RSS
 

Archiwum z miesiaca kwiecień, 2013

SPOTKANIE Z HELENĄ GORDZIEJ

12 kwiecień

 

15-go kwietnia, o godzinie 16 – tej, w siedzibie Związku Literatów Polskich – Oddział Poznań, zamierzam uczestniczyć w spotkaniu z Heleną Gordziej, bohaterką tego spotkania. O Helenie Gordziej pisałem już na swojej stronie, dzieląc się z Wami swoim wierszem, napisanym na cześć nestorki, wielce zasłużonej dla polskiej literatury. Regulamin spotkania, przewiduje czytanie przez uczestników, do trzech tworów, które wyszły spod pióra Heleny Gordziej. Pani Helena, trwa swoim wierszem, prozą w naszym postrzeganiu świata.   Świat kreślony Heleną – to niezmierzona przestrzeń w tonacji dobra, miłości, poszanowania ludzi, zwierząt, wszystkiego co można tak łatwo nazwać – miłością.   Z przebogatego dorobku literackiego Heleny Gordziej, wybrałem do własnej prezentacji trzy utwory, pomieszczone w antologiach Międzynarodowych Listopadów Poetyckich – z lat:  2008 – Między złotem a bielą, wiersz pt. Dzień;  rok  2009, ” Jak podanie ręki” – wiersz – Winda,  i z antologii z roku 2011- go, Słońce wschodzi raz jeszcze,  utwór pt. –Ręce.  W odwodzie, mam wiersz Heleny, z antologii ZLP, Jesienne przypływy, wydanej w roku 2010 – tym, pt. Kolorowe świty.

Aby przybliżyć Słowo Heleny, przytoczę wstęp wiersza pt.

 

           DZIEŃ 

 

pociemniał mokrym śniegiem

zawierucha uczuć wsparta o latarnię

odgania natłok ciężkich myśli

Tęsknota nakłania do odwiedzenia

ciepłego lokalu gdzie koniak

potrafi podnieść ciśnienie krwi

Mrok podszeptuje litanię przekleństw

Podnosisz z chodnika kamień

rozglądasz się w kogo nim rzucić

…………

 

To cała Helena!

Kobieta pisząca od lat – sobą, swoim doświadczeniem, doznaniem uśmiechu i zgryzoty.   Poetka na wskroś autentyczna.

Z wielką ochotą zawitam na spotkaniu, by podkreślić i utrwalić to – co w życiu, w literaturze tak bardzo ważne. Prawdę Słowa. Prawdę dokonań. Prawdę dążeń.

Może wypijemy z Helenką po koniaczku, wznosząc toast za zdrowie literatury?   ZDROWIE!  Któż  to może przewidzieć w świetle zdechłej kondycji NFZ – tu. …Tego nie postrzega nawet minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego, który w momencie palpitacji serca, zdołał sił ostatkiem, docenić zasługi  poetki, odznaczając Helenę Gordziej stosownym orderem. Cześć i chwała. Oby o innych – wielce zasłużonych literatach, przed zawałem, zdążył sobie przypomnieć.   Teka tego ministerstwa – nad wyraz ciężka brakiem złotówek.   Gdyby w grę wchodził przelicznik EURO, Bruksela,  zdając sobie sprawę z sytuacji w Polsce,  zeszłaby do finansowego podziemia, kryjąc swe lico przed Europą, o Świecie nie wspomnę.

Jak zwykle, refleksją ze spotkania  z Heleną Gordziej,  podzielę się bez reszty –  Zygmunt, ślęczący nad nowym swoim wierszem dotykającym WIOSNY NIEBA – PIEKŁA ZIMY.

Prawda, że to poniekąd przewrotne ? Jeszcze nie wiem / mimo skrystalizowania treści utworu/ – co wiersz  przyniesie swoją puentą.

Zobaczymy. Przeczytamy. HEJ !

