RSS
 

Archiwum z miesiaca Kwiecień, 2013

CZAS WIOSNY – CZASEM NADZIEI

30 Kwi

WYRAFINOWANE METEO

 

Krople deszczu

ciepłem wplątane we włosy

Wiatr

targa poły płaszcza

Zjawiasz się cumulusem

Patrzysz słońcem

w moje chmurne oczy

– Nie na próżno

śledziłaś prognozy

 

ZEGAREM POTARGANA NADZIEJA

 

Nieruchomy wahadła akapitem

milczący melodią kurantów

osamotniony żółtym liściem

zastygły pytaniem

– kochasz

z dna studni upadłego czasu

wyławiam sens

… zauroczenia

 

 

 

DO MOICH WIERSZY W – ŁZIE POMARAŃCZY- ZATRACONYCH…

29 Kwi

 

Rozwodząc się troszeczkę w sprawie spotkania z wierszem Edyty Kulczak i Tadeusza Stirmera, przywołałem moje studium wiersza, poświęconego Kobiecie. Wiersza pisanego męską ręką. Powołałem się bałwochwalczo, na opinię krytyka, który prawdopodobnie tak  jak ja , nie dzieli poezji na męską i damską.  Aby temat tych rozważań zamknąć, /nie koniecznie definitywnie/, przywołuję swoje wiersze z książki poetyckiej, wydanej w roku 2006 – tym, ŁZA POMARAŃCZY, o której przed chwilą wspomniałem.

Mam nadzieję, że czytelnicy odwiedzający moją stronę, dopatrzą się obiektywnej / w tej sugerowanej jednak sytuacji/ – prawdy płynącej wierszem. Tak się składa, składało i składać będzie, że to Kobieta trwa w ciągłym pogotowiu,  z całą wyzwoloną lub na wyzwolenie czekająca tajemnicą władania męskim rodem. Sądzę, że mimo wszystko, dzieje się to  ku naszej chwale.  Sytuacja nad wyraz skomplikowana.  Dylemat.  Jak to jest ?   ONA – czy ON ?   Gdzie w sukurs sensu, idące w bezsens – parytetowe zwycięstwa?   Najważniejsze, że wszystkie Kobiety są nasze – tak samo jak Dzieci!   Spoglądając na Ziemię, która nigdy nie pozostaje w bezruchu,  możemy jako nieruchawi mieszkańcy Europy, bez obaw stąpać do dołu głowami , po  skażonych słońcem Antypodach.  Zachować umiar, tolerancję i współczucie, dla cierpiących nadmiarem  opalenizny kangurów.

 

MIKOŁAJOWA PRZEWROTNOŚĆ

 

Wstrzymać Ziemię

Ruszyć Słońce

Wiersz

w malignie kompozycji…

Pod stopami

nieruchoma Ziemia

Wschodzi Słońce

To z tobą

słoneczniki wirują w tańcu

 

Moja refleksja – / po kilku latach od publikacji tego wiersza/, wygląda następująco: – Mikołaj Kopernik nie miał nic do powiedzenia w odniesieniu do kangurów. Nic nie wiemy o Jego stosunku do opalenizny, miłościach pod Słońcem.  Osobiście wierzę w Jego umiłowanie Ziemi pachnące erotyką, za sprawą teleskopu.  Widzę na własne oczy  – / teleskopu pozbawiony/, że sprawcą heliocentryzmu, byłaś Ty – córko moja, której sam nadałem imię – Dobrochna.  Pozostałaś i trwasz  wierszem Gwiazdy Polarnej, która rodzi się ciemnością nocy i przetrwać musi  dniem w słoneczność  jutra.

Dzięki Tobie, naga prawda mojego wiersza, w Słońca majestacie, zapisana w liczniku ułamka niewłaściwego, krąży na orbicie matematycznie wręcz wyliczonej wiary w drugiego człowieka.

Aby sprostać astrologicznym akordom Dobrochny, dziś kobiety, spod ręki  faceta o imieniu – Zygmunt, Jej rodzonego ojca, wypływa wiersz, godzący w kolejną, zupełnie przypadkiem odkrytą galaktykę.

