RSS
 

Archiwum z miesiaca Listopad, 2019

WIATR, JESIENNA SŁOTA – A TU NA HUMOR OCHOTA

30 Lis

DWIE MAKSYMY, DWIE FRASZKI,

OT – SŁOWNE IGRASZKI

 

  NA OPAK – I 

Na początku zrodził się pomysł

– jak odbudować ?

Zniszczenie pozostawił na później.

 

  NA OPAK – II

Zanim się dopuścił grzechu,

myślał o grzechów odpuszczeniu.

 

 ŚMIERĆ W ODWODZIE

Spóźniał się – notorycznie.

Uwagi wypuszczał uchem.

Jego pomysł wyglądał ślicznie:

Spóźnieniami zarażać KOSTUCHĘ.

 

JEŹDZIEC BEZ GŁOWY

Głodny – cwałował do jadłodajni

nie zważając na światło czerwone.

Podróż – tylko w jedną stronę,

gdy głowa zostaje w stajni.

 

 

 

 

 

 

 

DYNAMIKA KOSMOSU

28 Lis

POCHWYCIĆ

        ULOTNOŚĆ

 

Ogrom świata…

Przestrzeń nieokiełznana

Słońca

Księżyce

wciąż nowe

na przekór stałości

swego jestestwa

 

W blasku dnia

dotknąć nieba błękitu

Zaszeleści niebieskością twej sukni

W tajemnej poświacie księżyca

odszukać szept tamtej nocy

 

W pamięć zapadła

– niespełnieniem

 

MAPY PRZEŻYWANIA PIĘKNA

26 Lis

MOJA MAPA

/Wiersz inspirowany utworem

Elizabeth Bishop „MAPA”/

 

Złoto plaż

w morzu zagubione

Iluzja czy dotyk istnienia/?/

Realność fatamorgany/?/

Widzę cię…

Wynurzasz się z morskiej piany

Biel twego ciała pod moimi palcami

alabastrem niedowierzania

Wenus/?/

Afrodyta/?/

Błądzę

Rzymianinem

Grekiem…

Tobą zniewolony

tonę w odmętach uwielbienia

Zapadam w sen

po kres miłowania mitów

historyków

kartografów

archeologów

i tak dalej i dalej

w nieomylność iluzji

snem objawionej

 

 

 

TAK SOBIE DUMAM O WSPÓŁCZESNEJ PIOSENCE

20 Lis

MODLITWA O PIEŚŃ.

