RSS
 

Archiwum z miesiaca Listopad, 2019

WIATR, JESIENNA SŁOTA – A TU NA HUMOR OCHOTA

30 Lis

DWIE MAKSYMY, DWIE FRASZKI,

OT – SŁOWNE IGRASZKI

 

  NA OPAK – I 

Na początku zrodził się pomysł

– jak odbudować ?

Zniszczenie pozostawił na później.

 

  NA OPAK – II

Zanim się dopuścił grzechu,

myślał o grzechów odpuszczeniu.

 

 ŚMIERĆ W ODWODZIE

Spóźniał się – notorycznie.

Uwagi wypuszczał uchem.

Jego pomysł wyglądał ślicznie:

Spóźnieniami zarażać KOSTUCHĘ.

 

JEŹDZIEC BEZ GŁOWY

Głodny – cwałował do jadłodajni

nie zważając na światło czerwone.

Podróż – tylko w jedną stronę,

gdy głowa zostaje w stajni.

 

 

 

 

 

 

 

KONKURSY POETYCKIE: JEDNEGO WIERSZA – TAK MAŁO, TAK MAŁO!

30 Lis

Jako laureat wielu konkursów poetyckich,  kieruję swój wzrok nie tylko na sens  organizowania tego rodzaju turniejów, lecz również na ich przebieg, a co za tym idzie serwowanie werdyktów przez doborowe grono  jurorów. Znając zagadnienie z osobistych doświadczeń-/sam wielokrotnie zasiadałem w komisjach konkursowych/ sądzę, iż moje spostrzeżenia będą obiektywne i być może wpłyną na zmianę zachowań osób organizujących i oceniających tego typu projekty.

Rozwijając pierwszy aspekt zagadnienia, sprawa wybrzmiewa jednoznacznie.

Tak!  Konkursy są bardzo potrzebne! W ewidentny sposób przyczyniają się do przybliżania, propagowania mowy wiązanej, stymulowania życia kulturalnego, wypełniania pustki między bieganiną paluszków po klawiaturze komputera a żywym słowem, które gdzieś tam na dużym i małym ekranie zostaje zagubione.  To słowo powinno wybrzmieć z całą, żywą mocą. Poezja to piękno – to akt oczyszczenia. Poezja – to pojednanie ducha z materią. Z ekranu, ekraniku – możemy podziwiać fotki w przepięknych kolorach. Obrazy często „podrasowane” dzięki możliwościom którymi obdarza nas dzisiejsza technologia cyfrowa. Jednak mimo swej doskonałości nie potrafią  zastąpić autentycznego przeżywania zdarzeń, które swym wymownym, naturalnym pięknem czekają na życiodajny impuls odkrywania piękna jawiącego się w zupełnie innym, realnym wymiarze postrzegania świata, świata który pulsuje żywą materią, dotykiem, brzmieniem głosu niosącego radość, czasami prośbę o podanie ręki.

Aspekt drugi: Serwowanie werdyktów. Za sprawą organizatorów, regulamin konkursu trafia do szerokiego grona odbiorców. Na udział w konkursie wyrażają swoim formalnym zgłoszeniem: dzieci – /tu opiekunowie/, młodzież, dorośli twórcy – / zrzeszeni i „amatorzy”/ – co stanowi o rozległej płaszczyźnie  poetyckich działań,  szerokiego spektrum postrzegania słowa i możliwość „załapania się ” na jedną z nagród przewidzianych w danej kategorii. Zasady konkursów JEDNEGO WIERSZA -/ głównie sprawa rozbija się o tego rodzaju konkursy/ – są ogłaszane w mediach. Na pierwszym miejscu wymienić należy internet. Tego typu konkursy organizowane  są najczęściej przez biblioteki miast powiatowych. Nagrody to: parę „stówek”, dyplom, książka, ewentualnie statuetka. Koszty dojazdu, powrotu i pobytu  -/obowiązuje czytanie wiersza przez autora/ -nie mają najczęściej finansowego wsparcia organizatorów.  Wszystko na własny rachunek osoby, która zdecydowała się na wygłoszenie w konkursie swego wiersza. W początkowym etapie swej pracy twórczej, godziłem się w całej rozciągłości z tego typu „reżimem”. Tolerowałem wszelkie uciążliwości prowokowane zapisem regulaminu innych poważnych konkursów:  Np. – Nagrodę należy odebrać OSOBIŚCIE! itp.  Czy sukces odniesiony w konkursie JEDNEGO WIERSZA daje poecie satysfakcję, czy rozgoryczenie? Pytanie to -/jako człowiek daleki od polowania na kasę/ – pozostawiam bez odpowiedzi. Z całym poczuciem odpowiedzialności za słowo dotykam kolejnej kwestii, mianowicie oceny konkursowych  wierszy przez często przypadkowe jury. Zdecydowanie potępiam prezentowanie fałszywego oblicza wyników poetyckich zmagań w aspekcie pseudo-obiektywnej oceny  słowa wynikającej z kolesiostwa, zapatrzenia w totalną narrację -/opowiadania zamiast wiersza/ – idąc dalej tym śladem – narracyjnej relacji, często opacznie pojmowanego regionalizmu, słowotoku zatracającego poetycki klimat, który zamiast wnoszenia w serca nuty poetyckiej zadumy, refleksji, wnosi zniechęcenie powodowane totalnym odejściem od tego – co nazywamy POEZJĄ. Werdykty ostatnio rozstrzygniętych konkursów – o których mi wiadomo, to wyróżnienia kierowane w stronę kuriozalnego apogeum narracji oraz chęć przypodobania się organizatorom i sponsorom konkursu. Wysokie oceny jury „wierszy” pozbawionych  tego co w poezji świętością, odartych  z metafory, z tego co filozoficznym przekazem, puenty pieczętującej tematykę wiersza zmuszającej do totalnej refleksji –  wołają o pomstę do nieba. Gdzie tu poezja? Gdzie minimum profesjonalizmu? Znawstwo przedmiotu? Gdzie przede wszystkim OBIEKTYWIZM?