Z niewłaściwego ułamka, wyłączam całość.  I właśnie  tu pojawia się studium Kobiety. Rodzi się wiersz – w subtelnej tonacji erotyki, którego tajemnica przepada w nieskończoności  matematycznego unicestwienia.

 

DELIKATNOŚĆ LICZENIA

 

Opuszkami palców

liczę ciepło twego ciała

Wargi

Oczy

Dłonie

Suma szeptów

Lśnień

Woni aksamitu

     – zapada niewiadomą

 

Patrząc przez pryzmat  miłości, temat kryminalistyczno – kryminologiczny, nie jest mi obcy.  Jestem tylko zdany na  niuanse miłości popełnionej, lub nie. Świadomej – lub nie. Grzesznej – lub nie.   Proces poszlakowy, który  siłą Słowa na zakrętach demokracji , werdyktem niezawisłego demokracją Sądu, w świetle serwowanych wyroków przez Sąd Ostateczny –  zgodnie z  poprawką do PRZYKAZAŃ,/ numeru poprawki nie pamiętam/,  dotyczącą niezbadanych wyroków boskich- zostaję siłą  wiersza – uniewinniony!   Wiersz nie należał do najpiękniejszych. Było to samobiczowanie, ratujące domniemane czarownice przed płomieniami stosu.   Co się stanie, gdy w odwecie zagadam wierszem, który sam sobą zaoferuje : łamanie kołem, łoże Madeja, o innych, przygodach z widmem Kostuchy w tle  – nie wspomnę. Mając na uwadze nowe możliwości ścigania, naukowe metody w dochodzeniu prawd obiektywnych – jako poeta, nie mam  szans uchowania się przed Temidą. Najlepiej – zachować milczenie. Nie przyznawać się do miłości.

 

NIEKONWENCJONALNA

         ODPOWIEDŹ

 

Cień wyobrażenia

zastygł rzeczywistością

Stajesz naga pytaniem

Odpowiadam

śladami linii papilarnych

na twych udach

piersiach

– sercu

 

Głupio będzie, jeżeli w glorii przypominania wierszy z książki – ŁZA POMARAŃCZY – nie przywołam utworu, który decydował o tytule książki.

Głosy na temat tego wiersza – były różne.   Dopowiedzieć – niesiony moim totalnym zrozumieniem –  utonął  tajemnicą niedopowiedzenia znawców.  Zaistniał swego rodzaju sporem. Może właśnie o to w poezji chodzi?

  Może odrobina mistycyzmu, prowokuje do kompleksowego przeżywania Świata?

 To tylko moje pytanie. Po kilku  latach od  publikacji wiersza, nie mam na ten temat jednoznacznej odpowiedzi. Ocena – należy do tych, którzy teraz dotykając wiersza, dotykać go będą również w przyszłości. Dzisiaj budząc się – jutro, zasypiając z jego strofą pod poduszką.  Oto wiersz :

 

DOPOWIEDZIEDZIEĆ

 

Jeszcze dotyk

Gest

Wyznanie

Drżenie chwili

Smak makijażu

Piękno

podparte wykrzyknikiem…

Usta

w indyczym tłuszczu

Toast

za pestki pomarańczy

Jeszcze słodka łza

zapamiętana zygzakiem

na zakurzonym bucie

Jeszcze…

 

Idąc dalej – jeszcze nadzieja na przywołanie następnego wiersza.  Bardzo chętnie się nim podzielę.  Niesiony twórczą wyobraźnią, nocnym Markom mówię  – DOBRANOC, rodzącym się wierszem, spowiedzią szeptaną w konfesjonale nadziei rozgrzeszenia, gdzie ONA – KOBIETA  nadstawia ucha.