 

 
 

DŁUGIE OCZEKIWANIE

12 kwiecień

 

Tak się złożyło, że w rozpamiętywaniu totalnego spóźnienia wiosny, przywołałem wiersz, który zagościł w roku 2004 – tym, na kartach mojej debiutanckiej książki poetyckiej – pt. AFRODYTA W ZAPACHU TĘSKNOTY.  Wiersz,  pt. ” EROTYK PISANY TĘSKNOTĄ – do Pani W „. Utwór ten,  swoją  tajemniczą, zagadkową personifikacją, do dnia dzisiejszego, swym dwuznacznym  podtekstem – znaczy dla mnie bardzo wiele.   Mam nadzieję, iż czytając ten wiersz – sami odnajdziecie cząstkę swoich przeżyć, pragnień, uniesień, nie do końca spersonifkowanych,  lecz realnie drzemiących w  Waszych – przeżyciach, pragnieniach, tęsknotach.

I chyba o to, w poezji dotykającej wyżyn przeżywania – chodzi.

 

 

 

EROTYK   –  PISANY TĘSKNOTĄ

    – do Pani W

 

 Tak długo Cię nie było.

Już zimne mam stopy i ręce.

Ciepło ostatniego pocałunku tak odległe,

jak pierwsza miłość,

która bzami wybuchła i zwiędła

wstydliwie, naprędce.

Jak dobrze, że wracasz…

Znowu się Tobą zachwycę.

Nocą, po cichu, naga,

okryta tylko księżycem,

lękając się skrzypiących schodów,

po których stąpasz stopą bosą

– idziesz do mnie…

Wśród gwiazd zazdrosnych skowytu,

oplatasz ciepłem swego ciała,

odurzasz wonią, jak tamtych bzów cienie.

Pod tkaną z pereł rosy kołdrą zachwytu,

ukryjesz nas do lata

– przed światem skrywając

zespolenie.

 

To skromny, WIOSENNY  prezent, dla wszystkich, którzy odwiedzają moją STRONĘ. Podarunek dla czytelników, których moje wiersze i komentarze pozwalają sympatycznie określać i doceniać ich treść. Wartość – jaką niosą wypowiedzianym, zapisanym Słowem. Moim.

 

 

 

 

 

 

PROGNOZY – TAKIE SOBIE

09 kwiecień

 

TWÓJ SEN

 

Obudzę cię wcześnie

Przed świtaniem

Bosymi stopami

przemierzymy łąki spłakane rosą

Powędrujemy alejami akacjowej ciszy

Ścieżkami wydeptanymi muzyką wiatru

Wrócimy pod parasolem słońca

gdy wyschnie ostatnia łza twego snu

Łza mojego przebudzenia

 

 

I chyba o to  chodzi , w tej desperacji oczekiwania wiosennych temperatur, wiosennego słońca uśmiechu.  Wiosna – ta kaczeńcami prawdziwa,  lato – prawdziwie gorące opalonych ciał splotem,  przywoła nas do przeżywania piękna przyrody, spoglądającej  na nas z ufnością przetrwania zieleni jaką sobą niesie i czerwieni warg, niesionych twoim pocałunkiem.

 

 

 

 

 

INGERENCJA W NADZIEJĘ

09 kwiecień

 

Jeszcze parę dni – wierząc w serwowane prognozy, doczekamy się upragnionej Wiosny.  Zjawi się długo oczekiwane ciepło, które w kalendarzu – 2013 – zatraciło poczucie czasu.  W swym wywodzie – odniesionym do spóźnionej wiosny, staram się zachować sympatyczną obiektywność w krajobrazie – czaso – przestrzeni  zjawiska, które – bez naszej zgody dotyka nas, bałamuci, denerwuje.  Ma w głębokim poważaniu  konsekwencje. Ta  wykładnia czyta się sama. Wiosna – to rodzaj żeński.  A więc – Kobieta.    Winna – czy bez winy?

Czy w kontekście  ignorancji Wiosny – zawiniła Kobieta ?  Czy w zaistniałej sytuacji, balastem winy możemy jednoznacznie obciążać Kobietę, żonę, matkę, narzeczoną, kochankę?   Nie !   Niech to licho!!

To prawda. Spóźnia się na randkę.  Mężczyzna też „gubi” czasami zegarek.   Dwie strony medalu.