Tu – moje poetyckie wtrącenie, niosące przeżywanie piękna słowa:

Tak miłe jest oczekiwanie – Tobą. Czekanie na  najpiękniejszy wiersz, który rodzi się dojrzałą miłością i pozostanie w nas ptakiem zimującym w gnieździe zwiastowania kolejnej wiosny.

I tutaj, właśnie w tej chwili przywołuję słowa nieżyjącego poety, mego serdecznego, nieodżałowanego poety – Tadeusza Stirmera:„Poezja, nawet ta liryczna głoszona Tobą Zygmuncie – /jesteś chyba ostatnim lirnikiem/ –  musi być jak uderzenie siekierą w łeb. Tylko wtedy ma szansę zaistnieć – prawdą słowa”. Staram się spełniać oczekiwania Tadeusza. Wielka szkoda, że dziś nie dane nam konsultować swoich wierszy.

A konkursy?

Niegramotni jurorzy, którzy w dwadzieścia minut potrafią ocenić ponad 30 wierszy, w tym kilka wymagających skupienia, mądrości, poetyckiej zadumy błądzącej krętymi drogami pojmowania świata. Sprawa staje się mimo wszystko  jasna, ponieważ dotyczy wyłącznie obdarowywania... Osobiście – przyrównuję tego rodzaju zachowania do rozdawania grzecznym dzieciom świątecznych prezentów. Dzieci jak to dzieci. Wszystkie są grzeczne; chyba, że jedno z nich naraziło się bezpośrednio gwiazdorowi. Gwiazdor – pamiętliwy.  Wtedy figa z prezentu. Grzeczne dzieci, docenione przez „komisję konkursową” Biblioteki Publicznej – powiatowego miasta, dziękują za prezenty. Jeszcze pożegnalna fotka i jeżeli dopiszą sponsorzy – do następnego przywołania „poezji”.

Zapis na marginesie: Małomiasteczkowe konkursy „Jednego Wiersza” – w świetle przedstawionych argumentów, moim skromnym zdaniem nie mają sensu, gdyż zamiast nagradzania słów przepojonych poezją, niosą prozę kolesiostwa, kumoterstwa i ocenami pseudo-jurorów toną w oceanie poetyckiej ignorancji.

P.S.

Moja żona – Anna i ja Zygmunt, dziękujemy – /zupełnie przy okazji/, za medale „50-lecia Pożycia Małżeńskiego, jakie z rąk Prezydenta Miasta Poznania  otrzymaliśmy podczas wspaniałej uroczystości w Sali Białej – Urzędu Miasta Poznania. O dziwo! Moja wnuczka Kornelia bez żadnych oporów pozowała do fotografii w ramionach włodarza miasta. Kto wie – może ten fakt wróży Jej polityczną karierę. Jedno jest pewne! Na durne, ckliwe wiersze o motylach i stóp całowaniu – na pewno nie pozwolę.