 

MIRAŻ POKUTY

 

Dotyk szaleństwa

Pieszczot zniewolenie

Rozrzucone grzechy nocy

Łóżko

Dywan

Fotel

          Świt

          witam modlitwą

 

 

Kurcze – naprawdę twórcza noc!!!!!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 
 

UNOSZĄCA W SZYBOWCU SWÓJ WIERSZ – KRYSTYNA GRYS Z LESZNA

29 Kwi

Piątkowe popołudnie.

26-ty kwiecień.

Siedziba Związku Literatów Polskich w Poznaniu.

Wielkie wydarzenie!   Spotkanie z KRYSTYNĄ GRYS, poetką z Leszna.   To Jej jubileusz.

20 – lat pracy twórczej. 

Sala wypełniona do ostatniego miejsca.

Przyjechał Prezydent Miasta Leszna.

Spotkanie otwiera Prezes ZLP  – Paweł Kuszczyński.  W głoszonych laudacjach, podkreślano wielkie zasługi Krystyny Grys. Szczególnie ciepło i z wielką znajomością dokonań poetki, wystąpił literat, krytyk literacki, członek Kapituły Nagrody Marii Konopnickiej, goszczący w Poznaniu – Dariusz Lebioda.  Wiele braw, sto lat, dla laureatki, która nagrodę im. Marii Konopnickie, właśnie tu, w czasie tego spotkania, odebrała z rąk wspomnianego członka Kapituły.

Tak się składa, iż kilka lat temu, z uwagi na moje uczestnictwo w Biesiadzie Poetyckiej organizowanej przez Publiczną Bibliotekę im. Stanisława Grochowiaka w Lesznie, poznałem poetkę Krystynę Grys –  osobiście.  Ba!  Stawałem z Nią w konkursowe szranki.  Bez względu na wyniki konkursów, byliśmy i jesteśmy przyjaciółmi, doceniającymi wartość Słowa, tego płynącego z Leszna i tego wysypującego się z worka poznańską pyrą.

To wielka sprawa nieść poetyckie klimaty w więzienne mury, wytrwale trafiać poezją w serca odbiorców, dojrzałych wiekiem, młodzieży w szkołach i tych maluczkich –  w przedszkolach.  Poezja Krystyny Grys, to nie tylko piękny wiersz. To  apostolstwo wiersza, w jego najczystszej formie głoszenia. Docieranie słowa tam, gdzie książka nie dociera, lub gdy nie ma na nią czasu.  To wielka praca organiczna. To wysiłek twórczy, zaklęty w  falowaniu białych jak mleko włosów poetki, spełnieniem proroczej misji  – kochać ludzi przez słowo, nie do końca wypowiedziane.  To moja sentencja.   Na pewno całkowicie akceptowana przez Krystynę Grys.

Gratuluję JUBILATCE!

Może kiedyś i ja doczekam takiego splendoru?

Muszę tylko się starać. To trudne – jak całki, różniczki.   To proste – jak dodawanie.

Odejmowanie, mimo swej prostoty – w tej chwili zakazane.

 
 

EDYTA KULCZAK kontra TADEUSZ STIRMER

29 Kwi

W dniu 16-go kwietnia, w Klubie Literackim „DĄBRÓWKA” – uczestniczyłem w spotkaniu z najnowszymi wierszami, napisanymi przez Tadeusza Stirmera  i Edytę Kulczak.  Spotkanie bardzo ciekawe, pełne zaskakujących sytuacji, dostarczyło literackiego zachłyśnięcia na sympatycznym, literackim luzie.  Dwie różne poetyki zderzyły się przepięknie, bez żadnych tragicznych konsekwencji. Wręcz przeciwnie. Silna, często nawet brutalna dojrzałością twórczego zamysłu poezja Tadeusza Stirmera, znalazła przeciwwagę w delikatności wierszy Edyty Kulczak, utworach konkretnej, nie wydumanej liryki, wypowiedzianej „męskim” słowem, niosącym do granic pokochania poezji, bez względu na płeć autora wiersza.

Podkreślam przewrotnie – męskim – gdyż nie dzielę i nigdy nie dzieliłem poezji na męską i kobiecą.