Abstrahując od wiersza, od poezji najwyższych lotów, podążam  śladami tekstów piosenek, którymi karmią nas różni właściciele stacji radiowych. Zaprawdę – nie wiem co decyduje o doborze repertuaru. Discopolo – tak często brylujące nawet na antenie telewizji publicznej! Oprócz szarpidrutów, niosących tekstem i muzyką totalny banał, pojawiają się od czasu do czasu –  dinozaury, często jednak nie te, które słusznie zasłużyły sobie na stałe miejsce w pamięci słuchaczy, którym słoń nie nadepnął na ucho. W muzycznych audycjach radiowych, dzisiaj nie gości Rynkowski /Jego kłopoty osobiste, ni jak się mają do siły Jego literacko-muzycznego przekazu/, Anna German, Irena Santor, Urszula Sipińska, Seweryn Krajewski, Czesław Niemen – Wydrzycki, o Buranie, Mecu, Połomskim, Szczepaniku – nie wspomnę. W swych rozważaniach pomijam jubileusze, benefisy, bo nie o to w mych wynurzeniach chodzi. Dobrze, że od czasu do czasu / prawdopodobnie za sprawą „układów” Pana Korcza/ – wraca się do pięknych, przepojonych liryką piosenek Alicji Majewskiej. O dziwo – z anteny zniknęła Maryla Rodowicz, której tak źle się powodziło w czasach komuny. że musiała zrobić karierę. Zapomniano również o św.p. – Wiolecie, która bądź co bądź, rozsławiała ojczyznę wśród rodaków na ziemi „obiecanej”. Mimo całego zamieszania wokół Jej osoby – Jej talent, możliwości wokalne nie podlegają żadnej dyskusji. Dzisiaj – stwierdzam to z nieukrywanym żalem, nikt nie sięga do pieśni wspaniałych bardów niedalekiej przeszłości takich jak: Wysocki, Okudżawa. To Oni siłą swej pieśni, tworzyli zalążki wolności, ucieczki spod czerwonego sztandaru, zdobionego sierpem i młotem. Dzisiaj – nie ma szacunku dla tych artystów. Sądzę, iż dla współczesnych bardów, ten szacunek jawi się podobnym mirażem. W końcu – nie ma ich tak wielu. Dość wymienić: czeski pieśniarz – Jaromir Nohavica – na antenie pojawił się zupełnie okazjonalnie, podobnie jak Piotr Bukartyk – nasz rodak, bart, który celnością swych poetyckich tekstów, fantastyczną, pełną drapieżności muzyką daje do myślenia niejednemu socjologowi, o psychologach – nie wspomnę. Właśnie u tych artystów dostrzegam magię współczesnej pieśni, jej wysublimowaną wartość niesioną dojrzałym słowem, zapisaną nutą daleką od fałszywego brzmienia. Tak jak wśród literatów, boje o „sławę” pozostają totalnym rozdźwiękiem zjadającym środowisko, tak wśród „radiowców” toczą się pojedynki, o których nie śniło się zwykłym zjadaczom chleba. Doskonale jednak rozumiem, iż pośród właścicieli stacji radiowych nuty zapisu melodii, nie zawsze rezonują z drganiami na monitorze finansów. Cóż. Pozostaje nadzieja na zaistnienie impulsu, który w czasach gdy tak sympatycznie głosimy – PATRIOTYZM – pojawi się jutrzenkia zwiastująca powrót do piękna, które jak sądzę – nigdy nie przeminie. Słowa Czesława Niemena – Wydrzyckiego: DZIWNY JEST TEN ŚWIAT, w odniesieniu do piosenek lansowanych w radio, niechaj stracą swe znaczenie!    Amen.

 
 

MOJE GRZYBOBRANIE

19 Lis

             ZGUBA

JESIENIĄ DATOWANA

 

Pukiel włosów

srebrnym medalionem więziony…

 

Lasem wędrowanie

Grzyby

grzyby…

Błogosławiony blaskiem słońca

przez sosny świerki brzozy

wędrowałem kosz dopełniając prawdziwkami

Blask srebra w słońcu

przez świerki

sosny

brzozy

Kora drzew zielenią mchu barwiona

kierunkiem zimna

prowokuje wieczność bieli śniegu

– beznamiętnie

 

Północ

Rozparty w fotelu

aromatem grzybów zniewolony

śnię zagubione w lesie cacko

 

Wspomnienie zawieszone na wahadle lasu

przetrwaniem w szczęście grzybiarza

– Przypadkowe

– Zupełnie

 

 

 

 

 

 

 

JUBILEUSZ – 50 ODSŁON „ŁAWECZKI LITERACKIEJ”

19 Lis

To było piękne!

Uroczyste, pełne poetyckiej refleksji, jubileuszowe spotkanie miało miejsce w niedzielę, 17 – go listopada, jak zwykle /po raz pięćdziesiąty/ – o godzinie 16 – tej.  Sala wykładowa im. Zygmunta Czubińskiego w Pawilonie Ekspozycyjno – Dydaktycznym Ogrodu Botanicznego UAM wypełniła się: poetami, słuchaczami – miłośnikami mowy wiązanej.  „Ławeczkowe” spotkanie – po raz pięćdziesiąty, prowadziła Maria Magdalena Pocgaj. Dramaturgia spotkania, oscylowała wokół tematu : „Czasu nie zatrzymasz. Ale piękne chwile utrwalisz w sercu na długo”. Popłynęły wiersze: Różewicza, Leśmiana, Herberta, Rilke, Barańczaka, Grochowiaka… w wykonaniu Mari Magdaleny Pocgaj i Zygmunta Dekierta. Słowa poezji zostały wplecione we wspaniałą muzykę – /skrzypce, klawisze, gitara, trąbki/ – dzięki nauczycielom i młodym artystom z Zespołu Szkół  Muzycznych w Poznaniu, ul. Głogowska 90. Jak zdążyłem zauważyć, słuchacze opuszczali Salę w nastroju poetyckiego podekscytowania, dla odprężenia częstowani śliwkami w czekoladzie. Tak więc spełniło się!    „COŚ DLA DUCHA – COŚ DLA CIAŁA”