 
 

DYNAMIKA KOSMOSU

28 Lis

POCHWYCIĆ

        ULOTNOŚĆ

 

Ogrom świata…

Przestrzeń nieokiełznana

Słońca

Księżyce

wciąż nowe

na przekór stałości

swego jestestwa

 

W blasku dnia

dotknąć nieba błękitu

Zaszeleści niebieskością twej sukni

W tajemnej poświacie księżyca

odszukać szept tamtej nocy

 

W pamięć zapadła

– niespełnieniem

 

MAPY PRZEŻYWANIA PIĘKNA

26 Lis

MOJA MAPA

/Wiersz inspirowany utworem

Elizabeth Bishop „MAPA”/

 

Złoto plaż

w morzu zagubione

Iluzja czy dotyk istnienia/?/

Realność fatamorgany/?/

Widzę cię…

Wynurzasz się z morskiej piany

Biel twego ciała pod moimi palcami

alabastrem niedowierzania

Wenus/?/

Afrodyta/?/

Błądzę

Rzymianinem

Grekiem…

Tobą zniewolony

tonę w odmętach uwielbienia

Zapadam w sen

po kres miłowania mitów

historyków

kartografów

archeologów

i tak dalej i dalej

w nieomylność iluzji

snem objawionej

 

 

 

TAK SOBIE DUMAM O WSPÓŁCZESNEJ PIOSENCE

20 Lis

MODLITWA O PIEŚŃ.

Abstrahując od wiersza, od poezji najwyższych lotów, podążam  śladami tekstów piosenek, którymi karmią nas różni właściciele stacji radiowych. Zaprawdę – nie wiem co decyduje o doborze repertuaru. Discopolo – tak często brylujące nawet na antenie telewizji publicznej! Oprócz szarpidrutów, niosących tekstem i muzyką totalny banał, pojawiają się od czasu do czasu –  dinozaury, często jednak nie te, które słusznie zasłużyły sobie na stałe miejsce w pamięci słuchaczy, którym słoń nie nadepnął na ucho. W muzycznych audycjach radiowych, dzisiaj nie gości Rynkowski /Jego kłopoty osobiste, ni jak się mają do siły Jego literacko-muzycznego przekazu/, Anna German, Irena Santor, Urszula Sipińska, Seweryn Krajewski, Czesław Niemen – Wydrzycki, o Buranie, Mecu, Połomskim, Szczepaniku – nie wspomnę. W swych rozważaniach pomijam jubileusze, benefisy, bo nie o to w mych wynurzeniach chodzi. Dobrze, że od czasu do czasu / prawdopodobnie za sprawą „układów” Pana Korcza/ – wraca się do pięknych, przepojonych liryką piosenek Alicji Majewskiej. O dziwo – z anteny zniknęła Maryla Rodowicz, której tak źle się powodziło w czasach komuny. że musiała zrobić karierę. Zapomniano również o św.p. – Wiolecie, która bądź co bądź, rozsławiała ojczyznę wśród rodaków na ziemi „obiecanej”. Mimo całego zamieszania wokół Jej osoby – Jej talent, możliwości wokalne nie podlegają żadnej dyskusji. Dzisiaj – stwierdzam to z nieukrywanym żalem, nikt nie sięga do pieśni wspaniałych bardów niedalekiej przeszłości takich jak: Wysocki, Okudżawa. To Oni siłą swej pieśni, tworzyli zalążki wolności, ucieczki spod czerwonego sztandaru, zdobionego sierpem i młotem. Dzisiaj – nie ma szacunku dla tych artystów. Sądzę, iż dla współczesnych bardów, ten szacunek jawi się podobnym mirażem. W końcu – nie ma ich tak wielu. Dość wymienić: czeski pieśniarz – Jaromir Nohavica – na antenie pojawił się zupełnie okazjonalnie, podobnie jak Piotr Bukartyk – nasz rodak, bart, który celnością swych poetyckich tekstów, fantastyczną, pełną drapieżności muzyką daje do myślenia niejednemu socjologowi, o psychologach – nie wspomnę. Właśnie u tych artystów dostrzegam magię współczesnej pieśni, jej wysublimowaną wartość niesioną dojrzałym słowem, zapisaną nutą daleką od fałszywego brzmienia. Tak jak wśród literatów, boje o „sławę” pozostają totalnym rozdźwiękiem zjadającym środowisko, tak wśród „radiowców” toczą się pojedynki, o których nie śniło się zwykłym zjadaczom chleba. Doskonale jednak rozumiem, iż pośród właścicieli stacji radiowych nuty zapisu melodii, nie zawsze rezonują z drganiami na monitorze finansów. Cóż. Pozostaje nadzieja na zaistnienie impulsu, który w czasach gdy tak sympatycznie głosimy – PATRIOTYZM – pojawi się jutrzenkia zwiastująca powrót do piękna, które jak sądzę – nigdy nie przeminie. Słowa Czesława Niemena – Wydrzyckiego: DZIWNY JEST TEN ŚWIAT, w odniesieniu do piosenek lansowanych w radio, niechaj stracą swe znaczenie!    Amen.

