RSS
 

Archiwum z miesiaca Styczeń, 2015

JUTRO DZIEŃ IMIENIN CÓRKI – DOBROCHNY

31 Sty

 

Jak co roku, z okazji imienin – składam córce Dobrochnie życzenia, moim wierszem płynące.

Wiersze – pojawiają się również z okazji urodzin.

Ot – staje się to swego rodzaju tradycją.

Teksty pisane z tej okazji, zjawiają się lekkim obłokiem, sympatyczną chmurką na nieba błękicie, bukietem miłości zapisanym na kartce papieru.

Ten bukiet nigdy nie zwiędnie.

Pisanie tych utworów, to powrót do dzieciństwa córki,  Jej dorastania; to dzisiejsza więź, miłość tak ważna i bezcenna dla mnie i  jak sądzę, także dla jutrzejszej solenizantki.

Utwór – moja laurka na jutrzejsze święto, urodzi się dzisiejszej nocy, tak jak wtedy – szesnaście lat temu, w Kołobrzegu, gdy mała Dobrochna spała, a ja napisałem dla niej trzy wiersze, które de facto dały początek mojej literackiej przygodzie.

 
 

„LUDZIE LISTY PISZĄ…”

31 Sty

 

 

ADRESAT  

 

 

Zgarbione plecy samotności

Piszę list – do siebie

 

Zdania wygładzam

sympatycznym atramentem

Koperta

szeleści zapomnianym adresem

 

ZIMA W JESIENNEJ ODSŁONIE

30 Sty

 

 

SPŁAKANA ULICA

 

 

Na kocich łbach

zakodowane poślizgi

Niebotyczne krawężniki

wilgotne udręką

Wraki lamp

ciemnością zrozpaczone

Wypełnione łzami

dziury w chodniku

 

Tak łatwo potknąć się żalem

Tak trudno ominąć ból

 

 

 

WRACAJĄC DO ALMANACHU XXXVII MIĘDZYNARODOWEGO LISTOPADA POETYCKIEGO

29 Sty

 

Tytuł publikacji – WASZE ŻYCIE BIEGŁO DO MNIE.

Wydanie – ZLP ODDZIAŁ POZNAŃ, rok 2014.

Znajdziemy tam dwa moje wiersze: WIECZERZA POETÓW  i  SEPARACJA.

 

„Separację” – przytaczam:

 

Kilka papierosów

Tyle wiersz kosztował

Świeczki wypalonej nie liczę

 

Śpisz pod cichą kołdrą nocy

 

Wtulony policzkiem w pełnię księżyca

zasypiam ostatnią strofą wiersza

 

 

 

WRACAJĄC DO TEMATU

29 Sty

 

W pierwszej chwili, w kontekście poruszanego poprzednio zagadnienia, miałem zamiar przypieczętować je swoim wierszem pt. ” NIE ODA – ALE DO MŁODOŚCI”.

Wiersz zaistniał w mojej książce poetyckiej – 77 MGNIEŃ SŁOWA. Po głębokim namyśle, postanowiłem sięgnąć jednak do wiersza uznanego poety, prozaika, dziennikarza z Piły – JERZEGO UTKINA.

Wiersz zatytułowany ” SŁOWA W OGNIU„, znacząco nawiązuje do kwestii przeze mnie poruszanych, szczególnie akcentując zagadnienie odcinania się mądrości od głupoty, swoistej „obrony” przed brudami polityki.

Oto końcowe strofy tego utworu:

 

……

głupota albo chciwość pycha z zaniedbaniem

słowa ogniem palące przysparzają wrogów

temu kto ma odwagę swoim własnym zdaniem

sprzeciwić się lub chociaż zakląć na progu

którego nie przekroczy bowiem ma zasady

one każą mu odciąć wiarę od ich zdrady

 
 

RACHUNEK – TAKI SOBIE

24 Sty

 

Generalnie , unikam wiersza pisanego atmosferą polityki.

Nie sposób jednak, tak bez reszty, odizolować się od wydarzeń, które prześladują nas na każdym kroku…

To nasze życie.

Polityka…

Jej zmienność – trwałość, /?/ – Traumatyczna, prowokująca śmiesznym  pytaniem –  „kto tych nieuków, karierowiczów – wybrał”. /?/

To my  – wybraliśmy!!!   Błądząc we mgle  przepisów, pokręconych „faktów”, totalnego lekceważenia historii, stawiamy swój krzyżyk skutkujący naszą drogą krzyżową.

