RSS
 

MIROSŁAWA PONCYLIUSZ W POEMACAFE

23 Wrz

Miniony czwartek w POEMACAFE, zapisał się przeżywaniem wierszy MIROSŁAWY PONCYLIUSZ. 

Moim skromnym zdaniem – Mirosława to poetka czasu, autorka utworów, które rzetelnie przystają do rzeczywistości, jednocześnie potrafią wybiegać na spotkanie tego, co dzień jutrzejszy nam przyniesie. Tak więc – dotykamy poezji DZIŚ i JUTRO. Autorka tomiku wierszy pt. „ZDARZYŁO SIĘ” – uzmysławia nam nicość naszej egzystencji; swym wierszem kieruje czytelnika w stronę trwałego zapisu tego, co w naszej pamięci powinno pozostać na zawsze, mimo natłoku zdarzeń, które nas zniewalają. Tomik wydany w języku polskim i niemieckim, niesie swą aurę w świat przeżywania piękna, nie naruszając szarej harmonii doznań. Autorka w sposób niezwykle subtelny przybliża nam to co oczywiste, jednocześnie odległe, dziejące się poza naszą świadomością, porywa nas w świat zdarzeń, które nie zawsze możemy  kontrolować, które pozostają w mocy ślepego losu. Nie ma w tej poezji moralizatorstwa. Wiersz istnieje , trwa, pulsuje rytmem serca zapisanym na EKG – enigmatycznym wykresem na bladym papierze. Czy potrafimy go przetworzyć w TRWAŁE PIĘKNO NASZEJ ZAFAJDANEJ  EGZYSTENCJI?  Tutaj przywołam wiersz Mirosławy pt. „OBCY”:

  OBCY

Wrośnięci w swoje miejsce

stoimy na progu uśmiechu

 

wyrywamy dni

by poczuć zapach

dotknąć

zatrzymać je na chwilę

 

Nie będzie z tego kwiatów

ani dzwonów

choć przypadkowo spotkani

pytają – Skąd w oczach tyle błękitu

 

a nam brakuje słów

 

Błękit, niebieskość – kojarzymy z tęsknotą.I wszystko jasne. Do tęsknoty tak blisko i tak daleko ! Tylko wyrafinowany odbiorca wiersza, z łatwością przełoży strofy w realistyczne ramy codziennego dnia.

Nie brakowało słów po przedstawieniu recenzji Jerzego Beniamina Zimnego, który nie do końca pochlebnie wyrażał się o wierszach zawartych w tomiku – ZDARZYŁO SIĘ. Krytyk zarzucił poetce swego rodzaju naśladownictwo, powielanie tego, co dawno temu, znakomici poeci zdążyli  już napisać, ubrać w ramy wiersza. Opinia ta znalazła się w głębokiej sprzeczności z oceną wierszy Mirosławy Poncyliusz, wygłoszonej przez Pawła Kuszczyńskiego i Jerzego Grupińskiego, którzy w ramach dyskusji prezentowali zupełnie odmienne zdanie. Jerzy Grupiński, stwierdził, iż poezja Mirosławy Poncyliusz jest: świadoma, ekspresyjna i samodzielna. Nic dodać – nic ująć. Czytam wiersze z tomiku „Zdarzyło się”. Dochodzę do wniosku, że również mnie – zdarzyło się uciekać przed niewiadomą tego świata, świata nieobliczalnego w swych ponadludzkich, niezrozumiałych -/pierwszym objawem/ –  dokonaniach. Każda z tych sytuacji, powoduje lęk, bojaźń, itd… – Piszę to – będący poza sferą synonimów.

ZA RĘKĘ MNIE TRZYMAJ

 

chodźmy razem

karuzelą ulic

wśród fantomów

w wirujące noce

lepkie dni

 

mocno trzymaj mnie

– chcę uciec

 

W różnych sytuacjach życiowych, możemy myśleć o ucieczce. Przed pięknym wierszem – poeta i jego czytelnik na pewno nie ucieknie. Dowodem tego rozważania, pozostaje autorka -” Zdarzyło się” – Mirosława Poncyliusz.

Mirosławie gratuluję wspaniałego spotkania w PoemaCafe, uświęconego recytacją wierszy z książki poetyckiej.

