwytu

pustką smutku wypatruję

Słońca

 

 

 

77 MGNIEŃ SŁOWA

07 Maj

 

 

Czwarta książka została opatrzona takim właśnie tytułem.
Jej motto, to aforyzm spod mojego pióra –
Wzburzona rzeka słów. Tama wiersza. Słowo – wyciszeniem.
Pozycja ta została wydana wraz z płytą CD, na której czytelnik znajdzie ok. 40 wierszy w moim wykonaniu, wzbogaconych muzyczną ilustracją Jacka Jabłońskiego i Jakuba Bylińskiego. Przedsięwzięcie zostało zrealizowane w Studio 3MIEL RECORDS. Grafika okładki książki i płyty – Krzysztof Rzepka. Autor fotografii na okładce – Krzysztof Ratajczak.
Książka zawiera wiersze wpisane w dwa rozdziały: LIRYKA OD STU i CZAS OD ZERA.
Starym, dobrym obyczajem, przytoczę po jednym utworze z tych części.

 

 

W części lirycznej – czytamy:

BAJKA – BAŚŃ

Dlaczego nie wierzysz w bajki
Stoliczek sam się nakrywa
Królewna pocałunkiem
z żaby wybudzona
Siódmy las
Siódma rzeka
Na szczycie siódmej góry znajdziesz mnie
Skostniałymi palcami
dotknę twego uśmiechu
Różowym ciepłem dłoni
roztopisz sople wiersza
– Tylko pośpiesz się
Baśnią

Rozważając wymiar czasu w kategoriach: przemijania, rozstań, powrotów itd., w drugiej części książki, czytamy m. innym:

PASJANS

Północ
Godzina duchów
w ciszy jednej wystraszonej wskazówki
Druga
w ponumerowanym pejzażu tarczy zegara
przykucnęła za obawą krzyku
Wahadło
w monotonii pieszczoty kolejnej sekundy
Zgrzyt kurantów na odległość szeptu
Dotyk poematu nocy
Grzech w przemarzniętej aureoli księżyca
Talia kart…
– Dama kier
spóźnionym wyznaniem
za kwadrans dwunasta
Damą Białą

Autorką posłowia do „77 MGNIEŃ SŁOWA” – jest Jolanta Szwarc. Wspaniała poetka
i kompetentny krytyk literacki, która nie szczędzi batów poetom, którzy wg. Niej na baty zasługują.
Jestem bardzo kontent, iż znalazła „coś” w mojej poezji, co dało Jej asumpt do  aptekarskiej wręcz analizy wierszy zawartych w mojej książce i że nie zostałem wychłostany.
Jeszcze jedna informacja. Książkę promowałem jesienią 2010 roku, podczas Godskitchen,
w  Arenie – Poznań.
Była to wyjątkowa okazja do dyskusji z uczestnikami tej imprezy, głównie na temat efektów połączenia muzyki ze słowem, /intra mojego autorstwa/- obrazem, tańcem i światłem dopełniającym przeżywanie tej jednej, jedynej chwili -/trwającej całą noc/ – na którą czekają fani nie tylko z Polski.

 

DYWAGACJE OKAZJONALNE

07 Maj

 

 

 

W roku 2008 – Dom Wydawniczy Harasimowicz, wydaje moją trzecią książkę poetycką,
pt. „ DYWAGACJE OKAZJONALNE”.
W rozdziale pierwszym – ECHA TYM CO ODESZLI – wspominam wierszem: Jana Pawła II-go,
Klemensa Janickiego, Nikifora, Marka Grechutę, Czesława Niemena,  i innych, o których nie wolno nam zapominać. Oto jeden z utworów tej części:

 

 

 

 

TO TY CYPRIANIE – KAMILU

Bóg tylko udaje,
że o nas zapomniał.
My – udajemy, że pamiętamy.

Nie zabrałeś mnie do Nikąd…
Szczyt piramidy słowa.
Błękit nieba dotyka kolędy.
Muzyka wierszy spod klawiszy
upadłego na bruk fortepianu.