Następna ŁAWECZKA LITERACKA, otwierająca drugie półwiecze, wpisuje się kalendarzowo na niedzielę 15 – go grudnia br. Miejsce i czas rozpoczęcia – bez zmian. Spotkanie to zapowiada się nadzwyczaj ciekawie, bowiem dokonany zostanie przegląd dotychczasowych „Ławeczek” z uwzględnieniem wszelakich form artystycznych jakie do tej pory na niej zasiadały.

Będzie pięknie!

 
 

ODKURZYĆ JESIENNY WIERSZ – II

15 Lis

TAKA WOLA TWOJA

TOMASZEM KOLOROWA

 

Złoto – jesienna

rdzawa nostalgią

w zmęczonych krajobrazach

tańczysz deszczem

 

Poza wierszem – to się nie zdarzy…

 

Grzechem brązu ciał

odpuszczonym szelestem

jesiennego pejzażu

ziemia ze szronem gra w kości

zielenią nadziei

bielą niewinności

żółcią zdrady

kirem żałoby

niebieskością tęsknoty

miłości czerwienią

– bezkolorem ZWĄTPIENIA

 

Z książki poetyckiej – „DYWAGACJE OKAZJONALNE”

 

 

ODKURZYĆ JESIENNY WIERSZ – I –

11 Lis

KARETA

 

Porą jesieni

wygrałem w pokera

Król pik

czernią  listka dołączył do „trójki”

 

Ty – ukryłaś asa

 

Dżdżu szczodrą zadumą

w królewskiej karecie

uciekam przed grą w ciemno

 

Dach karcianego domku

dziurawy asem kier

 

Z mojej książki poetyckiej ” DYWAGACJE OKAZJONALNE – 2008 r.

 

 

 

 

 

 

SENTENCJE – NIE DO KOŃCA OPTYMISTYCZNE

09 Lis

*     *     *

Gdy się wyczerpią wszystkie możliwości,

możesz zawsze wrócić do tej pierwszej.

 

*     *     *

Wszystko ma swój początek i koniec…

Grabarz wie najlepiej; do czasu.

 

 

STANISŁAW BARAŃCZAK – POETA – NIE TYLKO

05 Lis

JEDYNE OKREŚLENIE

– GENIALNE !

Mam w ręku opasły tom pt. „444 WIERSZE  – POETÓW JĘZYKA ANGIELSKIEGO XX WIEKU”.

Autor –  Stanisław Barańczak.

To wspaniałe dzieło. Dzięki doskonałemu przekładowi poety, /pozostającemu  w naszej dozgonnej pamięci przede wszystkim jako niedościgniony autor pięknych wierszy/, Stanisław Barańczak zaskakuje czytelnika precyzją  przekładu wierszy angielskich poetów XX wieku. Wiersze w Jego przekładzie, jawią się kunsztem rezonansu poeta – czytelnik; pozostają trwałym zapisem na kartach księgi wrażliwością poety-tłumacza odnalezioną w magnetycznym polu doznań angielskich twórców. Czytelnicy wierszy zawartych w książce, pozostaną sam na sam z niepewnością prania rozwieszonego na sznurze. Czy deszcz słońca nie przegoni?

