RSS
 

Archiwum z miesiaca październik, 2012

ZMAGANIA KRZYKU Z CISZĄ

20 październik

 

 

TAK  BYWA

 

Krzyk.

Brawurowa ucieczka w ciszę

– ludzi na piedestale niemocy.

 

CISZA

 

Niemy zakątek krzyku dokonania.

 

TWÓJ PEKIŃCZYK – RICO

I JA – OJCIEC TWÓJ

 

Daleka ostatnim przystankiem monotonii

Bliska oszalałą pogonią iskierki

biegnącej do gwiazd

– Jesteś

Hołubisz pieska

Patrzysz w jego oczy przeogromne

Może to najważniejsze

w czas pogubionych uśmiechów

 

Córce Dobrochnie, która jeszcze tak niedawno, lat temu parę – była na odległość uśmiechu.

To wina czasu. Nieubłaganej dorosłości, która pojawia się nie wiadomo skąd, by zawładnąć tym, co wydawało się tylko twoje, niezmienne, niezniszczalne. Sam nie wiesz – milczeć, krzyczeć ?

 

 

 

DOTYKAĆ JESIENI

17 październik

 

Wiersze, które przytoczę – to nic innego jak dzisiejsze studium przeżywania jesiennych nastrojów.

 

ZASKOCZENIE

       WPISANE W MENU

Kolejny drink wbija w niepamięć

Gorąca filiżanka rozgrzewa dłonie

Spojrzenie zmieszane z kawy aromatem

Zamieć wspomnień

Pogoń za cieniem

Nie wierzył w rozstanie

            – z dniem pełnym słońca

       ZADUSZNOŚĆ

Świat ciszy…

Malowany oddechem wyczekiwania

Przedawniony rozterką wieczności

Niedowierzaniem spełnienia

wypatrywania szelestu serc

nasłuchiwania koloru oczu

smakowania kształtu myśli

dotykania krągłości bańki mydlanej

słońcu kradnącej kolory

Bezwonny

          – aromatem wymarłych kwiatów

Jutro, może troszeczkę później – obiecuje przejść do weselszych tematów.

Pozdrawiam – Zygmunt.

 

WSPOMINANIA

14 październik

 

 

Dżdżysta, jesienna aura prowokuje do wspomnień. To ona wbija w nostalgiczny nastrój, budzi pragnienie powrotu do spraw, które udało się zrealizować i tych ciągle aktualnych, zalegających pokłady marzeń, pragnień. W tej sytuacji,  zdecydowałem się wrócić do wiersza z książki : ŁZA POMARAŃCZY” – pt. „LINGWISTYKA NIEDOSYTU”- utrzymanego w tonie przeżywania pragnień, nadziei na rozwiązanie tajemnicy.  Jakiej?  Rozwiązanie bardzo proste, wręcz oczywiste. Osądźcie sami!

 

LINGWISTYKA NIEDOSYTU

 

wpatrzę

się w ciebie

źrenic nienasyceniem

wsłucham oczekiwaniem wyznań

wdotykam

rzeźbą linii papilarnych

wkołyszę

w bioder falowanie

wcałuję

ust pragnieniem

w myśli twoje

– jeszcze nieodgadnione.

 

POWROTY

11 październik

Często się zdarza, iż wracam do dawno temu napisanych wierszy. Ku memu zdumieniu, odkrywam w nich nowe wartości. Tamte słowa, pozwalają przeżyć kolejną przygodę, dotykać nowych prawd, w tamtym czasie – niezamierzonych. Tak dzieje się w przypadku wiersza – ŚLEPA MIŁOŚĆ –  z książki pt.  „ŁZA POMARAŃCZY” – wydanej w roku 2008, której motto zaczerpnąłem od nieznanego autora.  Brzmi ono:

W umyśle, który zatrzymuje się na chwilę uspokojony – cicho dokonuje się cud.”

Oto wspomniany wiersz.