Kolejne rozdziały książki, noszą tytuły:
SACRUM… TAKIE SOBIE, GRZESZNE MYŚLI NAŁOGAMI PISANE, REFLEKSJE CZASAMI EKOLOGICZNE, ONO ONA ON i COŚ WŁASNEGO DLA…
Wiersze dotykają człowieka, który jest zdany na ustawiczne branie się za bary ze Światem.
To są wspomnienia, żal za tymi co odeszli, to dzień dzisiejszy niosący uśmiech i łzę, to także jutro, które już dzisiaj wyzwala określone emocje, nadzieje, pragnienia, tęsknoty…
Po  wydaniu „Dywagacji okazjonalnych”, mając również w swym dorobku publikacje wierszy
w almanachach pokonkursowych, antologiach, prasie literackiej; po kilku spełnieniach prozatorskich /esej, krytyka literacka…/, zostałem przyjęty do grona członków Związku Literatów Polskich. Dzieje się to wszystko, w 10-tą rocznicę mojego zmagania się z wierszem.
To „ zmaganie się” – to wcale nie przesada. Zdarza się, iż praca nad wierszem wyciska siódmy pot.
Piszącemu, szanującemu swe pióro, a przede wszystkim Czytelnika zależy, by utwór dotykał nie tylko pięknego słowa, wysublimowanej metafory, lecz przede wszystkim płynącej słowem rzeki filozofii.
Na okładce książki – znajdziemy wiersz, który tę prawdę w pewien sposób przybliża.
Utwór zatytułowałem:

RUCH JEDNOSTAJNIE NIEZBORNY

Zielonowilgotna wiosna
Błękitnoupalne lato
Jesień złotodżdżysta…

Srebrnopuszysta biel
stępioną kosą
gasi zapachy
kaczeńców
róż
astrów
Upadek flakonu
Bzy…
Ulotna mgła
ponadczasowości

Jak wynika z przedstawionych tytułów rozdziałów książki, każdy czytelnik wierszy winien znaleźć coś dla siebie, o sobie, o wrogu i przyjacielu.
Na pewno nie będą to poszukiwania uciążliwe, nachalne, smętne.

POETYCKA SKLEROZA

rzeki leniwym nurtem
księżycem w gwiazd pióropuszu
lasem strzegącym muchomora
łąką w umizgach stokrotek
wszędobylskim ostem
róż wyniosłą zadumą
zdradzę tajemnicę wiersza
tylko tobie
opowiem o wietrze marudzącym
mówiłeś już o tym
sto razy

Jestem pełen nadziei, że Czytelnik przywołując „swój” wiersz z tej książki, w chwilach zadumy, refleksji, będzie wracał do niego. Może raz, może dwa, a może sto razy, mimo, iż pojęcie sklerozy będzie w Jego przypadku całkowicie obce, może nawet (czego serdecznie życzę), nigdy wystąpi.

 

ŁZA POMARAŃCZY

07 Maj

       To moja druga książka poetycka. Została również wydana przez Dom Wydawniczy Harasimowicz.
Zbiór wierszy utrzymanych w  tonacji subtelnej, wyszeptanej erotyki.
Autor okładki –  Krzysztof Rzepka,
Wydana w roku 2006.

Głowy kobiet – grafika komputerowa, jest dziełem mojego przyjaciela, poety, malarza, fotografika – Leszka Lamenta.
Używam określenia „książka poetycka” , a nie „tomik” zupełnie świadomie, gdyż moje publikacje  zawierają w swej objętości zdecydowanie więcej utworów poetyckich, niż jak to bywa
w tomikach, od dwudziestu do trzydziestu wierszy. Moje pozycje książkowe, to sześćdziesiąt  do   siedemdziesięciu wierszy, czasami nawet ciut więcej. Nie chcę przez to powiedzieć, iż tym sposobem jestem lepszy od innych wydających swe wiersze poetów. Objętość publikacji, nie ma nic wspólnego z poziomem, wartością literacką dzieła. Bywa tak, iż jeden utwór wywoła percepcyjny szok. Zdarza się, że kupuję tomik, książkę poetycką li tylko dla jednego, dwóch wierszy, które ad hoc odkryłem podczas pobieżnego czytania w księgarni, przy półce z szyldem – poezja.
„Łza pomarańczy” – to wiersze, które generalnie /jakie niepoetyckie słowo/ – oscylują wokół Kobiety. Celowo użyłem wielkiej litery, by uszanować podmiot literacki, tak do końca, do dna, do zauroczenia, utraty tchu; bez względu na to, czy wiersz dotyka przeżywania niebiańskiej miłości, czy ta miłość to tylko wspomnienie, nie zawsze dla przeżywającego – szczęśliwe, o którego zapomnienie śle modlitwy do nieba.
Tu wiersz pt.

