RSS
 

Archiwum z miesiaca Lipiec, 2017

POWRÓCIĆ SŁOŃCEM LATA

29 Lip

 

DWIE ODSŁONY ULOTNOŚCI

 

Człowiek…

 

Oczekiwaniem powrotu latawca

w ornacie barw przepychu

wiatru podmuchem gwałtownym

traconego

 

Pod stopami powietrze

bielą szaty modlitewnej

dech zapiera

tęczy poszukiwaniem

 

Ty

w szarości szaty pokutnej

zwątpieniem zagubiona

 

Ja

nić zwątpienia

wiążę kolorami powrotu latawca

 

– Nadziei powrotem

 

 

TY – OGRODEM ZAGUBIONA

26 Lip

 

POWRACAĆ PULSEM

WIOSENNEJ FASCYNACJI

 

Ciszą ogrodu

uczę się drzew nieomylności

refrenem kurantów zegara natury

z letargu snu zimowego

do życia wskrzeszanych

 

Stopnie ołtarza doznań

zielenią nadziei usłane

… Stopami bosej niewinności

stąpam pragnieniem dotyku

korony tęsknot błękitem objawionej

– cichutko

– bezszelestnie

by nie spłoszyć gołębicy

śpiącej na twym ramieniu

 

 

MÓJ WIERSZ – W LIPCOWYM NUMERZE „GAZETY KULTURALNEJ”

21 Lip

 

REFLEKSJA

OFIARĄ WOŁANA

 

Niebo

archaniołami przepełnione

Święci

w długiej kolejce do Pana

Na ziemi

wędrówka niedzielnych dzwonów

 

Palce

zanurzam w wodzie święconej…

Latem

w morzu pływałem delfinem

 

Monet srebrzystość

na tacę brzękiem – Bóg zapłać

Pszczoły w oceanie kwiatów

miodem psalmu pod niebiosa

 

Na ołtarzu – bukiet róż

w sztucznym aromacie czerwieni

Jesienią

– złoto renety z jabłoni zerwane

 

Euforia

sercem dzwonu wykrzyczana

– – Nie było to jabłko z rajskiego ogrodu

 

 

ECHO „ŁAWECZKI LITERACKIEJ” – LIPCEM PRZYJAZNEJ

18 Lip

Wiersze biegnące samotnością.

Temat bardzo smutny – w rzeczy samej. W gronie moich wierszy „sprzedanych”  publiczności zgromadzonej w Ogrodzie Botanicznym, niesiony powagą tematu, na zakończenie spotkania, zaproponowałem słuchaczom – samotność w odcieniu satyrycznym.  Wiersz przemawia nadzieją i to jest najważniejsze. Właśnie ten akcent płynący kolorami jutra, został sympatycznie odebrany, a wiersz nagrodzony salwą braw. Może nie jest aż tak źle z poczuciem humoru wśród naszych rodaków? /Pomyślałem skrycie/.  Ważyłem  także – radości powrotów, smutki rozstań, na starej wadze, ważeniem samotności – zmęczonej. Oto  – Wiersz o samotności, która jak wiemy – nie jedno ma imię:

 

Smutno mi bez kobiety

posiłki jadać w samotności…

 

Śniadanie

obiad

kolacja

bez jej obecności przy stole

mają nijaki smak

 

Jest na to sposób

Powiem tak:

Dosiąść się do żarłocznej damy w restauracji

Łaknienie na sto procent pobudzi

 

Może nawet 500 +

po kolacji /?/

 

 

 

 

 

 

 