 

ŚLEPA MIŁOŚĆ

 

ciemność

kraty rzęs

barykady brwi

za kurtyną mroku

nagość rządna uwielbienia

po omacku

szukam księżyca

białą laską

przedziurawiłaś słońce

 

Sądzę, iż odkrywanie nowych wartości wiersza, to przede wszystkim sprawa spokoju, wyciszenia, kontemplacji.

Motto książki – trafione w dychę!!

 
 

Dotykając Święta Zmarłych

09 październik

 

Tak się składa, że jesień – to pora przeżywania rozstań. Rozstań – na zawsze.  Kropla deszczu, tak łatwo kojarzy się ze łzą.  To cholernie smutne, traumatyczne, jednocześnie smutkiem, traumą szalenie pożądane. Owe doznania, pozwalają przetrwać wspomnieniom, rzucić je w wieczność tego, co w naszym życiu zaistniało iskrą niesioną do gwiazd, ciepłym, życzliwym słowem:  Matki, Ojca, Przyjaciela, kierowanym  w naszą – pełną tajemnic, wyrokowaną przez Nich – egzystencję. Jesień – to rozpamiętywanie tego, co po Nich pozostało, co udało się nam zachować w pomięci. Właśnie pamięć, w każdej chwili pozwala przywołać to, co odeszło, co pozostało po Nich, dla nas – na zawsze. Błądząc w labiryncie poetyckich kojarzeń, dotykam sytuacji wiecznego rozstania się z moim ojcem – Tadeuszem. To fenomenalne. Za żonę – /tu przywołuję moją matkę/-  literaturą romantyzmu powodowany, pojął –  Zofię!!  Mojemu jedynemu bratu, nadał imię – Adam!!  Sądzę, iż ojciec wyposażył mnie w genotyp romantycznego wariata, odpornego przede wszystkim na nikotynę, wrażliwego  na słowo, które zanim padnie, ważone być musi. Miał tyle pragnień, marzeń. Tonął w morzu nieprzeczytanych książek.  Na swych silnych barkach, niósł bagaż  spełnionych obietnic. Pomoc innym – wytyczała sens jego życia. Zdrów jak rydz, umiera na ból żołądka.  Doskwierał  przez trzy miesiące i szlus. Zażywane tabletki – Z KRZYŻYKIEM -/ czasami bolała ojca głowa/-  zebrały żniwo. Od ładnych paru lat -zaniechano  produkcji krzyży rzeźbionych na białych krążkach. Pozostały krzyże w malignie  zadośćuczynienia, w kirze żałoby i smutku bezsensownego rozstania. Te krzyże – to krzyże niepamięci. Nikt się o nie – nie upomina. Może żałobnicy nie chcą konkurować z innymi odszkodowaniami, przyznawanymi rozrzutnie w aureoli politycznej zawieruchy, lub tymi śmierdzącymi nikotyną, z winy producenta fajek, który na opakowaniu nie umieścił informacji – sloganu,  o szkodliwości palenia papierosów. Osobiście – jako palący, wybieram raka, zamiast impotencji  i spokojnie zapalam następnego papierosa. Ojciec  – palił do końca. Miał płuca – jak miech kowalski. Do palenia nie zachęcam. Wyrocznia i tak w  genotypie. To geny decydują, co nam przyniesie los. Drwiąco śmieją się z raka wątroby denata, który alkoholu nawet nie powąchał, z  pacjenta walczącego z rakiem krtani, który dym z  papierosa widywał na  filmach. Najczęściej tych z lamusa. Nawet na przystankach „T” –  jak Tytoń,  zakazano wstępu błękitnym obłoczkom.  Śmiem twierdzić,  iż wielka litera „A” – to nie tylko przystanek autobusowy. To wyzwanie rzucone alkoholikom.  Alkoholik –  niepijący  od trzydziestu lat, do autobusu nie wsiądzie. Tylko kto ten wywód zrozumie?  W kraju szczycącym się kryzysem ekonomicznym, od dawien – dawna, przekładającym kryzys, biedę, beznadzieję – na sukces ekonomiczny. Cieszę się z faktu, że ojciec nie doczekał informacji, iż w Grecji, najniższa emerytura – renta, wynosi ok. 700 EURO !!  Jak dobrze, że swoim przeżywaniem, potrafię uciec w dotyk szorstkiego niedogoleniem ojcowskiego policzka.