Pamiętam, iż byłem dumny z tego, iż jeden z krytyków wypowiadając się o mojej książce – ŁZA POMARAŃCZY, w roku 2006 – tym napisał:  „Wiersze pełne dogłębnej analizy wnętrza kobiety, przeżywania jej radości i smutków, dotykania tajemnic miłości i nienawiści, rozstań i powitań.  Nie chce się wierzyć, że napisał je właśnie poeta rodzaju męskiego – Zygmunt Dekiert.”

Wielka szkoda, że omawiający  utwory Edyty i Tadeusza – dr Sławomir Krzyśka,/zapoznał się z wierszami wcześniej!/ w swych wynurzeniach na ich  temat, nie wykazał -/to moja subiektywna ocena/- błysku dojrzałego krytyka.  Ocena wartości jaką niosły wiersze obojga poetów, została przez recenzenta spłycona, nie do końca przejrzyście wyartykułowana, co uczyniło ją mało ciekawą i nie do końca osadzoną w burzliwych realiach rzetelnej krytyki literackiej, głęboko penetrującej wnętrza autorów i tego co dziełem ich pozostało.  A taką burzę przeżyć, niosły piękne swą bezpośredniością wiersze „poetycko- konkretnego” – Tadeusza Stirmera  i szukającej po  anielskich uniesieniach- przytulenia Ziemi – / wracam do debiutu poetki – książki:  ANIOŁY NIE ZAWSZE SĄ BIAŁE, którą miałem przyjemność recenzować/- nowe, jakże inne w swym dotyku utwory Edyty Kulczak, zapisane jednak tą samą serca wrażliwością.

Z niecierpliwością będę oczekiwał następnych, książkowych dokonań twórców: Edyty Kulczak i Tadeusza Stirmera.

 
 

WIOSENNE PRZESILENIE

25 Kwi

Na temat wiosennego przesilenia – / mimo stosownych kompetencji wynikających z posiadanej wiedzy psychologicznej, nawet tej zwanej kliniczną/  – głosu nie zabiorę. Tyle o tym gadają, dlatego  nie zamierzam włączać się do powszechnego kocio – kwiku.

Fakt – faktem, coś w tym jest!

Może właśnie ta, pożal się Boże chwiejność, apatia powodowana brakiem oświetlenia mózgu – /o totalnej depresji nie wspomnę/  – zaważyła wewnętrznym rozdarciem, zwątpieniem, odrzuceniem prawd zasiedziałych długowiecznością przebywania z sobą, dała asumpt do napisania  wiersza, który narodził się parę minut temu – dokładnie o godzinie 23 – ciej.  Daję słowo.   Słońca wtedy nie było.

Niech żyją koty!  Szkoda, że nie kwiczą. Na pewno o tej godzinie wychodzą na łowy. Ja łowię strofy wiersza.

 

ROZSTANIA – POWROTY

 

Daruj sobie

uśmiech

pocałunek

przytulenie

Odejdź w dal najdalszą

Wysokimi obcasami

wystukaj rozstanie

Kochałem cię

tamtej zimy

Wiosna

deszczem jesiennym

przelana między palcami

Może kiedyś

odnajdziemy lato

Tamtą zimą

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

DARIUSZ TOMASZ LEBIODA – W PAŁACU DZIAŁYŃSKICH

25 Kwi

Piszę ten tekst z marszu… Przed chwilą wróciłem ze spotkania z Dariuszem Tomaszem Lebiodą, poetą, eseistą, krytykiem literackim, fotografikiem, malarzem, wykładowcą Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego, autorem dwudziestu siedmiu zbiorów wierszy, redaktorem naczelnym kwartalnika filologiczno -artystycznego „Temat”.