ŁAWECZKA LITERACKA – 16 LIPIEC 2017

18 Lip

Tradycyjnie – jak w każdym miesiącu:  poeci, prozaicy, sympatycy Słowa, mogli w minioną niedzielę przysiąść  na Ławeczce Literackiej w pięknej scenerii Ogrodu Botanicznego, który wybuchem uśmiechu lata,  toastem barw na powitanie poetów, zaśpiewał zielenią drzew, kwiatów aromatem, wtopił się w wiersze dobywane ZE STUDNI  SAMOTNOŚCI/ tu cytat z Marii Magdaleny Pocgaj – uwieczniony na wydruku zaproszenia, wyzwalającego tematykę utworów bieżącego spotkania/- w  nadzieję akordów  współbrzmienia spotkań pod sztandarem łopoczącym na wietrze poetycko – muzycznych dokonań. Tak też się stało. Słowo i muzyka klasyczna zastygły chwilą przeżywania nut wzniosłości, smutkiem samotności wybrzmiałym po kres Słowa rażonego smutku rozpamiętywaniem. Duet piękny, pięknem wiersza w gąszczu nut dostojeństwa symfonii zagubieniem  – niepowtarzalny.

Potwierdzając swój udział w spotkaniu na ŁAWECZCE, wyszukałem aforyzm dotykający samotności – dawno temu napisany:

Studnia samotności – krynicą pióra odnalezionego zagubieniem.

Tak więc – Słowo „samotność” – stało się ciałem, prowokowane spojrzeniem poety zerkającego na świat wiersza, równocześnie tematyką spotkania – samotnością wymuszone, po kres oklasków słuchaczy, którzy na co dzień, pędząc przez życie nie do końca odczytują rolę tego stanu, lub przeceniają wizję nadchodzącej samotności, skrywając smutek za parawanem wymuszonego uśmiechu, uśmiechu przez łzy.

Spoglądając na wywołany temat  od strony życiowych tragedii, zanurzamy się w rzece ludzkich doznań, rzece, która wzburzonym nurtem, swoim niszczycielskim  prądem deformuje tych, którzy dotknięci samotnością, trwają wątłą nadzieją ocalenia.

Maria Magdalena  Pocgaj – redagując zaproszenie do lipcowego „Botanika”, wzięła w ramiona aforyzm Stanisława Ignacego Leca : Samotność, jakaś ty przeludniona. Wierząc tej maksymie, interpretując utwór troszeczkę  „na wspak”- należy ufać, iż pomoc dla tonących w kipieli  znaczonej beznadzieją samotności – zjawi się świtem zmartwychwstania jutrzejszego podania ręki, uśmiechem dobywanym z zakamarków wczorajszego szczęścia, dzisiaj – ratunkiem niesionym w ciepło przytulenia drugiego człowieka.

Głosząc swoje utwory na „Ławeczce Literackiej”, wystąpienie zacząłem od dwóch aforyzmów spod mojego pióra, które powstały samotnością i samotnością pozostaną.

Oto jeden z nich:

Samotność

– to tylko łagodny zakręt w stronę przytulenia.

Wiersze o samotności, które z ust  moich na spotkaniu wybrzmiały, odbiły się sympatycznym echem przeżywania odbiorców Słowa, totalnym wręcz zasłuchaniem, co zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Zupełnie ad hoc – zapytałem SIEBIE : czy samotność musi stanowić element naszego codziennego przeżywania „spotkań trzeciego stopnia?”. Przecież  inne przeżycia unoszą nas także w bój o światło jutrzejszego dnia: pragnieniami, tęsknotą, diabli wiedzą czym jeszcze;  a samotność – pozostaje na polu bitwy z kpiącym uśmiechem  wojowniczej Joanny D. , która pod pancerzem swej zbroi zwycięstwa, do dziś skrywa tajemnicę jutrzejszego uśmiechu,  świętość  jedności, braterstwo skrywane pod sztandarami zdesperowanych hord zniewolonych samotnością po kres buntu zgrzytającego szczękiem oręża.   To  Ona – Joanna D.  w wielkiej samotności chwały – przetrwała po to, by w płomieniach  świętości dzisiaj zrodzonej,  na wyciągnięcie miecza wiary, pozostać odrzuceniem przytulenia  ognia stosu, przed następną pochodnią samotności drugiego człowieka.

