RSS
 

Archiwum z miesiaca Lipiec, 2015

LETNIE ULEWY W ODWROCIE

30 Lip

 

 

NAWRÓCENIE

 

Wołanie

ugrzęzło wśród spłakanych drzew

zgrzytem kół konnego wozu

w błocie polnej drogi

deszczem rozmytej

 

Milczę

słońca oczekiwaniem

Niebo

jaśnieje powrotem

 

Obmywam twe stopy

Przemoczone buty

w burzy zapominanie

 

CAŁA DOBA PRAGNIEŃ

28 Lip

 

OCZEKIWANIA

 

Między słońcem a księżycem

nieśmiała radość przyczajona

zwiastowaniem uśmiechu

Między księżycem a słońcem

zawstydzone wyznanie

błądzi ciemnością

w jasność dnia

 

Twoje

radości

szepty wyznań

Moje

– świtu wypatrywanie

 

 

 

NOCNE WIERSZA CZUWANIE

22 Lip

 

 

 URODZINOWA LAURKA

         CÓRCE WRĘCZONA

 

To dzięki Tobie

wolniej płynie czas

Więcej w nim miejsca na marzenia

Świat wspomnień dłużej żyje w nas

odsłania kolejne pragnienia

 

Jestem przy Tobie tak długo za krótko…

Wśród szarych i słonecznych dni

dzielimy smutki i radości

Wołam cichutko szczęścia sen

– Ty córko w nim zagościsz

 

22 – lipiec – 2015 r.

 

 

 

 

 

 

OKOLICE PISANIA WIERSZA

21 Lip

 

Pisać wiersz – laurkę dla ukochanej osoby, to łatwe i trudne.

Łatwe – gdyż istnieje wiele wspólnych płaszczyzn przeżywania piękna, płynącego z bezpośrednich kontaktów, oscylujących wokół wspomnień, wspólnych zamierzeń, wpisujących się w pejzaż mistycyzmu uczuć.

Trudne – bo zbyt wiele autentycznych emocji chciałoby się zamknąć w wierszu, który dyktowany szczególną okolicznością -/w tym przypadku rocznicą urodzin córki/- jako laurka, nie może osiągać gabarytów oceanu Słowa. Utwór, winien mieścić się w syntetycznych kryteriach szczerej, poetyckiej prostoty, która bez zbędnych ceregieli, pozwoli na jego przytulenie i przeżywanie.

Sądzę, że mój wiersz – laurka, pisany na jutrzejsze urodziny córki, spełni sygnalizowane kryteria i dotrze prosto z serca autora, do serca mojej kochanej jubilatki. Jej święto, przeżywam „twórczo” od kilku dni. Jawi się więc stosowna koncepcja utworu, w którym dominantą będzie CZAS, płynący szczęściem, wolno, bardzo wolno… Czas, który zawiśnie beztroskim uśmiechem nad naszymi głowami.

Jestem przekonany, że nocną ciszą, wiersz dojrzeje i środowym – urodzinowym porankiem, zagości na mojej stronie, którą Dobrochna na pewno odwiedzi.

Już teraz, awansem, tak dobitnie prozatorsko, córce – STO LAT!

 
komentarze 2

Kategoria: OGÓLNA

 

JESZCZE RAZ – DO LUSTRA

20 Lip

 

DELIRKA

 

Osamotniony na własną prośbę.

Pozostał kac i pustka.

Biała myszka

z czerwonymi ślipkami…

Kolejny toast

– wznoszony do lustra.

 

ZWIERCIADŁA

18 Lip

 

I

Szukasz czegoś, czego nie zgubiłeś.

Znajdujesz, spoglądając w lustro.

 

II

Tylko myśli, potrafią ukryć się,

przed lustrzanym odbiciem.

 

III

Rozbijając lustro,

nie wyprzesz się swej twarzy.

 

IV

Nie pytaj o piękno!

Lustereczko dawno temu,

kłamać przestało.

 

V

Rozbite kolejne lusterko.

Kolejne, siedem lat nieszczęścia?

 

 

 

FALA GORĄCA – DZISIAJ WSPOMNIENIE

13 Lip

 

MIASTO

W AUREOLI CELSJUSZA

NR CZTERDZIEŚCI

 

Rozgrzany asfalt

pochłania bezwzględnością

pulsacji gorąca

Domy

nabrzmiałe bólem upału

w zadyszce oczekiwania

podmuch wiatru

kropli dżdżu

 

Pod parasolem

rozbuchanego słońca

ocierając krople potu z czoła

idę do ciebie

Pragnę cię

każdą cząstką rozpalonego ciała

 

Ty

taka chłodem mineralna

 

 

TAK MAŁO – TAK WIELE, W DESZCZOWE DNI LIPCA

10 Lip

 

WYJĄTEK

 

Mała rzecz, a cieszy.