Sprawa nierozstrzygnięta.

Fajnie, że nasza męska wyobraźnia, pozwala w te zimne dni i noce, wyzwolić spod zasp śniegu, huragan letnich, gorących doznań, oczekiwań ciepła w areszcie  ramion wybranki, która na imię – nie musi mieć – WIOSNA.

 

  PODGLĄDANIE 

/MARCOWA WIZJA LETNIEJ PRZYGODY/

 

Hamak

– wypełniony twoim bezruchem

Zawieszony na zerwanej amplitudzie

Liście drzew znieruchomiały oczekiwaniem

Ptaki zastygły w locie

Źdźbła traw wspięte na palcach ciszy

wypatrują porywu wiatru

Rozkołysze hamak

Włosy odpłyną złotą chmurą

Odkryją tajemnicę nagiego ciała

złożonego na ołtarzu

Słońca

 

 

 

 

 

 
 

GDYBY TAK…

08 kwiecień

 

ODCZAROWANIE 

 

Gdyby tak zaśpiewać pieśń.

Nie golić się przez parę dni.

Zjeść danie co głodnemu się śni,

żołądka oczarowaniem.

Gdyby tęsknoty, nadzieje wrzucić do worka.

Uciec od marzeń,

nie bacząc na złudnych gwiazd drogowskazy

w nocy knieje,

szepcząc zaklęcie: raz, dwa, trzy razy

– wypatrując korka

od tamtego szampana.

 

Wiersz ten przytaczam, gdyż w pewnym sensie koresponduje z sytuacją opisaną przed chwilą w kategorii- OGÓLNA.   Jest swego rodzaju wstępem, do poważnych rozważań, które tam zostały zasygnalizowane.

 

 

 

POWRÓT DO MIASTA

08 kwiecień

 

Teraz, gdy do snu prowadzi mnie róż zachodzącego słońca rozlewający się szeroko za oknem, wieczorna cisza nawet w dzień uśpionej wioski, gdy rano budzą mnie hałaśliwe utarczki stad wróbli, które w mieście zaliczono do prawie wymarłego gatunku – wiersz przywołuję. Wiersz, napisany przed laty – jakże różniący się  obrazem, doznaniem, dramaturgią, od status quo. To było zupełnie inne przeżywanie, kraszone dynamiką, zmiennością sytuacji, ba – autentycznym dramatem. Mieszkając na wsi, błądząc po ogrodzie – /nawet tym uśpionym spóźnioną wiosną/, w ciszy ciągle nagich drzew i analizuję te dwie, zdecydowanie różniące się od siebie sytuacje.

Może kiedyś wydam swój prywatny osąd – rozprawkę, na temat:  jak mieszkało się w dużym  mieście pełnym wrzawy- jak mieszka się na wsi, po ucieczce w ciszę. To wcale nie taka  prosta sprawa.  Należy ją – / jak sądzę/, postrzegać w szerokim kontekście przeżyć człowieka migrującego z miasta na wieś. Przeżycia, całkiem nowe wyzwania, inne środowisko, itd.  Jeżeli poważne zagłębić się w  rozstrzyganie tej kwestii, to bez błądzenia po drogach psychologii i socjologii, na pewno się nie obejdzie.   Pora na- miejski – wiersz.

UROKI MIASTA

 

Labirynt ulic i uliczek sieci.

Place ścieśnione lub pełne przestrzeni.

Pędzące chodnikami na rowerach dzieci.

Spaliny polują na liście – rękę podając jesieni.

Wieżowce.

Samobójców gratka.

Światła w nich gasną nerwowo po zmroku.

Z autobusu na tramwaj nieszczęsna przesiadka.

Neon w agonalnych błyskach – jak w amoku.

Gwar dnia przepychany przechodniów łokciami.

Samotny pies sąsiada szczeka wściekle.

Nocy cisza zgrzyta tramwaju kołami.

Przypadkowa miłość

przebiega na czerwonym świetle.

 

Na pewno przyjdzie niebawem pora na wiersz, który dotykać będzie tego, co aktualnie przeżywam.