„DRUGA SZANSA EWY”

jeszcze łza doskonali się solą
w kąciku ust
przyczajony cień uśmiechu
labirynt wspomnień
często bolą
kamieniem
rzuconym ręką człowieka
bez grzechu
pozostało rozgrzebywanie kurhanów
prawie wszystkie ograbione północą
wrócisz o świcie
nagą niewinnością
gadaniem burzanów
zielenią liścia figowego
boso

 

Pragnę, by moja Kobieta w wierszu pozostała zagadką.

Żona ?
Kochanka ?
Jest ?
Była ?
Odeszła ?
Wróci ?
Wiersze dotykające tego klimatu, to ciągłe poszukiwanie, odkrywanie czegoś, co jak nam się wydaje, dawno temu zostało odkryte. Pozostaje jednak margines, cień niepewności, nie do końca udowodnionej prawdy, który nachalnie prowokuje do odkrywania świata miłości wciąż od nowa,
z jeszcze większą determinacją. Przytoczę drugi wiersz z książki  „Łza pomarańczy”.

„ENIGMA”

samotni
wśród miliona odmian samotników
licząc na złe wieści
adres chowamy przed listonoszem
brzęcząc przerażeniem
jak rój much
do agonii strzegąc swego strachu
w majestacie tajemnic
pozbawieni chleba
w liturgii małpowanych ukłonów
pijąc zamiennie
wino
whisky
na cmentarzu adresów
w cieniu genealogicznego drzewa
zwątpieniem przerażeni łamiemy szyfry
miłości

Taką właśnie Kobietę – zagadkę, staram się przybliżyć czytelnikowi, a może tylko o niej przypomnieć. To przypomnienie – kieruję nie tylko do mężczyzn. Pod pręgierzem rozmyślań, medytacji, rozważań, stawiam również sam podmiot literacki – Kobietę, która jako bohaterka rozgrywającej się na oczach czytelnika akcji wiersza, sama winna określać swój stosunek do słowa, które zaistniało o Niej wierszem.

Przywołam utwór  pt. „HOMEOSTAZA”

pragnienie
woda
głód
kromka chleba
zalety
wady
brzydota
uroda
nieba kawałek
spada ciemnością
gwiazdy twojej
szkoda

To specyficzne sprzężenie zwrotne, pozwala na bardzo wnikliwą analizę uczucia miłości.
Analizę postrzeganą przez pryzmat wzajemnych relacji, na płaszczyznach jej złożoności- oscylujących wokół pragnień, marzeń, tęsknot, a przede wszystkim – spełnienia.

Książka poetycka – „Łza pomarańczy” – to swego rodzaju subtelna erotyka przeżywana wierszem tego, co dotyka nas każdego dnia – o nocy nie wspomnę. Pozwala zanurzyć się w  realny do bólu świat tęsknot, marzeń, tego co na pierwszy rzut oka jest w zasięgu ręki, a w ręce uchwycone – przesiewa się piaskiem szemrzącym w klepsydrze.

Atmosferę tajemniczości Kobiety i jej zgłębiania, które jak wiemy nigdy nie doprowadzą nas do celu – oddałem /mam taką nadzieję/ – wierszem, który pieczętuje „Łzę pomarańczy”.

„OCALENIE”

napiszę wiersz
we mnie
zatrzymam
ciszą oczu wielkich
okrągłością marzenia
wiersz
w tobie napisany
zgubiłem goniąc
wiatr
to był składak
…tylko

Rozważania na temat miłości spinam klamrą niedopowiedzenia.
Tajemnicą, która nosi imię – Kobieta.

Rozgadałem się, a wystarczy przeczytać wiersze !!

 

AFRODYTA W ZAPACHU TĘSKNOTY

07 Maj

      Po wygraniu ogólnopolskiego konkursu poetyckiego POZNAŃ POETÓW wierszem „XXI WIEK”, w roku 2003, /a feta była wielka – 750 lat lokacji miasta Poznania/- uwierzyłem w swoje literackie możliwości.

