RSS
 

DO MOICH WIERSZY W – ŁZIE POMARAŃCZY- ZATRACONYCH…

29 kwiecień

 

Rozwodząc się troszeczkę w sprawie spotkania z wierszem Edyty Kulczak i Tadeusza Stirmera, przywołałem moje studium wiersza, poświęconego Kobiecie. Wiersza pisanego męską ręką. Powołałem się bałwochwalczo, na opinię krytyka, który prawdopodobnie tak  jak ja , nie dzieli poezji na męską i damską.  Aby temat tych rozważań zamknąć, /nie koniecznie definitywnie/, przywołuję swoje wiersze z książki poetyckiej, wydanej w roku 2006 – tym, ŁZA POMARAŃCZY, o której przed chwilą wspomniałem.

Mam nadzieję, że czytelnicy odwiedzający moją stronę, dopatrzą się obiektywnej / w tej sugerowanej jednak sytuacji/ – prawdy płynącej wierszem. Tak się składa, składało i składać będzie, że to Kobieta trwa w ciągłym pogotowiu,  z całą wyzwoloną lub na wyzwolenie czekająca tajemnicą władania męskim rodem. Sądzę, że mimo wszystko, dzieje się to  ku naszej chwale.  Sytuacja nad wyraz skomplikowana.  Dylemat.  Jak to jest ?   ONA – czy ON ?   Gdzie w sukurs sensu, idące w bezsens – parytetowe zwycięstwa?   Najważniejsze, że wszystkie Kobiety są nasze – tak samo jak Dzieci!   Spoglądając na Ziemię, która nigdy nie pozostaje w bezruchu,  możemy jako nieruchawi mieszkańcy Europy, bez obaw stąpać do dołu głowami , po  skażonych słońcem Antypodach.  Zachować umiar, tolerancję i współczucie, dla cierpiących nadmiarem  opalenizny kangurów.

 

MIKOŁAJOWA PRZEWROTNOŚĆ

 

Wstrzymać Ziemię

Ruszyć Słońce

Wiersz

w malignie kompozycji…

Pod stopami

nieruchoma Ziemia

Wschodzi Słońce

To z tobą

słoneczniki wirują w tańcu

 

Moja refleksja – / po kilku latach od publikacji tego wiersza/, wygląda następująco: – Mikołaj Kopernik nie miał nic do powiedzenia w odniesieniu do kangurów. Nic nie wiemy o Jego stosunku do opalenizny, miłościach pod Słońcem.  Osobiście wierzę w Jego umiłowanie Ziemi pachnące erotyką, za sprawą teleskopu.  Widzę na własne oczy  – / teleskopu pozbawiony/, że sprawcą heliocentryzmu, byłaś Ty – córko moja, której sam nadałem imię – Dobrochna.  Pozostałaś i trwasz  wierszem Gwiazdy Polarnej, która rodzi się ciemnością nocy i przetrwać musi  dniem w słoneczność  jutra.

Dzięki Tobie, naga prawda mojego wiersza, w Słońca majestacie, zapisana w liczniku ułamka niewłaściwego, krąży na orbicie matematycznie wręcz wyliczonej wiary w drugiego człowieka.

Aby sprostać astrologicznym akordom Dobrochny, dziś kobiety, spod ręki  faceta o imieniu – Zygmunt, Jej rodzonego ojca, wypływa wiersz, godzący w kolejną, zupełnie przypadkiem odkrytą galaktykę.

Z niewłaściwego ułamka, wyłączam całość.  I właśnie  tu pojawia się studium Kobiety. Rodzi się wiersz – w subtelnej tonacji erotyki, którego tajemnica przepada w nieskończoności  matematycznego unicestwienia.

 

DELIKATNOŚĆ LICZENIA

 

Opuszkami palców

liczę ciepło twego ciała

Wargi

Oczy

Dłonie

Suma szeptów

Lśnień

Woni aksamitu

     – zapada niewiadomą

 

Patrząc przez pryzmat  miłości, temat kryminalistyczno – kryminologiczny, nie jest mi obcy.  Jestem tylko zdany na  niuanse miłości popełnionej, lub nie. Świadomej – lub nie. Grzesznej – lub nie.   Proces poszlakowy, który  siłą Słowa na zakrętach demokracji , werdyktem niezawisłego demokracją Sądu, w świetle serwowanych wyroków przez Sąd Ostateczny –  zgodnie z  poprawką do PRZYKAZAŃ,/ numeru poprawki nie pamiętam/,  dotyczącą niezbadanych wyroków boskich- zostaję siłą  wiersza – uniewinniony!   Wiersz nie należał do najpiękniejszych. Było to samobiczowanie, ratujące domniemane czarownice przed płomieniami stosu.   Co się stanie, gdy w odwecie zagadam wierszem, który sam sobą zaoferuje : łamanie kołem, łoże Madeja, o innych, przygodach z widmem Kostuchy w tle  – nie wspomnę. Mając na uwadze nowe możliwości ścigania, naukowe metody w dochodzeniu prawd obiektywnych – jako poeta, nie mam  szans uchowania się przed Temidą. Najlepiej – zachować milczenie. Nie przyznawać się do miłości.

 

NIEKONWENCJONALNA

         ODPOWIEDŹ

 

Cień wyobrażenia

zastygł rzeczywistością

Stajesz naga pytaniem

Odpowiadam

śladami linii papilarnych

na twych udach

piersiach

– sercu

 

Głupio będzie, jeżeli w glorii przypominania wierszy z książki – ŁZA POMARAŃCZY – nie przywołam utworu, który decydował o tytule książki.

Głosy na temat tego wiersza – były różne.   Dopowiedzieć – niesiony moim totalnym zrozumieniem –  utonął  tajemnicą niedopowiedzenia znawców.  Zaistniał swego rodzaju sporem. Może właśnie o to w poezji chodzi?

  Może odrobina mistycyzmu, prowokuje do kompleksowego przeżywania Świata?

 To tylko moje pytanie. Po kilku  latach od  publikacji wiersza, nie mam na ten temat jednoznacznej odpowiedzi. Ocena – należy do tych, którzy teraz dotykając wiersza, dotykać go będą również w przyszłości. Dzisiaj budząc się – jutro, zasypiając z jego strofą pod poduszką.  Oto wiersz :

 

DOPOWIEDZIEDZIEĆ

 

Jeszcze dotyk

Gest

Wyznanie

Drżenie chwili

Smak makijażu

Piękno

podparte wykrzyknikiem…

Usta

w indyczym tłuszczu

Toast

za pestki pomarańczy

Jeszcze słodka łza

zapamiętana zygzakiem

na zakurzonym bucie

Jeszcze…

 

Idąc dalej – jeszcze nadzieja na przywołanie następnego wiersza.  Bardzo chętnie się nim podzielę.  Niesiony twórczą wyobraźnią, nocnym Markom mówię  – DOBRANOC, rodzącym się wierszem, spowiedzią szeptaną w konfesjonale nadziei rozgrzeszenia, gdzie ONA – KOBIETA  nadstawia ucha.

 

MIRAŻ POKUTY

 

Dotyk szaleństwa

Pieszczot zniewolenie

Rozrzucone grzechy nocy

Łóżko

Dywan

Fotel

          Świt

          witam modlitwą

 

 

Kurcze – naprawdę twórcza noc!!!!!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 
 

Zostaw odpowiedź