 

 

 
 

DOTYKANIE NOCY

04 kwiecień

 

Noc – to czas zamknięty ciszą, pozornie uśpiony w kołysce przebudzenia.

 

Właśnie teraz, późną nocą, odkryłem tajemnicę snu nadchodzącą pustką oczekiwania jutra.   Stąd narodziny sentencji, przywołanej naturalnym odruchem skojarzeń.

Szkopuł w tym, by  pustkę nocy wypełnić krzykiem,  do granic  twórczych możliwości.

To nie frustracja. To nie obawa przed niedokonaniem. To zwyczajne Nocy przeżywanie.

Jutro, wczesnym rankiem, postaram się zaskoczyć czytelników – nowym wierszem.

Chyba na tym polega sens wiary w siłę Słowa; w przetrwanie tego, co wydaje się niezniszczalne, tylko chwilowo nocą uśpione zatraceniem realnego świata w dotyku całkiem realnej dłoni.  Rzecz  w cichych, delikatnych, wręcz subtelnych  akordach Nocy przeżywania. W niespodziewanym pojawieniu się  góry lodowej, wyśnionej unicestwieniem Titanica.

Katastroficzne wizje – a kysz!

Jutro wstanie nowy dzień, który zaskoczy nas optymizmem.

Bałwany stopnieją w oka mgnieniu. Będziemy stąpać po kobiercach krokusów, które wyzwolą w nas wspominanie, tęsknotę za ciepłem lata  przyjaźni, miłości , słów wypowiedzianych nie w porę i tych w porę wypowiedzianych.

Noc – to czas zamknięty ciszą, pozornie uśpiony w kołysce przebudzenia.

Idę spać.  Jutro, okrakiem na górze lodowej, obiecanym wierszem – popłynę.

 

 

RZEŹBA W BRĄZIE, WIERSZ NA PAPIERZE…MARIOLA KALICKA – TO TY

03 kwiecień

O Marioli Kalickiej wspomniałem przy okazji spotkania w NASZYM KLUBIE – / 13. marzec – ogólna/ – gdy czekaliśmy na poznańskiego poetę – Marka Słomiaka.  Przy stoliku ujawniła, że swoje zdrowie reperowała ostatnio w Ciechocinku.

Teraz kolej na samą rzeźbiarkę, poetkę z  Poznania  – z wyprostowanym kręgosłupem, wyrównanym oddechem, sążniami ukochanymi siłą wspomnień, mocą towarzyskich – niezbadanych mocy. Ona szczęśliwa powrotem zdrowia  – ja, o swoje  zdrowie niecierpliwy, zdrowia nadmiarem.

Kolej na mój samotny wiersz – przywołany wpisem dla Zygmunta – w folderze wydanym z  okazji wystawy rzeźbiarki, poetki, przyjaciółki o prostym już dzisiaj –  /taką  mam nadzieję/ –  kręgosłupie, imieniem : –  MARIOLA.

 

RZEŹBĄ ZAKLĘTY

 

Brązem snu przytulona,

swą rzeźbą bliska…

Po cholerę sny ?

Chłodem przebudzenia dotyku

błądzę po  – „Ciepłych wzgórzach”

–  Mariola Kalicka

To ty –

rzeźbą wiersza

Na śmietniku

wyrzucona choinka

Przez pryzmat rzeźby jutrzejszego dnia

dłutem  smutku

w niedokończony wiersz

tamtego  Ciechocinka

 

Skąd ta refleksja, wierszem pisana ?

Mariola Kalicka!

– Wspaniała rzeźbiarka, która swym  metalicznym , chłodnym  dotykiem ponadczasowości dzieła, trawa spontaniczną wizją  gejzerów. Twórczym osłupieniem. Spojrzeniem rzuconym  ukradkiem, w  jutrzejsze wulkany przeżywania doniosłości destrukcji. Konsekwentnie uciekająca przed sobą – tobą.  Brodząca stopą bosą w gorącej  lawie, w  pożodze  zmysłów jutrzejszych erupcji doznań. Doskonałość termiki treści  i formy oziębłości. Rzeźba wierszem wyśpiewana.  Wiersz – rzeźbą zastygły.