Jaka szkoda, że Tadeusz, nie może zapoznać się z tym komentarzem. Żal. Niedosyt. Mam nadzieję, że chociaż wiersz, dotrze do adresata.  Nie musi wstrząsnąć zaświatami. Musi tylko zaistnieć Twoją obecnością.

Mojemu ojcu – śp. Tadeuszowi, wiersz pt.:

 

              ” KRES”

Wędrujesz w ciszę.

Na widnokręgu rozmyślań,

zachodzące słońce kleci płot

z wydłużonych cieni zdarzeń.

Za parkanem smutku,

na gasnącym promieniu,

zawieszona łza zanosi się łkaniem.

Serce zagada pękniętym dzwonem.

Światło zagości

na spektroskopowym widowisku.

Otulony ciepłą kołdrą życia

– odchodzisz…

Dobry los zmumifikuje łzę

niespełnionego marzenia.

 

 

Żegnam się smutkiem – Zygmunt

 

 

 

 

 

 

 

 
 

Nastroje jesienne.

09 październik

 

 

Mając na uwadze aktualną porę roku, przywołam wiersz, który w roku 2004 – zaistniał w mojej pierwszej książce poetyckiej, pt. „AFRODYTA W ZAPACHU TĘSKNOTY”.  Zgłasza on swoistą pretensję pod parasolem jesiennych kolorów.

 

 

CZTERY KOLORY -BŁĘKIT

 

Padam żalem przed majestatem piękna.

Płynę złotem słońca ukrytego w liściach,

czerwienią skłóconą z zieleni przetrwaniem.

Więdnę niedosytem.

Idąc leśną drogą, stąpam po korzeniach

ciepła, miłości, nadziei.

Łza, czy kropla dżdżu?

Żadnego drzewa nie obsypałeś błękitem.

 

 

 

 

UWIERZYĆ W TAKIE MIEJSCE

06 październik

 

 

AZYL

 

Na krańcach Świata

gdzie nie dociera wrzawa tłumu

tumult zwariowanych ucieczek – pogoni

Na Świata krańcach

gdzie dzień – Słońcem

noc – Księżycem

sekundy przytulenia

przemijaniem

… nieskończoności

 

Skromna uwaga dotykająca tekstu, który przed chwilą siadł na skrawku papieru i bez biletu,  tj. bez specjalnej pracy nad wierszem, poszybował w internetowy tygiel.

– To szczęście, że możemy poszukiwać, marzyć, przeżywać poezją to, co nie dane nam przeżyć życia prozą.

 

Jestem na TAK!

 

 

ZATRZYMAĆ SIĘ PRZEŻYWANIEM

04 październik

 

 

Zdarza się często, że nasze przeżywanie staje się morderczą pogonią za czymś wyimaginowanym, czymś totalnie jednoznacznym , jednocześnie odległym nieuchwytnością, niedomówieniem, stagnacją, która wprawia nas w stan nerwowego rozstrojenia. To właśnie tu – tkwi źródło naszych poszukiwań, warunkowane chęcią dokonania przełomu w sferach postrzegania Świata.

Świat,  jest nieprzejednany, często  okrutny, zdarza się – niezrozumiały, w glorii swej tajemniczości.

Mam nadzieję, że zawirowania wynikające z poszukiwań rezonansu na płaszczyźnie  Świat – Człowiek, w aureoli Jego egzystencji – odda mój wiersz pt. – ” Wybór”.

 

WYBÓR

 

Jesteś

Możesz pozostać

Obrazem bezdechu

Kokluszem przeżywania Słowa

Byt

Nie – Byt

To  szaleństwo…

Twoje

Moje

Nasze

Do Świata stworzenia