Funkcji i zasług wielka fura, lecz nie czas aby je wszystkie wymieniać. Pragnę kilka zdań powiedzieć na temat przedstawianej przez bohatera spotkania,  książki poetyckiej / Jego autorstwa/, pt. – BULWAR SINGERA.  Pozycja całkiem świeża,  wydana bowiem  w roku 2012 – tym. Wiersze w niej zawarte, to bardzo osobiste przeżywanie świata zza oceanu.  Świata wielkiego swą wolnością, złożonością zdarzeń,  przeżywania człowieka wtopionego w architektoniczne zawijasy,  świata miłości i jej pogwałcenia  – Stanów Zjednoczonych.  Dariusz T. Lebioda bywał w tym świecie i z sympatyczną premedytacją godną poety,  zamknął ten jakże różny od  n a s z e g o pejzaż,  poetycko – przewrotnym odniesieniem do tego co – TU.  Refleksje głębokie, żywe, przede wszystkim prawdziwe, do końca przemyślane, godzące bezpośrednio w przeżywanie  tej obcej ziemi   i tego co na naszej ziemi,  ciągle pozostaje niedopowiedziane, nie do końca określone w sensie historycznym, w odczuwaniu zaistniałych zdarzeń, które dnia każdego potrafią  bez sensu gwałcić nie do końca dojrzałą  psychikę.   Wiersze  D.T.Lebiody – to realny marsz  autentyzmu przeżywania tego, co dzieje się w Nas.

Może z dala od rodzinnej ziemi, wrażliwość, przeżywanie, doznania, wybuchają z większą siłą?  Pozwalają na spojrzenie zupełnie z innej perspektywy?  Może zmuszają poetę do napisania wiersza, który w ojczyźnie nigdy by nie zaistniał z prozaicznej przyczyny – braku punktu odniesienia?

Aby przybliżyć i jednoznacznie unaocznić  sens wypowiedzi płynący z  utworów Dariusza Tomasz Lebiody, przytoczę pierwsze i ostatnie wersy wiersza z przeżywanej dzisiaj książki, utworu pt. STRUMIEŃ- KOS – NIEISTNIENIE.  Jestem przekonany, że czytelnik doskonale wyłowi i zaakceptuje tę prawdę, którą przed chwilą wygłosiłem na chwałę poety.

 

stojąc na ellis island patrząc na fale

hudson river pytałem siebie

– kim byłem gdy znalazłem

swoje odbicie w świtezi

……..

……..

świat przefrunął przeze mnie

jasnym strumieniem

została dziecinna tkliwość

i delikatność

została nie gojąca się

rana

 

i oko ptaka uważnie sondujące

obszar nieistnienia

 

Poeta, po raz kolejny wybiera się do Chin. Jestem przekonany, iż z tego pięknego kraju, pełnego kontrastów -/ dla poety to gratka/ – przywiezie multum wierszy,  które przekroczą ciężar osobistego bagażu, w odniesieniu do przepisów obowiązujących w portach lotniczych.  Znając urok osobisty Dariusza Tomasza Lebiody,  wiem na pewno, że z tej podróży wróci do nas cały i zdrowy swym wierszem, ku zadowoleniu czytelników.

 

 
 

PO SPOTKANIU Z PAWŁEM KUSZCZYŃSKIM I JEGO NOWYM DZIEŁEM PT.”PORA ZDUMIENIA”.

24 Kwi

Tak się złożyło, że w antrakcie spotkania promującego książkę poetycką autorstwa Prezesa ZLP ODDZIAŁU POZNAŃ, – Pawła KUSZCZYŃSKIEGO, rozmawiałem z Panią Bożeną, /siedzieliśmy obok siebie,  nazwisko piekielnie skomplikowane  – nie pomnę!/ – uczestniczką spotkania i widząc Jej  zainteresowanie poezją, przeczytałem swój wiersz, opublikowany w DWUSETNYM, jubileuszowym, miesięczniku literackim – AKANT , pt. „TO NIE TEN MOTYL”. Pani Bożena stwierdziła, iż jako FIZYK – nie bardzo zna się na poezji,  jednak mój wiersz jest piękny, filozoficznie osadzony i chyba przekona Ją do poezji. To już coś!! To nadzieja, iż Pani Bożena, sama wierszem, ku zdziwieniu humanistów, na chwałę ciągle żywej literatury – zaistnieje.