Tak postrzegam rzeźbę i tak wiersz Marioli Kalickiej postrzegam.

„MARIOLA KALICKA …erotyka też” .

Na okładce folderu – rzeźba w brązie, przedstawiająca szary gorset, z pozrywanymi sznurówkami, zwieńczony błyszczącym zenitem wypolerowanego, jędrnego biustu, o jednoznacznej wymowie sutek piersi, gotowych do karmienia.

Rzeźba o imieniu: – „Ciepłe wzgórza”.

I tu refleksja, wierszem wywołana.

Rzeźby Marioli – osobiście odczytuję, jako – czarowanie kobietą.  Tą  –  zmęczoną, zniewoloną obowiązkami  i tą błądzącą erotyką grzechu w poszukiwaniu, wręcz odkrywaniu nowych miłości, dających szansę przetrwania uczucia, które gdzieś w szarzyźnie zakupów, totalnej bieganinie za normalnością –  zatracone zostało.

Dzieła, które wyszły spod ręki Marioli Kalickiej, to przede wszystkim eksplozja klęski i zwycięstwa Kobiety. Każda z rzeźb –  to wibracja kuszenia, wabienia w lepką pajęczynę doznań, uniesień, to pogoń za sensem miłości, w świecie tak brutalnie znaczonym swoją obecnością zwątpienia.

Pozdrawiam MARIOLĘ  KALICKĄ.

Życzę dalszych sukcesów w twórczej walce z materią i piórem, które niesie równie piękne doznania, pisane wierszem Marioli,  w brązu  utrwalenie.

Zygmunt –  z  czołobitnością zastygłą rozsznurowanym gorsetem.

 

 

 
komentarze 2

Kategoria: OGÓLNA

 

NASZ LANY PONIEDZIAŁEK

02 kwiecień

 

 

„Miłość do ludzi – objawia się konsekwencją zaufania”.

To moja sentencja, która wypłynęła po rozmowie z córką Dobrochną, w trakcie świątecznego spotkania w lany poniedziałek. Dobrze, że potrafimy rozmawiać, dzielić się radością, także żalem, smutkiem; gawędzić o planach, roztaczać wizję lepszego jutra. Doskonale rozumiesz, że świat – to warkocz pleciony smutkiem, rozczarowaniem, tęsknotą, nie tylko uśmiechem, glorią spełnienia marzeń.  Jedno – pozostaje poza sferą udowadniania.   Każda porażka, musi eksplodować impulsem zmuszającym do nowych poszukiwań, otwierać nowe wrota doznań, które do tej pory uśpione, za kilka chwil wybuchną życiem przelanym po kres oczekiwań, różową barwą optymizmu. Rozczarowanie, to tylko jeden z kamieni, na którym przy potknięciu straciłaś obcas buta, kupionego za ciężkie pieniądze.  Dalej, możesz wędrować  na bosaka po zmrożonym śniegu, po łąkach pachnących zielenią.

 

W NOWĄ MIŁOŚĆ

 

To musi być Coś

co dotknie

Norwida

Miłosza

Gałczyńskiego

Coś

co w rogu obfitości wiersza

pustych słów zatraceniem

przetrwaniem najskrytszych marzeń

biegnących zielenią nadziei

w krwistość wyzwolonego horyzontu miłości

Tobą

– na wyciągnięcie ręki

 

 

 

 

 

 

 
 

PERSONIFIKACJA – WIOSNĄ PRZYWOŁANA

01 kwiecień

 

PRZYJDZIESZ     

                 SZELESTEM

 

Jeszcze jesteś daleko

Poza dotykiem

zasięgiem wzroku

Trwasz w ukryciu

cichutka

uśpiona skromnością

Zgaduję

nieuchronność przebudzenia

Szelest twej sukni

słyszę w mroku…

Wracasz

– owiana wiecznością

 

Czekając na WIOSNĘ – tę prawdziwą,  /jest wieczna – co z mojego wiersza wynika jednoznacznie/ – Zygmunt.