Samotność…

Tak bardzo potrzebna poecie…

Samotność – w progach poety zjawia się niespodziewanie.  Pozwala – / zupełnie towarzysko i sympatycznie/ – uciec przed samym sobą na Dzikie Pola Wierszy, w przepastną gardziel gawędy burzanów tajemnicą milczenia  uśpionych, dni pełnych wrzasku słońca, milczenia księżyca , w plątaninę galaktyk rozwiązywaną  powrotem pocałunku.

Swoje wystąpienie w Botaniku, po recytacji wierszy, zakończyłem aforyzmem, który moim zdaniem,  w sposób bezwzględny kreśli  potrzebę istnienia  samotności, która w sposób jednoznaczny, w poetyckich meandrach zagubiona, warunkuje płodność wierszy, co w konfrontacji z dołującą eksplozją bezsensu spraw, duszę i serce kalających,  natłoku gorzkich zdarzeń, całkiem zbędnych w świetle naszej egzystencji – a jednak „zwłoki nie cierpiących”, piękna ducha i  tęsknot stabilności pozbawionych, pieczętowana twórczością naszych romantyków, jest najlepszym przykładem dla poparcia tej tezy. Gdyby nie Ich samotność – prawdopodobnie nie zaistnieliby blaskiem na firmamencie literatury. Pytanie nasuwa się samo:  Czy w czasach dzisiejszej rzeczywistości, Mickiewicz,  Słowacki – mieliby szansę zaistnieć swoim Słowem?  Jak wyglądałaby reakcja – na Ich Słowo wierszem płynące, samotności pozbawione.

Pora na aforyzm – wcześniej zapowiadany, który spiął poetycką klamrą spotkanie w Ogrodzie Botanicznym, wielką nadzieją płynące  do brzegów następnego portu – ŁAWECZKI LITERACKIEJ.

Aforyzm, który niesie w sobie ładunek prawdy, która „wiernym poezji”, może przysporzyć dalszej wiary w cud, kolejnym wierszem narodzonym, samotności dotykiem:

 

Gdyby nie szarość samotności, smutku, melancholii,

świat poezji byłby kolorów pozbawiony.

 

Następna Ławeczka Literacka – we wrześniu. Maria Magdalena zasługuję na spotkanie z samotnością słońca lata.

 

 
 

ŻYCIA WIECZNEGO – ZGADYWANIE

09 Lip

 

WIECZNOŚĆ

SŁOŃCEM ZAPISANA

 

Tacy sami…

 

Skażeni tym samym genem przetrwania

nozdrzami niepewności jutrzejszego dnia

smakujemy tajemnicę zapachu krainy szczęścia

– doskonałość dogmatu nieśmiertelnością zapisaną

 

Wzrokiem

mgłą chwili istnienia zagubionym

wypatrujemy kolejnego objawienia słońca

rzeką nadziei płyniemy po kres przemijania złudzeń

żonglujących światłością wizji wieczności przetrwania

 

Ramionami delty Ty – Ja

morze doznań witamy miłości czerwienią

słońca zachodem

– –  wiekuistym

 

TY – JA, ZAGUBIENIEM ODZYSKANY

05 Lip

 

ZABORCZOŚĆ

– TO TYLKO JA

 

Pragnę cię mieć

za cenę przetrwania…

Wiersza błaganiem

podnieść z kolan zwątpień

 

Pocałunkiem w intencji  mroków zatracenia

ciepłem dotyku modlitwy Nocy po kres wyznań

radością szeptów unicestwionych  słońca powrotem

dniem wykrzyczanym światłem ramp teatru Mroku

po kres bisów wyśpiewanych księżyca kołysanką

na pięciolinii uśmiechów gwiazd uśmiechem zastygłą

zadumą wczorajszego Dnia – zagadką  Nocy nierozwiązaną

– przetrwaj

 

Zostań ze mną zachwytem pragnień

zgadywaniem kolejnej odsłony zwątpienia

balansując na linie pocałunku

– – Za wszelką cenę