RSS
 

Archiwum z miesiaca Maj, 2013

RETROSPEKCJA

31 Maj

Kilka lat temu, paru poetów z Klubu Literackiego – DĄBRÓWKA- pod wodzą Jerzego Grupińskiego, wyjechało do Szamotuł, konkretnie do PAŁACU GÓRKÓW, gdzie w Sali Rycerskiej, prezentowali swoje wiersze. W tym zacnym gronie, ku mojej wielkiej satysfakcji – znalazłem się i ja.

Informacja o planowanym wyjeździe pojawiła się z dość dużym wyprzedzeniem, co pozwoliło mi w pierwszej kolejności stwierdzić, iż nie mam w swym twórczym dorobku wiersza poświęconego miejscowości w której się urodziłem.  Doszedłem do wniosku, że synowi Ziemi Szamotulskiej, wypada zaprezentować utwór napisany refleksją, ujmujący to, co w aktualnej życiowej sytuacji, przeżywa się od święta.  Dzieje się to za sprawą wspomnień – szczególnie tych z dzieciństwa,  które chcesz czy nie, drzemią w człowieku. Czekają wytrwale aby je obudzić, przywołać, nadać im stosowne imię,  zapisać na papierze.  Po wielu dniach twórczego błądzenia, szukania, znalazłem koncepcję wiersza wpisaną w moje wyjazdy do Szamotuł z córką Dobrochną, podczas których odkrywałem przed nią piękno miasteczka, w którym dane mi było przyjść na świat, dzięki mamie – Zofii i ojcu – Tadeuszowi. /Wczoraj odwiedziłem grób rodziców – może stąd dzisiejszy pomysł na wpis RETROSPEKCJA?/ I tak – „lekkim piórem” , jak pałeczką magika, wyczarowałem wtedy wiersz, który nota bene, wśród słuchaczy zgromadzonych w sali pośród rycerskich zbroi, wywołał  duże zainteresowanie. Wydruk wiersza – jak pamiętam, ofiarowałem zainteresowanemu uczestnikowi spotkania – na jego osobistą prośbę.

 

NIE JESTEŚ SZAMOTULANKĄ

-wiersz biografią napisany-

 

to tu mój pierwszy śnieg

pierwsza wiosny zieleń

lato gorące

złoty liść jesieni

słowa pierwsze

pierwszy raz zapisane

westchnienia do miss z siódmej „C”

/pamiętam Grażyna/

spacery z Halszką pod kopułami wierzb

witraże Kolegiaty słońcem rozmodlone

pieśnią Wacława – „Już się zmierzcha”

czynię mrok

polifonią gwiazd roziskrzam firmament

czynię świt Baszty tajemnicą

żaglem tęsknoty wsiadam do łodzi

płynę z TOBĄ leniwym nurtem Samy

wiosła marzeń ukryłem na brzegu

pod czterolistną koniczyną

 

      –  Mojemu miastu i córce Dobrochnie.

 

 

 
komentarze 2

Kategoria: OGÓLNA

 

ODCZUCIA ZMIKSOWANE

25 Maj

 

ĆMIE

WOLNOŚĆ DAROWANA

 

Mogłem trzasnąć packą

Dla much śmierci wyrocznią

Złapana w dłoń

na firance zmierzchu

wyrzucona za okno

pofrunęła na spotkanie nocy

Tylko puls włochatego serca

niechęci przezwyciężeniem

dłoń łaskocze

Obrzydliwie

Przyjemnie

 

DECYZJE ŹLE WYWAŻONE

21 Maj

 

NIE TAK BYĆ MIAŁO

 

Wypatrywanie cudu

Przeżywanie marzeń

w ducha skrytości

Szarość ulicy

pośpiesznym ołowiem

w arytmię serc przechodniów

Ucieczka w zieleń ogrodu

Azyl kolorów kwiatów

Tygiel wrażeń

do góry dnem odwrócony

Nikt nie chce płacić

za oczekiwanie miłości

To ona winna wyrównać rachunki

za piękny dom w ogrodzie

każde posadzone drzewo

za każdy krzew róży

buchający aromatem

Wypatrując cudu zwiastowania jutra

– szukam schronienia

 