Wiersz  pt.:

TO NIE TEN MOTYL

/przypominam internautom i tym którzy nie mają dostępu do AKANTU/.

 

Ćma…

Zwabiona światłem świecy

stuka w szybę rodzącego się wiersza

Północ

Pół pocałunku

Połowa pieszczoty

Wiersza pół

 

Na co mi

twój Cały dramat

mgnienia różu świtu

Ja

dotykam złota gwiazd

tylko na chwilę

dniem uśpionych

 

Rozstając się z Panią Bożeną i Jej adoratorem, zupełnie ad hoc, bacząc na Jej profesję -na pożegnanie  palnąłem fraszkę:

 

Bożena !

Dotknie fizycznie wiersza.

Nie ostatnia.

Nie pierwsza.

 

Pozdrawiam Panią Bożenę, w oczekiwaniu Jej fizycznych wierszy, uduchowionych totalną metaforą. To ona stanowi o dramaturgii wiersza. To ona nadaje utworowi  filozoficzny sens, bez którego wiersz staje się grafomańskim potworkiem. Jestem przekonany, iż pierwszy wiersz Pani Bożeny / do którego się przyzna/ – takim na pewno nie będzie.

 

 

PROMOCJA KSIĄŻKI POETYCKIEJ PAWŁA KUSZCZYŃSKIEGO – „PORA ZDUMIENIA”.

24 Kwi

 

Dzień 23- ci kwietna, godzina 17 – ta.

Miejsce akcji: Klub Literacki Nauczycieli Poznania, przy ul Słowackiego.

Temat : promocja książki poetyckiej autorstwa  PAWŁA KUSZCZYŃSKIEGO,    pt.  „P ORA ZDUMIENIA”.

Teresa  Januchta, od lat przewodząca Klubowi, znana z poezji i prozy – sympatycznie, z zachowaniem wrodzonej skromności, tej osobistej i tej w odniesieniu do bohatera spotkania , zapoznała zebranych z bogatą gamą osiągnięć autora książki, tych stricte twórczych – oraz sukcesów,  jakie odniósł i odnosi Paweł Kuszczyński na płaszczyźnie działalności  ZLP, któremu od nowej kadencji  prezesuje.

Pora na podzielenie się osobistymi refleksjami, płynącymi z wierszy  zawartych w książce – PORA ZDUMIENIA, czytanymi wybiórczo przez autora. Utwory zawarte w książce, to zatrzymanie czasu, to rozmyślanie, chwila refleksji znaczona obrazem malowanym za szybą postrzegania Świata przez pryzmat człowieka, wrażliwego, miłującego, szczęśliwego i cierpiącego, który potrafi zatracić się w akordach muzyki, błądzić na palecie barw dni i nocy – jednocześnie nieprzewidywalnego w majestacie rezonansu jutra.  W wierszach poety, odkrywamy fascynację muzyką, malarstwem. rzeźbą, mamy okazję popłynąć w sztukę nad wyraz  interdyscyplinarną, znaczoną wrażliwością poetyckiego oglądu rzeczywistości.

W swoim wystąpieniu, podczas dyskusji nad książką, zaakcentowałem fakt, iż dzisiejsza poetyka Pawła Kuszczyńskiego, w zderzeniu  z utworami pisanymi przed laty,/ tu ukłony w stronę Marka Słomiaka, który przyniósł stosowną, archiwalną dokumentację/ –  jest bardziej łagodna, bardziej subtelna, wypełniona nieskazitelną wiarą w drugiego człowieka.  Tamta, wcześniejsza  poezja, nawet ta z roku 2001 – go, niosła w sobie ładunek buntu, niecierpliwości, oczekiwania, nerwowej szarpaniny.   Dzisiaj w poezji Pawła Kuszczyńskiego dostrzegamy Człowieka w aureoli niespełnionej dobroci.  To ON  jednak  decyduje o losach świata. To JEGO przeżywanie staje się naszym przeżywaniem.   Piramida poetyckich znaczeń – wierszem głoszona.