Generalnie – nie wnoszę pretensji.

Jedna krytyczna uwaga…

Nie dotyczy to pensji.

 

 

PECH

 

Niewiele brakowało do szczęścia.

To się rzadko zdarza.

Była o krok od zaślubin…

Luby zwiał sprzed ołtarza.

 

CZŁOWIEK, SŁOŃCE I CAŁA RESZTA

04 Lip

 

KLIMATYCZNE ANOMALIA

 

Wywody na temat klimatycznych zawirowań, rozpocznę swoim krótkim wierszem, który problem zasygnalizuje, wprowadzi w dzisiejszy świat psycho-fizycznego przeżywania kaprysów aury.

     BILANS

NIE – POGODNY 

Dzień deszczowy – smutek.

Słoneczny – wesołość.

Radość na kartach roku,

tak rzadko pisana.

 

Narzekania na kaprysy pogody jakie dotykają nas ostatnimi czasy, z całą pewnością mają swoje uzasadnienie. Ciut starsi twierdzą-/  i słusznie /, że drzewiej, pory roku rysowały się wyraziście, a oczekiwania co do aury porą roku znaczonej, generalnie mieściły się w ramach obowiązujących reżimów, danej porze  przypisanych. Np. zima: śnieg, mróz!  Letnie miesiące nie były tak chimeryczne jak dzisiejsze. Wiosna była wiosną, wraz ze swoim przedwiośniem, pora jesienna miała swój piękny – złoty prolog, malowany pajęczyną babiego lata, tkaną słońca promieniami. Do tygla narzekań wrzucić trzeba, znacznie nasiloną aktywność żywiołów. Szczególnie dwa dają się we znaki. Woda – ze swoimi powodziami, podtopieniami i Powietrze – nękające nas huraganem i przerażającą grą na swojej trąbie. Tegoroczne lato zdecydowanie pomyliło parasole  przeciwsłoneczne z przeciwdeszczowymi, letnie temperatury –  z jesiennymi.  Nagle szok!  Po wielu dniach morza niebiańskich łez i chłodu, zawitały do nas tropikalne upały. Na jak długo?  Podobno wiedzą o tym meteorolodzy i inni fachowcy badający klimatyczne przegięcia. Rozkoszując się spadającą z nieba lawiną gorąca, łaknąc pospiesznie opalenizny, nie zawsze mamy czas na stosowanie się do medialnych ostrzeżeń, wynikających z „prehistorycznego” przesłania, że wszystko co w nadmiarze – szkodzi.  Oby nasza pogoń za brązową karnacją, nie doczekała takiego finału, którym uraczył się bohater mojego wiersza. Kluczem tego utworu, zamykam „klimatyczny” wywód, swoje refleksje zmiennością aury sygnowane.

  GRZESZNIK NA PLAŻY 

Nie pomogły zimne okłady.

Nie skutkowały medykamenty.

Słońcu – nie dał rady…

Może zostanie patronem solarium?

Na pewno nie będzie,

opalających się – świętym!

 

Epilog.

Życzenia powrotu regularnych, wypełnionych swymi powinnościami pór roku, co da asumpt do rozsądnego i wyważonego /!/  korzystania z niesionych przez nie klimatycznych dobrodziejstw.   Latem – nasz Bałtyk, rzeki, jeziora;  zimą – narty, sanki, bez  konieczności odwiedzania Alp.   Substytuty, tj.: kryty basen, łyżwo – rolki, itp. mogą pozostać w odwodzie.  Tak na wszelki wypadek.

I o to, właśni o to,  w tym wszystkim chodzi!

P.S.

Pozdrawiam swoją córkę – Dobrochnę, sympatycznych znajomych: Kingę i Roberta, którzy /mam nadzieję/ mądrze i bez zbędnego pośpiechu, korzystają z dobrodziejstw słońca, zawieszonego nad pełnymi morskiego uroku – Mechelinkami. Dziękuję za przesłane fotki, prowokujące swym pięknem, przywołujące tajemniczy szum naszego morza, aksamit piasku plaży, którego nie znajdziemy wśród plaż” obcych” mórz.

Z/D

 
1 komentarz

Kategoria: OGÓLNA

 

„…TAK I NA ZIEMI”

02 Lip

 

 

JAKO W NIEBIE…

 

W moim ogrodzie

róże

lilie

groszki pachnące

W moim ogrodzie

grusze

śliwy

jabłonie

Aniołowie

zwabieni zapachem kwiatów

sfrunęli na ziemię

Ukryci w koronach drzew

oczekiwaniem dojrzałości owoców

Słodyczy

Niebiańskiej