Inteligencja – schowana za kotarą bojaźni, asekuracji, beznadziejności, podejrzewając  o zbrukanie ich doli /szeroko pojętej/ – przez „sympatycznie” zaangażowanych  dziennikarzy , itp – trwa w uśpieniu.   Trudno ten stan, nazwać – letargiem.

Pomijam – jako człowiek stojący z dala od polityki, profanowanie, zatracanie wręcz w karkołomnej – totalnie zboczonej, kłamliwej do bólu następnych pokoleń,  tego co faktycznie, rzetelną  historią zaistniało na przestrzeni  lat PRL – u.   Teraz, w obliczu   bałwochwalczej  demokracji,  jeszcze łatwiej  narzucić  hasła wolności wszelkiej maści demagogom, lepiącym oblicze historycznych faktów, według swego szablonu. Czy taką WOLNOŚCIĄ  można najeść  się do syta ?

JAK WYBRAĆ DO RZĄDZENIA LUDZI MĄDRYCH, KOMPETENTNYCH, SPRAWIEDLIWYCH WOBEC SIEBIE I HISTORII”

To ja, powinienem wybierać człowieka do parlamentu, nie jakaś tam partia lansująca po kumotersku  swego kandydata, obdarowując go stosownym numerem na wyborczej liście.

Czy polska demokracja, dzisiaj brodząca w błocie wyrachowania, korupcji, niekompetencji, reprezentowana przez ludzi, którzy za sprawą mandatu poselskiego, uratowali beznadziejność swojego nieudacznictwa, życiowych niedoskonałości, którzy za NASZE  PIENIĄDZE opływają w dostatki,  musi czekać na CUD  ?ZBAWIENIE ?  Czy może liczyć na  realną, GODNĄ i  przede wszystkim MĄDRĄ SWYM OBIEKTYWIZMEM – WOLNOŚĆ ?

Może jutro – odpowiem wierszem… Kto wie…

 

 

 
komentarze 2

Kategoria: OGÓLNA

 

ŚPIEWAĆ – JAK DAWNIEJ

24 Sty

 

PRZEKORNA BALLADA

 

Śpiewam …

Twarz zdobiona uśmiechem

Szept dłoni

zawieszony na klamce rozstania

Balansując na linie

ust grymasu

spaceruję po linie niedopowiedzenia

Na przekór sobie

wskrzeszeniem uśmiechu

nasze psy

wyprowadzam na spacer

 

 

 

 

DAWNY WIERSZ – NA NOWO CZYTANY

22 Sty

 

ZASYPIANIE

          PRZEBUDZENIE

 

Zmrok zapada w ciszę

Echa dnia przyklejone do poduszki

Jeszcze chwila

jeszcze jeden krok do snu

Uwięzione w klatkach powiek

okruszki wschodzących uśmiechów gwiazd

Zgrzyt klucza w zamku brzasku

Drobne zacięcie przy goleniu

Czarny kot przebiegł drogę

W potrzasku przesądu

w cieniu oczekiwania

– zagubiona ćma znajduje schronienie

 

Wiersz napisany w 2002 roku.

Zaistniał w mojej debiutanckiej książce poetyckiej – AFRODYTA W ZAPACHU TĘSKNOTY – wydanej w roku 2004.

Wracam do niego analizą pogubionych, przestawionych rymów. Może to wpływa -/naturalnie poza treścią jaką sobą niesie/ – na jego oryginalność i  kwestię zrozumienia utworu?   Autorowi najtrudniej odpowiedzieć.  Może wrócić do tego stylu pisania?

 To musi pojawić się spontanicznie.

 

 

 

ZATRACONA POTRZEBA RZEŹBIARZA – FRASZKĄ ZAPISANA

20 Sty

 

NIEMOC

 

Na nic totalna chuć,

gdy nie ma w co się wkuć.

 

Ta fraszka –  mam nadzieję, wyzwoli czytelnika z okowów beznadziejnego , wręcz tragicznego – panującego wszechwładnie „dołka” – dzisiejszej ZIMY .

Ujmując rzecz dosłownie, należy czekać na lepsze jutro. Oczekiwać powrotu zagubionego uśmiechu, weny  – która za chwilę , mroźnym uniesieniem zastuka do drzwi poety, by natchnąć lodowatością ciepła – czytelnika jego wiersza.