 
 

MOJE GRZYBOBRANIE

19 Lis

             ZGUBA

JESIENIĄ DATOWANA

 

Pukiel włosów

srebrnym medalionem więziony…

 

Lasem wędrowanie

Grzyby

grzyby…

Błogosławiony blaskiem słońca

przez sosny świerki brzozy

wędrowałem kosz dopełniając prawdziwkami

Blask srebra w słońcu

przez świerki

sosny

brzozy

Kora drzew zielenią mchu barwiona

kierunkiem zimna

prowokuje wieczność bieli śniegu

– beznamiętnie

 

Północ

Rozparty w fotelu

aromatem grzybów zniewolony

śnię zagubione w lesie cacko

 

Wspomnienie zawieszone na wahadle lasu

przetrwaniem w szczęście grzybiarza

– Przypadkowe

– Zupełnie

 

 

 

 

 

 

 

JUBILEUSZ – 50 ODSŁON „ŁAWECZKI LITERACKIEJ”

19 Lis

To było piękne!

Uroczyste, pełne poetyckiej refleksji, jubileuszowe spotkanie miało miejsce w niedzielę, 17 – go listopada, jak zwykle /po raz pięćdziesiąty/ – o godzinie 16 – tej.  Sala wykładowa im. Zygmunta Czubińskiego w Pawilonie Ekspozycyjno – Dydaktycznym Ogrodu Botanicznego UAM wypełniła się: poetami, słuchaczami – miłośnikami mowy wiązanej.  „Ławeczkowe” spotkanie – po raz pięćdziesiąty, prowadziła Maria Magdalena Pocgaj. Dramaturgia spotkania, oscylowała wokół tematu : „Czasu nie zatrzymasz. Ale piękne chwile utrwalisz w sercu na długo”. Popłynęły wiersze: Różewicza, Leśmiana, Herberta, Rilke, Barańczaka, Grochowiaka… w wykonaniu Mari Magdaleny Pocgaj i Zygmunta Dekierta. Słowa poezji zostały wplecione we wspaniałą muzykę – /skrzypce, klawisze, gitara, trąbki/ – dzięki nauczycielom i młodym artystom z Zespołu Szkół  Muzycznych w Poznaniu, ul. Głogowska 90. Jak zdążyłem zauważyć, słuchacze opuszczali Salę w nastroju poetyckiego podekscytowania, dla odprężenia częstowani śliwkami w czekoladzie. Tak więc spełniło się!    „COŚ DLA DUCHA – COŚ DLA CIAŁA”

Następna ŁAWECZKA LITERACKA, otwierająca drugie półwiecze, wpisuje się kalendarzowo na niedzielę 15 – go grudnia br. Miejsce i czas rozpoczęcia – bez zmian. Spotkanie to zapowiada się nadzwyczaj ciekawie, bowiem dokonany zostanie przegląd dotychczasowych „Ławeczek” z uwzględnieniem wszelakich form artystycznych jakie do tej pory na niej zasiadały.

Będzie pięknie!

 
 

ODKURZYĆ JESIENNY WIERSZ – II

15 Lis

TAKA WOLA TWOJA

TOMASZEM KOLOROWA

 

Złoto – jesienna

rdzawa nostalgią

w zmęczonych krajobrazach

tańczysz deszczem

 

Poza wierszem – to się nie zdarzy…

 

Grzechem brązu ciał

odpuszczonym szelestem

jesiennego pejzażu

ziemia ze szronem gra w kości

zielenią nadziei

bielą niewinności

żółcią zdrady

kirem żałoby

niebieskością tęsknoty

miłości czerwienią

– bezkolorem ZWĄTPIENIA

 

Z książki poetyckiej – „DYWAGACJE OKAZJONALNE”

 

 

ODKURZYĆ JESIENNY WIERSZ – I –

11 Lis

KARETA

 

Porą jesieni

wygrałem w pokera

Król pik

czernią  listka dołączył do „trójki”

 

Ty – ukryłaś asa

 

Dżdżu szczodrą zadumą

w królewskiej karecie

uciekam przed grą w ciemno

 

Dach karcianego domku

dziurawy asem kier

 

Z mojej książki poetyckiej ” DYWAGACJE OKAZJONALNE – 2008 r.

 

 

 

 

 

 

SENTENCJE – NIE DO KOŃCA OPTYMISTYCZNE

09 Lis

*     *     *

Gdy się wyczerpią wszystkie możliwości,

możesz zawsze wrócić do tej pierwszej.

 

*     *     *

Wszystko ma swój początek i koniec…

Grabarz wie najlepiej; do czasu.