Jestem przekonany, że moja córka z łatwością odczyta sens mego zagubienia.  Swoją wrażliwością odkryje klęskę odnalezienia moich nowych dróg, jeszcze bardziej -/nie do końca na własne życzenie/ – poplątanych. To nie ważne, że nowe drogi  pachną jaśminem, bzem, akacją…  Pozostaje tęsknota za wierszem narodzonym  zgiełkiem miasta, jego totalną dramaturgią, dostrzeganiem anonimowych ludzi,  którym z wielką ochotą – odpowiadałem: DZIEŃ DOBRY – wierząc w ich dobry dzień.

 

 

 

 

 

AFORYZM, FRASZKA, WIERSZ – POD HASŁEM „PECH”.

21 Maj

 

NIEUCHRONNOŚĆ 

 NIESYMPATYCZNA

 

Uśmiechem biegniesz w słońce.

Cień smutku, w ciągłej pogoni.

 

SATYRA NA JEŹDŹCA

 

Rączo dosiadła konia.

Chciała pognać cwałem.

Zgubiłem ostrogi.

Stępa podążałem.

 

BEZPOWROTNOŚĆ

 

Sen wierszem malowany

nie doczekał świtu zapamiętania

Wyśniony ciemnością nocy

przepadł chłodem

na palecie kolorów dnia

Nie powróci tamten pocałunek

Wstąpił  w nieba błękity

zapomnianym pejzażem

gorącej czerwieni

twych warg

 

Jak głosi przysłowie – Biednemu wiatr zawsze w oczy.

To tylko spokojne rozpamiętywanie wierszem, Spostrzeżenia, może troszeczkę  aluzji tym sposobem utrwalonych.  Od tego przecież – poezja. I tak – pozostaniemy optymistami, czekając na lepsze jutro, na upragniony uśmiech losu. Ostatnio kupiłem los za trzy złote. Wygrałem pięć!!  DWA ZŁ. DO PRZODU.   Tak trzymać!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

ODCZYN TEMPERATURY WIOSNY

20 Maj

 

Po długim oczekiwaniu, mamy nareszcie prawdziwą wiosnę. Przepięknie zagościła w moim ogrodzie. Słońce wygrzewa gnaty, z całą mocą wybuchła zieleń, kwiaty pysznią się kolorami. Jedyny mankament, to rosnące w galopującym tempie chwasty. Dobra strona tej ekspansji, to zmuszanie do wzmożonej aktywność w zakresie ich zwalczania. I to jest piękne. Czynny wypoczynek. Zadowolenie z piękniejących rabatek i niepostrzeżenie – zbrązowienie ciała. Rzecz bezcenna – cisza. Wczesnym rankiem – pobudka za sprawą zwariowanego świergotu wróbli.

 

” PH ” NADZIEI MILCZENIA

 

Nie mów do mnie

W obojętności ciszy

odnajdę cię

poklaskiem uniesienia

suchym kaszlem ideału

Trwaj ciszą

Odszukam cię

pożądaniem

pierwszym pocałunkiem

nadzieją

z której tak trudno

wyzwolić się

zielenią krzyku

 
 

TO BYŁO WCZORAJ ?

20 Maj

 

 

MIGOTANIE KOMÓR

 

Nie potrafię

przywołać spotkań oczu

Ust pląsów

z klatki nieba

uwolnić nie potrafię

Ślady naszych dłoni

zapisuję symetrią serc

wyrzuconych na peryferie

gwiazd

 

GÓRNOLOTNOŚĆ ROZWAŻAŃ

15 Maj

 

Po przygodzie z dorszami na  Bałtyku, w pełnym skupieniu, w samotności -/żona wyjechała do Poznania/-wracam do ziemskich – stricte lądowych oczekiwań. Wrażenia z rejsu są tak żywe, że przeżywanie pojedynku z rybą, w metafizycznym wręcz klimacie, z czymś zaskakująco różnym od stereotypu przeżywania szarości codziennego dnia na lądzie, stawia moje dokonania, dążenia, przeżywanie jutrzejszego dnia, w zupełnie innym świetle. Stwarza możliwość postrzegania Świata, w świetle jupiterów: wyśpiewania, wytańczenia.  To zasługa bezgranicznej przestrzeni akwenu, który ofiarowuje okrąg horyzontu, nie żądając nic dla siebie. To taniec na falach marzeń. Ten wiersz piszę tańcem fali, śpiewem wiatru, który w tej chwili przepada w ciszy nieruchomość, milknie, zasypia, by po przebudzeniu popłynąć  intonowaną przez siebie pieśnią. Jestem przekonany, że zatańczę w takt zasłyszanej melodii.