Pozdrawiam, z nadzieją na śnieg,  mróz, wszystko to, co na miano ZIMY  – zasługuje.

Zaistnieje możliwość rzeźbienia, nie tylko w lodowej bryle!

Przewrotnością Słowa, które nie jedno ma imię  – pozdrawiam!

 

BYŁO, MINĘŁO – POZOSTAŁO

18 Sty

 

Ostatnie spotkanie w Klubie DĄBRÓWKA – było wielką ucztą  – w kwestii  „konsumpcji” wierszy Jolanty Szwarc – z najnowszej książki poetyckiej – TIK – TAK i utworów męża poetki, wspaniałego poety – Stanisława, prezentującego swoje wiersze z wydanej niedawno książki, zatytułowanej – OBRAZKI Z EDENU.

Mowę pochwalną –  całkowicie zasłużoną, na temat wartości literackich niesionych tymi dwoma publikacjami – wygłosiła Mirosława Poncyliusz, którą osobiście cenię za umiejętność spoglądania w duszę poety – kamrata, przy zachowaniu pełnego obiektywizmu.

Tak więc – wiersze Jolanty i Stanisława…

Dyskusja, utworami poetów prowokowana – wykraczała poza sferę totalnej poetyki wierszem niesionej. Nie muszę podkreślać, iż zasięg poruszanych wierszami problemów był przeogromny.

Wiersze autorstwa małżonków – poetów, dotykają sfer życia rodzinnego, wspomnień, niosą również bogaty ładunek pisany intelektualnym potencjałem przetrwania uśmiechu w odniesieniu do problematyki  domowego ogniska, stanowią swoisty sprzeciw wobec brutalności świata, który nachalnością zabłoconych buciorów wkracza w nasze życie.  Z wielką determinacją potoczyła się dyskusja, na kanwie wiersza Stanisława Szwarca –  poetycko kreślona wizją miasta Kołobrzeg – /wielu dyskutantów/ – w odniesieniu do losów tego miasta, przed i po drugiej wojnie światowej.  Drugim – jakże ważnym tematem, płynącym wierszami Jolanty i Stanisława,  – były sprawy powrotu do korzeni, przeżywania tradycji, rodzinnej, narodowej, przywoływanie tego, co odeszło, lecz pozostać musi w naszej pamięci.

Zupełnie ad hoc, wsłuchując się  w wyrażane opinie o wierszach Państwa Szwarców, refleksją Ich wierszami płynącą, nakreśliłem  aforyzm, który  dotyka dramaturgii małżeństwa, podkreśla jego enigmatyczne przetrwanie.

Czy tylko ? ….

Może – tu jest pies pogrzebany ?

Rzecz ujmując najprościej, humorystycznie….

Swą przewrotnością, najbardziej skostniałymi wartościami gloryfikującymi sens trwania związku – kobieta – mężczyzna, / o innych związkach nie wspomnę/ – mając na uwadze swój wieloletni staż małżeński, napisałem podczas spotkania, na skrawku papieru – co następuje:

 

ZA MAŁO JEJ BYŁO DOMOWEGO OGNISKA…

SPALIŁA MĘŻA NA STOSIE.

 

Wierząc w płomienie buchającego ogniska  małżeństwa :  JOLANTY – STANISŁAWA,  jestem przekonany, że wiersz głowy rodziny, obroni go przed stosem żony – Jolanty.

Na wszelki wypadek, taka męska solidarność.

I jak tu nie potwierdzać, że wspólne zainteresowania, stanowią o sile i trwałości małżeńskich związków.

Jolanta   bursztyny  +  Stanisław  – stare zegary   =  MIŁOŚĆ PO GRÓB – WIERSZA PRZETRWANIEM !

Ku rozwadze…

Zygmunt, który do tej pory również na stosie nie spłonął, twierdzi, iż  żona – Anna zniewolona przymusem regularnego przyjmowania tabletek po operacji serca, od czasu do czasu, wspomaga się  wierszem męża, co pomaga Jej przetrwać najgorsze kataklizmy, pokonać troski, zwątpienia, ot tak zwyczajnie uniknąć gorejącego zwątpieniem stosu w najbliższych latach, które tak szybko znaczą się zmiennością kalendarzy.

 

Do zobaczenia  za dwa tygodnie – w następnej DĄBRÓWCE !!!