Tak na marginesie, zupełnie prywatnie: – Następnym razem, recytacje swoich  wierszy, powierzaj Zygmuntowi. Zrobię to dla Ciebie zupełnie bezinteresownie i tak jak internauci GODSKITCHEN z kraju i świata, tysiące uczestników tej imprezy organizowanej w Polsce w Hali Stulecia Wrocław – 2 razy, w Arenie Poznań – 2 razy,  stwierdzisz: Jeżeli Pan Zygmunt zaistnieje swym głosem –  to musi być super, mega super. Twoja poezja Mirko moja droga , zasługuje na to aby ją pięknie wyśpiewać.  Może wtedy każde ucho odbiorcy, głosem  Twego wiersza, moim głosem zniewolone, czujące tym sam rytm doskonałości – powali  słuchacza na kolana. Wtedy żaden krytyk, żaden recenzent, nie będzie miał nic do powiedzenia. Pozostanie Twój wiersz. Ty wierszem swoim święta i ja Twoim wierszem – Zygmunt – sympatycznie święty./ o ile takowy istnieje/.  Jakoś cicho nad tym grobem. Odbiorcy  utworów, porażeni ich interpretacją, – powędrują do nieba nie bacząc na rozgrzeszenie.

P.S.

Przy najbliższym spotkaniu, poproszę o wpis – dedykację w omawianej książce, którą nabyłem, przeczytałem i tym sposobem ośmieliłem się o wierszach pisać, polemizować z „mądrymi tego poetyckiego świata”.

A poezja – to i tak wyłącznie nasza sprawa.

 

 
komentarze 3

Kategoria: OGÓLNA

 

Zostaw odpowiedź

 

 
  1. Barbara

    Wrzesień 24, 2019 o godz. 6:54 pm

    ZYGMUNCIE – stanowczo za mało poezji było w wykonaniu samej poetki, czyli MIRKI PONCYLIUSZ. Przy stoliku w Poema Cafe była jego OZDOBĄ. Uważam, że czytanie przez Słomiaka nie spełniło oczekiwań słuchaczy. A już recenzowanie przez Zimnego powinno odbyć się nie przy stoliku, ale z sali, tak jak Kuszczyńskiego i Grupińskiego. Uważam, że swoje wiersze powinien czytać autor. Tak jak je czuje. ŻADEN recytator ( będzie przedstawiał swoje aktorskie widzenie akcentując itd.) nie wyrazi głębi wiersza, gdyż to autor pisze duszą i sercem. Oczywiście, powinien się do tego przygotować. Między innymi z tego powodu swoje spotkania lubię prowadzić sobie sama. A zdanie opiniujących moją twórczość wolę usłyszeć z sali. ALE TEŻ MNIE SKUSIŁEŚ DO WYPOWIEDZI … Pozdrawiam serdecznie.

     
    • zygmunt

      Wrzesień 25, 2019 o godz. 10:13 am

      BARBARO!
      Akceptuję Twoje spojrzenie na zaistniałą sytuację. Jeden wyjątek. Dobry recytator może doskonale przekazać słuchaczom to, co autor wiersza skomponował. W przypadku moich odsłon wierszy napisanych przez „obcych” poetów, spotykam się zawsze z pochwałami. /”ciary po plecach”/ Cóż! Bozia dała taki talent i nic na to nie poradzisz.
      Tak na marginesie.
      Na dzień dzisiejszy, nie mam optymistycznych wiadomości w kwestii wyjazdu do Lubostronia. Artur w tym czasie biega maraton, Dobrochna z mężem i Kornelią będzie poza Poznaniem. Jednym słowem – klops. Masz pomysł na rozwiązanie tego zagadnienia? Może któryś z przyjaciół? Za usługę zapłacimy.

       
      • Barbara

        Wrzesień 25, 2019 o godz. 3:09 pm

        Z przykrością muszę pani Janeczce napisać w e-mailu, że nie będzie mnie w Lubostroniu. Odezwał się znowu mój błędnik. Nawet jazda autobusem wpływa cholernie na moje samopoczucie. Choroba lokomocyjna potrafi tak dokuczyć, że, po przyjeździe taksówką do domu, muszę się położyć, bo kręcę się z całym światem. Tak, że właściwie moje wyjazdy się skończyły, łącznie z udziałem w konkursach.