Zaskakuje wierność przekazu. Przywołanie obrazu nie tylko wybiórczo, lecz uniwersalnie dla każdego odbiorcy; każdego kto w sposób często wyrafinowany, prowokowany bliskością poetyckiej aury, doceni to, co dokonało się dziełem poety – tłumacza. To  wiwisekcja języka angielskich poetów XX wieku. Polski poeta – tłumacz dostrzegł tę możliwość i  „wyłowił”  w sposób nieprawdopodobnie subtelny, wiarygodny; przybliżył i skierował literackie dokonania poetów  angielskich XX wieku,  prosto w ramiona polskich odbiorców poezji po to, by mogli błądzić po ścieżkach znaczonych muzą Erato, pośród czasów przebogatych tajemnicą wzlotów i upadków,pod chmurą  smutku i słońcem radości.  Tak kiedyś bywało i tak bywa dzisiaj. Tym – co stanowi swego rodzaju bufor, zaporę bezpieczeństwa przed złem wszelakiej  maści, była i jest POEZJA!  Tak dzieje się na całym świecie. Stanisław Barańczak, dostrzegł zjawisko podążania świata w stronę zagłady. Umiłował poetykę – nie tylko swoją, również  twórczość tych, którzy modlitwą przetrwania zapisali się prostym – pełnej wiary w słowo przetrwaniem ,  psalmem zrozumiałej poezji, doceniającej puls  przetrwania świata, krajobrazem  miłosnych uniesień, wizją ludzi kochających życie, miłujących tu i teraz tym co najpiękniejsze, zatraconych w wirze przemijania, próbą ocalenia Słowa przed niebytem.  Właśnie Słowo” – które było na początku i pozostanie do końca naszych dni, przez mgłę postrzegania świata, tłumacz – Stanisław Barańczak wydobywa z utworów angielskich poetów XX wieku, wyczulony na puls wierszy przeżywających początek i schyłek kończącego się czasu.   Nie zamierzam być przewrotnym literatem, pisarzem  głoszącym dziewiczość słowa, które zaistniało poetyckim echem odbite od skały doznań  i trwającym siłą swego jestestwa w czas znaczony wysiłkami przetrwania. Zadaję tylko jedno pytanie: Czy w lustrze XX wieku angielskich twórców,  których wiersze pozostaną  w nas dzięki doskonałym przekładom dokonanym przez Stanisława Barańczaka,  dostrzeżemy  klimat angielskiej mgły, kroplę deszczu spadającą z parasola rozpiętego nad Słowem ?  Angielscy poeci XX wieku, swoimi utworami promują piękno słowa, ożywienie pulsu wrażliwości, który uniesie  CZŁOWIEKA  ponad boleść czarnych, skłębionych chmur, w przejrzystość uśmiechu białego obłoku, który mgiełką nadziei  przesłania nieśmiałość zapisu marzenia.  Dla podkreślenia mego subiektywnego bądź co bądź wywodu – przywołuję wiersz Thomasa Hardy, pt. „W CZAS MIAŻDŻENIA NARODÓW” :

I

Tylko ten człowiek bronujący grudy,

Człapiący bruzdą samotnie

Przy szkapie, która łbem sennym i chudym,

Kiwa ilekroć się potknie.

II

Tylko te sterty perzu, z których dymy

Smużą się ponad równiną;

To – będzie trwało przez lata i zimy,

Choć Dynastie przeminą.

III

Dziewczyna, chłopak – gdy idą we dwoje,

Cali w uścisku dłoni, szeptach:

Pochłonie chmurna noc annały wojen-

Historia tych dwojga przetrwa.

 

W dzisiejszych czasach, temat jakże aktualny. XXI wiek – i nic się nie zmieniło. Świat nadal pogrążony w chaosie wojen w których giną kobiety, dzieci. Bomby w perzynę roznoszą  ich domy, unicestwiają jedyne, enigmatyczne w świetle wybuchów i płomieni schronie przed gwałtem, ostatnią nadzieję przetrwania.  Potem – już tylko trwoga, znaczona niepewnością przeżycia następnego dnia.

Czy w ogniu wystrzałów, pośród gruzowisk, spalonych domów , pośród śmierci czyhającej za każdym zaułkiem – przetrwa miłość?  Tylko wiersz dotykający postrzegania świata przez pryzmat nadziei, może pozostać odpowiedzią na to pytanie. Reszta pozostaje rozpamiętywaniem tekstów poetów angielskich XX wieku w przekładzie poety – tłumacza, Stanisława Barańczaka.

 

Stanisław Barańczak – „444 wiersze poetów angielskich XX wieku”.

Wydawnictwo ZNAK – Kraków 2017 : stron – 715.

P.S.

Dziękuję synowi – Arturowi za książkę,  której wiersze stanowią płaszczyznę odniesienia do przeżyć czysto osobistych, własnym wierszem zapisanych.