RSS
 

BYŁO, MINĘŁO – POZOSTAŁO

18 styczeń

 

Ostatnie spotkanie w Klubie DĄBRÓWKA – było wielką ucztą  – w kwestii  „konsumpcji” wierszy Jolanty Szwarc – z najnowszej książki poetyckiej – TIK – TAK i utworów męża poetki, wspaniałego poety – Stanisława, prezentującego swoje wiersze z wydanej niedawno książki, zatytułowanej – OBRAZKI Z EDENU.

Mowę pochwalną –  całkowicie zasłużoną, na temat wartości literackich niesionych tymi dwoma publikacjami – wygłosiła Mirosława Poncyliusz, którą osobiście cenię za umiejętność spoglądania w duszę poety – kamrata, przy zachowaniu pełnego obiektywizmu.

Tak więc – wiersze Jolanty i Stanisława…

Dyskusja, utworami poetów prowokowana – wykraczała poza sferę totalnej poetyki wierszem niesionej. Nie muszę podkreślać, iż zasięg poruszanych wierszami problemów był przeogromny.

Wiersze autorstwa małżonków – poetów, dotykają sfer życia rodzinnego, wspomnień, niosą również bogaty ładunek pisany intelektualnym potencjałem przetrwania uśmiechu w odniesieniu do problematyki  domowego ogniska, stanowią swoisty sprzeciw wobec brutalności świata, który nachalnością zabłoconych buciorów wkracza w nasze życie.  Z wielką determinacją potoczyła się dyskusja, na kanwie wiersza Stanisława Szwarca –  poetycko kreślona wizją miasta Kołobrzeg – /wielu dyskutantów/ – w odniesieniu do losów tego miasta, przed i po drugiej wojnie światowej.  Drugim – jakże ważnym tematem, płynącym wierszami Jolanty i Stanisława,  – były sprawy powrotu do korzeni, przeżywania tradycji, rodzinnej, narodowej, przywoływanie tego, co odeszło, lecz pozostać musi w naszej pamięci.

Zupełnie ad hoc, wsłuchując się  w wyrażane opinie o wierszach Państwa Szwarców, refleksją Ich wierszami płynącą, nakreśliłem  aforyzm, który  dotyka dramaturgii małżeństwa, podkreśla jego enigmatyczne przetrwanie.

Czy tylko ? ….

Może – tu jest pies pogrzebany ?

Rzecz ujmując najprościej, humorystycznie….

Swą przewrotnością, najbardziej skostniałymi wartościami gloryfikującymi sens trwania związku – kobieta – mężczyzna, / o innych związkach nie wspomnę/ – mając na uwadze swój wieloletni staż małżeński, napisałem podczas spotkania, na skrawku papieru – co następuje:

 

ZA MAŁO JEJ BYŁO DOMOWEGO OGNISKA…

SPALIŁA MĘŻA NA STOSIE.

 

Wierząc w płomienie buchającego ogniska  małżeństwa :  JOLANTY – STANISŁAWA,  jestem przekonany, że wiersz głowy rodziny, obroni go przed stosem żony – Jolanty.

Na wszelki wypadek, taka męska solidarność.

I jak tu nie potwierdzać, że wspólne zainteresowania, stanowią o sile i trwałości małżeńskich związków.

Jolanta   bursztyny  +  Stanisław  – stare zegary   =  MIŁOŚĆ PO GRÓB – WIERSZA PRZETRWANIEM !

Ku rozwadze…

Zygmunt, który do tej pory również na stosie nie spłonął, twierdzi, iż  żona – Anna zniewolona przymusem regularnego przyjmowania tabletek po operacji serca, od czasu do czasu, wspomaga się  wierszem męża, co pomaga Jej przetrwać najgorsze kataklizmy, pokonać troski, zwątpienia, ot tak zwyczajnie uniknąć gorejącego zwątpieniem stosu w najbliższych latach, które tak szybko znaczą się zmiennością kalendarzy.

 

Do zobaczenia  za dwa tygodnie – w następnej DĄBRÓWCE !!!

 

 
 

Zostaw odpowiedź