Na początku  był taniec.

Niech tak zostanie!

Wiersz napisałem poplątanym akordem sacrum, barwiąc tragizm zakończenia nadzieją przyłączenia się do chóru.

 

KROK  W  DYSONANS

OPTYMIZMU

 

Umarłem

zimną połową Świata

Tą śpiewającą

Druga

żyje tańcem

Wiruje pogardą arytmii

obolałego serca Nocy

czernią gęstniejącego powietrza

aureolą oczekiwania dobrego uczynku

Prowokacja spełnienia

uczepiona gałęzi świtu

Zatrzymać się tańcem

Zawisnąć głową w dół

bezruchem uśpionych nietoperzy

Trwać oczekiwaniem nut

fałszu pozbawionych

Zaśpiewać

… przebudzeniem.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 
 

UDANY POŚCIG ZA DORSZEM

15 Maj

 

Dziewięć godzin. Tyle trwał rejs połowowy po Bałtyku. Złowiłem kilka dorszy. Fantastyczna przygoda. Wspaniali ludzie – załoga/pozdrawiam Pana Henryka/ – GLOPTROTERA – bardzo przyjazna, wręcz opiekuńcza. Jedzenie wspaniałe. Kuchnia domowa. Potrawy przyrządzane na pokładzie łajby.  I ten wiatr, słońce w krasie dyskrecji – raptownie zmieniły karnację mojej skóry. Obiecany wiersz, który wyłowiłem z głębin Bałtyku, znajdziesz w kategorii – WIERSZE, FRASZKI…..

Pozdrawiam – do następnego rejsu po fantastyczną przygodę, pozwalającą uciec od codziennych trosk, zmagań i szarości zafajdanej egzystencji.

 
 

DORSZ PRZEZ WIELKĄ LITERĘ -D-

15 Maj

 

MORSKI POŁÓW

        Z  GLOPTROTERA

 

Za burtą szarość codziennych pogoni

Monotonia upadków –  podniesień

Zachłyśnięta krzykiem topielca

wstrzemięźliwością brzytwy

przepada w głębinie

na amen

Toń Bałtyku

pod delikatną dłonią wiatru

falą pomarszczona

Pokład statku

Moja wędka

zarzucona w tajemnicę ławic

błądzących w morza czeluści

Stagnacja ciszy

Energiczne podcięcia

wabią rybę do mojej trójramiennej kotwicy

by zmierzyć się z dorsza drapieżnością

Obiecują pieśń skwierczącej patelni

w uśmiech podniebienia

kolejnych lądowych

szarych maratonów

 

Ku swemu zadowoleniu, złowiłem kilka dorszy. Ważniejszy był jednak wiatr, ogrom akwenu, słońce nie do końca zdecydowane i fantastyczni ludzie, których spotkałem podczas tej eskapady.

 

 

 

 

 

 

 

 

ECHA CHŁODU PENETRACJI

10 Maj

 

PROSTOTA ZŁOŻONOŚCI

  OCZEKIWAŃ

 

Gdzieś bardzo daleko

może bardzo blisko

na szczycie góry

może na nizinie

znalazłem to wszystko

czego szukałem

Gorącej drogi początek

Przytulenie chłodu zakończenia

Na co mi żar wygasłego ogniska

Łza

słońca promieniem

w kryształ soli

Kwiat magnolii

zapisuje kolejną kartę wiosny

 

Jutro wyjeżdżam nad morze, by z kutra wyłowić na wędkę wszystkie dorsze Bałtyku – nie bacząc na unijne rygory.

Będę rad, gdy oprócz dorszy, wyłowię chociaż jeden wiersz…