W tym miejscu, należy się podziękowanie koleżance- Marii Weber, która wierząc w moją poezję, zmusiła mnie praktycznie do tego, abym wyjął wiersze z szuflady i wziął udział w tym konkursie.
Nagrodzonym wierszem zaistniałem na łamach pięknie wydawanego miesięcznika – Gazeta Zamkowa.
Nie ukrywam – rozstrzygnięcie konkursu było dla mnie totalnym zaskoczeniem.
Z wielu tysięcy wierszy, bardzo „łebska, profesorsko – filologiczno – literacka Komisja”, nagradza mój i dekoruje moją – trochę już posiwiałą łepetynę laurowym wieńcem.
Dom Wydawniczy Harasimowicz, proponuje wydanie /własnym sumptem/, moich wierszy.
Ponieważ przez pięć lat mojej przygody z poezją nagromadziło się sporo utworów, które do tej pory  faktycznie leżały spokojnie w szufladzie, przystąpiłem wraz z Wydawcą do konstruowania książki.
Afrodyta… zostaje wydana w roku 2004.
Jest to zbiór wierszy, podzielony na trzy rozdziały, noszące tytuły:
DOJRZAŁOŚĆ MIRAŻU PIĘKNA – OD AFRODYTY DO FATAMORGANY, ROZTERKI CISZY WYŚPIEWANEJ – OD OFIAROWANIA DO ODLOTU ŻURAWIA TĘSKNOT
i ostatnia część CHŁODNE SŁOWA NOCY – RAJSKA ĆMA ZAGUBIONA W PANTOMIMIE.
Przytoczone tytuły, w miarę jednoznacznie wprowadzają czytelnika w liryczny klimat książki.
To dzieje się na prawdę.

Utwór pierwszy w tej książce pt. „Wenus”- dotyka starożytnej kultury, /Rzym – Grecja, Afrodyta – Wenus/ – brzmi jednak melodią dzisiejszego przeżywania miłości, jej poszukiwania.

Świat antyczny, mimo iż tyle z niego czerpano, ciągle pozostaje źródłem inspiracji, nowych poetyckich odkryć, a tym samym nowego wiersza, niosącego w sobie dzisiejsze przeżywanie.
Wiersz praktycznie tytułowy, brzmi:

WENUS

dotykasz mnie zastygłym ciepłem
światła oczu
drżeniem skamieniałego na ustach uśmiechu
zacieśniasz antycznych uniesień krąg
z morza namiętności
z piany fal grzechu
wynurzasz się piękna
biegam szalony
w poszukiwaniu twych rąk

W tej sytuacji, czuję się sprowokowany do przedstawienia kolejnego – tym razem nagrodzonego wiersza, który jak by nie było otworzył mi drzwi do kontaktu z czytelnikami, a to dla piszącego wiersze, podstawa poetyckiej egzystencji.

XXI WIEK

w natrętnym bluszczu
srebrna pajęczyna
mruga diamentami poranka
stąpam ostrożnie
by nie strącić łzy
w przepaść studni
której żuraw odleciał
bez pożegnania
jeszcze w tamtym wieku

Porównując te wiersze, mamy do czynienia z dwoma rodzajami literackiego warsztatu.

Wiersz rymowany i wiersz biały – wolny – swobodny, pozbawiony rymowanej sukienki, a jednak oddający w sposób melodyjny /jak subiektywnie uważam/, całą dramaturgię przemijania.
To przemijanie, nie musi być traktowane w kategoriach tragizmu, do końca serio… Żuraw przyleci
z ciepłem wiosennych dni, tak jak powrócą wspomnienia, które gdzieś głęboko zapadły w nasze serca.
Wiersz „zamykający” – Afrodytę…, to:

CZAS PANTOMIMY

Dźwięk kamertonu
Pęka struna rażona rezonansem
Żalem przebija krtań
Wrzask milczenia
zawisł starym paltem
w szatni spalonego teatru M-3
Żeton bólu toczy się ciszą
po kafelkach posadzki agonii dźwięków
Tej nocy
nie muszę uciekać
przed chłodem słów

Tu zamiast słów komentarza – pytania :

Czy nasze „M” nie jest swego rodzaju teatrem?
Czy w naszym „M” nie rozgrywają się spektakle o różnych emocjonalnych zabarwieniach?
Nie chciałbym sugerować interpretacji wierszy. Jestem przekonany, że każdy z czytelników ma prawo do osobistego przeżywania wiersza.

Będę szczęśliwy, gdy znajdzie w nim siebie, swoje spełnione marzenia, osobiste pragnienia i własnym piórem, długopisem, ołówkiem dopisze do mego utworu swoje wersy.
Tylko taki wiersz przetrwa w pamięci.
Tylko taki wiersz pozostawi ślad w naszym intymnym świecie doznań.