RSS
 

CZŁOWIEK, SŁOŃCE I CAŁA RESZTA

04 lipiec

 

KLIMATYCZNE ANOMALIA

 

Wywody na temat klimatycznych zawirowań, rozpocznę swoim krótkim wierszem, który problem zasygnalizuje, wprowadzi w dzisiejszy świat psycho-fizycznego przeżywania kaprysów aury.

     BILANS

NIE – POGODNY 

Dzień deszczowy – smutek.

Słoneczny – wesołość.

Radość na kartach roku,

tak rzadko pisana.

 

Narzekania na kaprysy pogody jakie dotykają nas ostatnimi czasy, z całą pewnością mają swoje uzasadnienie. Ciut starsi twierdzą-/  i słusznie /, że drzewiej, pory roku rysowały się wyraziście, a oczekiwania co do aury porą roku znaczonej, generalnie mieściły się w ramach obowiązujących reżimów, danej porze  przypisanych. Np. zima: śnieg, mróz!  Letnie miesiące nie były tak chimeryczne jak dzisiejsze. Wiosna była wiosną, wraz ze swoim przedwiośniem, pora jesienna miała swój piękny – złoty prolog, malowany pajęczyną babiego lata, tkaną słońca promieniami. Do tygla narzekań wrzucić trzeba, znacznie nasiloną aktywność żywiołów. Szczególnie dwa dają się we znaki. Woda – ze swoimi powodziami, podtopieniami i Powietrze – nękające nas huraganem i przerażającą grą na swojej trąbie. Tegoroczne lato zdecydowanie pomyliło parasole  przeciwsłoneczne z przeciwdeszczowymi, letnie temperatury –  z jesiennymi.  Nagle szok!  Po wielu dniach morza niebiańskich łez i chłodu, zawitały do nas tropikalne upały. Na jak długo?  Podobno wiedzą o tym meteorolodzy i inni fachowcy badający klimatyczne przegięcia. Rozkoszując się spadającą z nieba lawiną gorąca, łaknąc pospiesznie opalenizny, nie zawsze mamy czas na stosowanie się do medialnych ostrzeżeń, wynikających z „prehistorycznego” przesłania, że wszystko co w nadmiarze – szkodzi.  Oby nasza pogoń za brązową karnacją, nie doczekała takiego finału, którym uraczył się bohater mojego wiersza. Kluczem tego utworu, zamykam „klimatyczny” wywód, swoje refleksje zmiennością aury sygnowane.

  GRZESZNIK NA PLAŻY 

Nie pomogły zimne okłady.

Nie skutkowały medykamenty.

Słońcu – nie dał rady…

Może zostanie patronem solarium?

Na pewno nie będzie,

opalających się – świętym!

 

Epilog.

Życzenia powrotu regularnych, wypełnionych swymi powinnościami pór roku, co da asumpt do rozsądnego i wyważonego /!/  korzystania z niesionych przez nie klimatycznych dobrodziejstw.   Latem – nasz Bałtyk, rzeki, jeziora;  zimą – narty, sanki, bez  konieczności odwiedzania Alp.   Substytuty, tj.: kryty basen, łyżwo – rolki, itp. mogą pozostać w odwodzie.  Tak na wszelki wypadek.

I o to, właśni o to,  w tym wszystkim chodzi!

P.S.

Pozdrawiam swoją córkę – Dobrochnę, sympatycznych znajomych: Kingę i Roberta, którzy /mam nadzieję/ mądrze i bez zbędnego pośpiechu, korzystają z dobrodziejstw słońca, zawieszonego nad pełnymi morskiego uroku – Mechelinkami. Dziękuję za przesłane fotki, prowokujące swym pięknem, przywołujące tajemniczy szum naszego morza, aksamit piasku plaży, którego nie znajdziemy wśród plaż” obcych” mórz.

Z/D

 
1 komentarz

Kategoria: OGÓLNA

 

Zostaw odpowiedź

 

 
  1. agnieszka

    lipiec 5, 2015 o godz. 3:01 pm

    A ja lubię upały, nawet gdy grożą przegrzaniem pały, wszakże opalanie to chyba… samoopalaczem.
    Pozdrawiam