Na jej szczycie  – Człowiek.

Zupełnie –  jak u Norwida.  Na wierzchołku piramidy, dotykając Nieba  – wszyscy będziemy równi.

Tylko trzeba dosięgnąć jej szczytu.  Dzisiaj, okiem poety, za sprawą pióra Pawła Kuszczyńskiego, gąsienice czołgów nie muszą kaleczyć Ziemi.

Dzisiaj, na naszej Ziemi mają wyrastać kwiaty, które zachwycą swą barwą i aromatem.

Niechaj kwiaty wręczone autorowi po spotkaniu,  nigdy nie zwiędną!!

 

Wiersze Pawła Kuszczyńskiego, muzyka wspaniałego oboisty filharmonii poznańskiej – Tomasza, to musiało zapisać się i na pewno zapisało w pamięci.

 

 
 

WIOSENNE – SZTUKĄ ROZWAŻANIA

22 Kwi

Troszeczkę pauzowałem. Przybywam swoim wierszem…

 

 

KONTEMPLACJA

 

Nagość

myśli

istnienia

Akt kobiety

mężczyzny

Wenus

Apollo

W prostokątach ram

w chłodzie marmuru

więzione pożądania

 

JEST JUŻ NIEBIAŃSKA WIOSNA

13 Kwi

 

Późna pora.  Głęboką nocą znaczona.  Wiersz – rodzi się najczęściej  taką porą. Czasem –  półsnem wytchnienia, chrapania, rozpamiętywania, chwilą przebłysku, która musi być natychmiast zapisana. Rankiem, o świtaniu – pozostanie po niej tylko westchnienie o zaistnieniu i nieopisany żal, za czymś co uciekło i nigdy / mimo wysiłków odtworzenia zdarzeń/ – nie powróci.   Po prostu – przepadło na amen!

Dlatego nie bacząc na późną porę – gramoląc się z ciepłego posłania,  zapowiadany przed kilkoma godzinami wiersz piszę dla Ciebie – który nie śpisz.

 

PODNIESIENIE

 

Niebo…

Znaczone zielenią wiosny

w nadzieję błękitu tęsknoty

Piekło…

Zimnem tortur spada

w czeluść rozpasanej gorączki kotła lata

Świat…

W malignie doskonałości równowagi

mierzonej  homeostazą Archanioła

– Skrzydła

– Miecz

Dłoń Stwórcy

Palec grzesznika

Nektar pity jednym haustem

z kielicha oczekiwań

Zakrztuszeni przyziemną prostotą doznań

dryfujemy na tratwie dotykania doskonałości Nieba

Toniemy w majestacie wiary w koło ratunkowe

własną ręką rzucone w otchłań niezbadanych dotąd pór roku

Wyalienowani mocą oczekiwań cienia

omamieni atłasem plaży

słuchamy gadania  muszli

dawno temu wyrzuconych

– na brzeg

 

Wiersza nie opatrzę komentarzem.

To sprawa czytelnika. Może coś dopisze – od siebie – ?

To indywidualne podejście do utworu. Być może zbyt dosadnego, konkretnego?  Zapewniam, iż wiersz dojrzewał przeżywaniem. Tylko taki wiersz- liczy się w dorobku twórcy. Poezja – nie może kłamać.  Poezja, wiersz –  to modlitwa, którą w każdej chwili możesz nazwać swoim imieniem.

Być może przesadziłem z oceną.  Jeżeli chodzi jednak o moją skromną osobę, to przyznam szczerze, iż  lubię przytulić ucho do wielkiej muszli – nazwanej przez córkę – ŚWINKĄ – /kupionej w Gdyni/ –  i wsłuchiwać się w jej gadanie. Pamiętam, iż z tego powodu napisałem nowelę, która jak dotąd nie doczekała się publikacji. To moja wina. Nikomu jej nie pokazałem. Sądzę, iż na prozę – to jeszcze nie mój czas.

Dlatego pozdrawiam wierszem – Zygmunt.